Tura wakacyjna ostatnia: u dziadków!

Pamiętacie jak pisałam Wam kiedyś o fotografowaniu ludzi, którzy układali się litery albo słowa?  Gdzieś to miałam zalinkowane, kto ten nurt rozpoczął, ale TERAZ nie znajdę. Ważne, że układanie napisów z „LUDZI” przyjęło się bardzo dobrze. Układają SIĘ „zieloni”, miłośnicy Papieża i Amnesty International. Efekt jest zawsze super, a w sumie to jak leżysz z dzieciakami nad wodą (a ja znowu leżę) to nudno i każdy pomysł na zabawę jest na wagę złota. Wystarczy aparat i kawałek niezaludnionej przestrzeni. Na warunki wakacyjne wystarczą dwie osoby z selfie stickiem. Taką np. literę „A” można zbudować prostując do siebie ręce. Ale oczywiście im NAS więcej, tym lepiej! 🙂

DZIŚ napisaliśmy LATO! 

Bo znowu plażujemy 🙂



Polowanie

  • Weź pożycz żywołapkę.
  • A co, masz myszy?
  • Jedną na pewno. Nawet się do niej przyzwyczaiłam, ale dzieciaki z wakacji wróciły i koniec naszej przyjaźni.
  • Wiesz jak to działa?
  • Domyślę się, ale jak pokażesz to będzie lepiej.
  • Tu naciągasz, tu nabijasz… Co tam słychać? Widzę, że ćwiczysz? Ramiona masz nieźle przypakowane.
  • Ja tego nie widzę, ale coś tam rzeczywiście robię.
  • A jak faceci na treningach?
  • Jest na co popatrzeć.
  • Kiedyś spotykałem się z jedną instruktorką fitnessu. Jeszcze w poprzednim życiu. Strasznie była głośna. Zawsze trzeba było okna zamykać.
  • To sąsiedzi musieli Cię nienawidzić.
  • Tak myślę, że ona na siłowni jak ćwiczyła to też dużo hałasu robiła.
  • Coś może w tym być… Jak z tenisem. Każde uderzenie podpierasz dźwiękiem. I efekt jest lepszy.

Polubiłam tę moją mysz i nie chciałam tak radykalnie tej znajomości kończyć. Żywołapki/pułapki koszowe/humanitarne pułapki/ na myszy możecie jak ja, pożyczyć od sąsiada (sąsiedzi są tacy eko-beko-wego friendly i mają  takie wynalazki) albo kupić w OBI, czy o połowę taniej w Juli. Baaaardzo duży ich wybór jest też na All (i stamtąd ja moją będę kupować, bo chyba lepiej mieć własną jakby co). Taką złapaną na boczek (lepsze to niż ser) mysz wynosi się potem na pole i wypuszcza. Jak idziecie to robić z dziećmi to zabieracie od razu całą wyprawkę dla myszy ;)), żeby ona głodna w tym polu nie była. Btw. Moją łapkę nabiłam kawałkiem kotleta i grubym plastrem smalcu… Coby do rana z głodu nie padła ;))



Bo gdy ludzie nie mówią prawdy, to zawsze źle się to kończy.

-Expanse, s01e01, serial o zimnej wojnie w przyszłości; właściwie to nie polecam

Zaraz sfiniszuję kolejny serial, bo prasuję i prasuję. Chcę to skończyć, bo jedziemy do dziadków. Łucja w tym roku, w lecie u nich NIE była (bo była na koloniach), no a ma jeszcze ma być kilka ciepłych dni w tym roku. Wpadliśmy tylko wczoraj do sklepu po I-szą część wyprawki, czyli zeszyty, okładki na książki (skoro podręczniki mają mieć refundowane przez Państwo to pewnie są wieloletnie i będzie taki obowiązek by je obłożyć). Panny wyrwały sobie też po kolejnym zębie i jako Zębuszka NIE BYŁAM tym razem przygotowana (nie można tak dzień po dniu gubić 😉

Ale zrobiliśmy rano nasz FOTO-PROJEKT, rok po roku. Raz w roku układam drożdże w tej samej konfiguracji, na tej samej pościeli, ubieram w stroje te same, lub podobne i KAŻĘ zapozować. Lubią to i zawsze jest przy tym dużo śmiechu 🙂

Jakby nie było, tradycyjne porównanie 😉

2012

2016

Olimpiada cd

Równolegle do Rio Nike urządził własną Olimpiadę. Wyposażył nas w koszulki, gdzie Nike-owa łyżwa jest w kolorach Rio i urządził nam lekkoatletyczne ćwiczenia odbywające się co kilka dni.

Wiem, że tłukę o tym w kółko, ale te zajęcia są naprawdę niewyobrażalnie fajnie. W piątek wieczorem mieliśmy pięciobój. To było zabawne, bo np taki skok w dal, drugi, miałam zdecydowanie lepszy niż pierwszy (5; 7,5) i jedna z pacerek, która mi zapisywała wynik na kartce z wynikami powiedziała: „Jak poćwiczysz do rana, to możesz jechać do Rio. Na pięciobój kobiet jeszcze zdążysz” (bo to w niedzielę było). Do Rio jednak, jak wiecie, nie pojechałam, ale pojadę. Kiedyś…. Ale na Karnawał! Cały świat mnie zobaczy wtedy ubraną wyłącznie w pióra (miejsca na platformach z pewnością można kupić 😉

I jeszcze jedna akcja była niezła. Jak biegliśmy, podzieleni na grupy (na podstawie tempa biegowego) to na schodkach po drodze siedzieli łowcy Pakemonów. Dużo ich było. I jak zobaczyli, że my biegniemy to się zerwali dokąd MY biegniemy :)) Strasznie mnie to ubawiło. Inna sprawa, że jak opowiadałam o TYM dziś dzieciom to Łucja do mnie powiedziała:

  • Wiesz, że masz w domu łowców Pakemonów?
  • Nie.
  • Mamy 42 złowione Pakemony. Nasz nik to Pokeloopki. Mamy też jaja.

I to jest już dla mnie Enigma :))

Czekałam z tym wpisem na zdjęcia. I zdjęcia są, ale na flickerowej galerii z której nie można ich pobierać. Jak wiecie, unikam lokalizatorów miejsca, a one tam są oczywiste i ja nie mam jak tego wykadrować. Tym niemniej jednak jestem TAK strasznie dumna z tego piątku, że na twitterze linkuję Wam tę galerię. 

Archiwizacyjnie dodam tylko, że rzut kulą miałam na…. 5 metrów :))  Jak widzicie rozgrzewkę zapewnili nam tancerze Samby, a na zawodników czekał potem open bar.

<><>

Niżej wklejam Wam fotki z innego treningu. Takiego na stadionie. Lało jak z cebra, a my ćwiczyliśmy. Też było extra.

Ja to tam zmoknięta postać mniej więcej po środku. W szarych spodniach 😀 Wyżej też widać moją pupę. Szara po lewej 😉

I znowu po lewej. Czerwona jak cegła.

I Victory!

I zakończenie zabawy!

Piąte dziesiąte

Są, wróciły. Rano. A tutaj cd galopu. Ostatni dzień długiego weekendu to unikalna okazja do zaległych urodzin. Piątych jak to później wyliczyliśmy. Piątych dziesiątych Łucji. Pierwsze to były babeczki do szkoły, potem Powitanie Lata, potem 2x z tatą na wakacjach, no i dziś z dziadkami i wujkiem. Po drodze gdzieś był 12-sty sierpnia i wtedy panna dodatkowo była zalana esemesami z całej Polski („przysłały mi dziewczyny, które poznałam na koloniach, a jedna jest z Krakowa, a druga z Katowic”).

Sto, sto lat!

Za dużo tego świętowania i muszę te party jakoś przeorganizować. Był tort, był obiad u dziadków i były prezenty. O jednym bym chciała Wam więcej opowiedzieć, ale to prezent techniczny i dopóki nie nauczę się obsługiwać i obrabiać tego co dzięki temu można zrobić to nic Wam nie powiem. Siedzę teraz i próbuję się nauczyć.

Tort był piękny i smaczny, ale okazało się, że nie ma monolitu w świeczkach więc każda była inna. Były gwiazdki i był wulkan, bo jakby tu nie mówić wchodzimy w etap nastoletności. Samoocenę panna ma wysoką, więc może jakoś ten trudny okres przetrwa.

  • Łucz, a patrzyli się Ci Włosi na Was, że tacy ładni jesteście?
  • Tak. A na mnie się dużo chłopaków patrzyło.
  • Ale jakich chłopaków?
  • Takich 11-12 lat. I aż się oglądali za mną.
  • Nigdzie się tak człowiek nie dowartościowuje jak we Włoszech 😉

<><>

Muszę je powoli wyregulować przed szkołą, porządkuję aparat ze zdjęciami i wakacyjnego Mieszeczka mogę Wam jeszcze szybko wrzucić!

I kolejna piątka

Imponująca jest ta biegowa społeczność. Im głębiej w to wchodzę tym jestem bardziej zachwycona. Poznałam morze ludzi, a z niektórymi nawet się tak zaprzyjaźniłam. Może nie tak, że mamy swoje numery komórek, ale jak się gdzieś spotykamy (na kolejnym biegu), to możemy sobie pogadać. Bo to w kółko spotyka się te same osoby.

Co więcej jest cała masa imprez biegowych bezpłatnych, o czym kiedyś nie wiedziałam. Są np. parkruny, które odbywają się w całej Polsce, są jakieś biegi charytatywne, lub ideologiczne. Czyli zamiast samotnie biegać w niedzielę rano po polach zawsze mogę się podłączać do jakiejś grupy.

Dziś np. byłam na biegu walczącym o czysty brzeg rzeki. Super.  Gadałam z pewną meksykanką (po hiszpańsku), która ma 3 letnią córeczkę i mieszka w Polsce od 6 lat. Pogadałam sobie (po angielsku) z jakąś babką z Viginii, która przypadkiem na ten bieg trafiła i z mnóstwem polskojęzycznych miłośników sportu. O rowerach, o Olimpiadzie i o tym co będzie w Tokio w 2020 (będzie wspinaczka, canoe dla kobiet, surfing i wspinaczka). I zgodziliśmy się, że to że jest golf jako dyscyplina to jakaś pomyłka. Meksykanka obsługiwała punkt z jedzeniem, bo po biegu mnie oczywiście nakarmili (obiadu dziś nie robię) pieczonymi ziemniakami do których były różne meksykańskie sosy. Jak by było mało tego dobra, co to je DOSTAŁAM, to wręczono mi RÓWNIEŻ białą koszulkę biegową z napisem „Wolontariusz Lotto” :))) Jedna babka, która też taką dostała się śmiała, że ona nie jest WOLONTARIUSZ, a SPONSOR LOTTO, bo tyle w nich zainwestowała 🙂 Mam zaproszenia na kolejne biegi i tak mnie namawiają, żebym przychodziła z dziećmi. Że jest zawsze strefa dziecka, gdzie one mogą się bawić i opieka nad nimi jest.

Dziś pobiegłam 5 km. To był bardzo spokojny bieg i bardzo dobrze mi się biegło. Chyba nigdy tak dobrze nie biegło mi się 5 km. 30 minut, średnia 8,8, tempo 6,51. Te dane może nie oszałamiają, ale dobiegłam NIEzmęczona. Właściwie to mogłam spokojnie biec dalej.

Wiem, moja mina NIE oszałamia, ale te fotki z łapanki to czasem tak wyglądają 🙂

pobiegałam i jestem!

Wiem, że to żenujące, ale sprawiłam sobie kijek do selfie, czyli selfie-sticka 🙂 Rzeczywiście się przydaje, więc jeśli to rozważacie to polecam (mój jest pół metrowy :). Z dzisiejszego treningu 🙂

Ja to te rozcapierzone ręce z tyłu (niżej)

<><>

Projekt DOM na sierpień wygląda zupełnie godnie. Mam nową pościel (DLA MNIE), tą po którą wysyłała mnie Lutka, mam WIELKI turkusowo-czarny obrus w WIELKIE żółte rydze (kupiony tydzień temu) i nowy kubas. Obrus już obszyłam, wyprałam i wyprasowałam. To taka tkanina, która mi się dawno temu spodobała (lubię duże wzory na stole), ale była dość droga. A tu weszłam, a ona przeceniona o ponad połowę. Więc decyzja była szybka. Kubas to też coś z zimowej kolekcji co od dawna mi się podobało. Sytuacja była ta sama. Duże kubki przydają mi się do zielonej herbaty 😉

<><>

SESEMES kolejny od Łuczy przyszedł… „Lili też wypadł kawałek zęba. Połowa. Myślę, że Zębuszka też powinna o niej pomyśleć”. Więc chyba pomyślała 🙂

DONE!

  1. Napisała do mnie Łucja, że jadła pizzę i wypadł jej ząb. „TEN dolny kieł, który mi się ruszał„. Ona oczywiście w Zębuszkę nie wierzy, więc wiedziałam co jej odpisać: „A! I wszystko jasne co robią te prezenty pod Twoją poduszką!” 🙂 Bo jestem już gotowa. Każdy coś dostanie (małego), bo tak zawsze robili moi rodzice jak wracaliśmy z kolonii. Bardzo to było miłe i absolutnie dla nas oczywiste, że COŚ będzie.
  2. Wczoraj rzutem na taśmę podmalowałam na biało ściany przy schodach. Najpierw chciałam poprawić moją sypialnię, ale okazało się, że farba w kubełku wyschła. Nie będę kupować próbek w pasującym kolorze, kolejny dekoratorski krok to po prostu radykalne przemalowanie sypialni. Ale za to znalazłam resztkę białej i te odciski małych łapek, które powstały przez rok od ostatniego remontu, zniknęły (sypialnia nie była wtedy robiona). Ogarnęłam przedjesienny ogródek, przeszyłam jeden obrus, przygotowałam klocki (duże) do wywiezienia i zamówiłam wkładki do butów zmiennych dla dzieciaków (zrobię patent z ubiegłego roku: zwyczajne pepegi z supermarketu, ale z dobrą wkładką).
  3. Zakończyłam też dziś zajęcia z English-a. Bardzo to było fajne, cieszę się, że znalazłam szkołę językową, gdzie zawsze można na tydzień się podłączyć do istniejącej grupy i chciałabym to czasem robić. Wszystkie materiały miałam na xero, część sobie przepisałam, żeby mi się lepiej utrwaliły a tematy grup językowych przerabialiśmy dotyczyły zmian (w życiu, klimacie i stylu życia).

Przede mną jeszcze TRZY treningi (to będzie morderczy weekend) i wizyta w jednym sklepie, gdzie podobno przecenili pościel. Była tam już Lutka, powiedziała: JEDŹ, kup sobie coś nowego, a nie tylko dzieciom dokupujesz. W sumie to racja. Miałam też pójść do jednej indyjskiej knajpy, ale starczy tej rozpusty, zresztą realnie nie mam już kiedy 🙂

Hungry games

A jednak się wprowadziła. Głupia jak wszystkie poprzednie. I też za lodówkę. Klarens zorientował się od razu, ale on to miejsce traktuje jak rezerwowy koci barek. „Jak będę wystarczająco znudzony, to na Ciebie zapoluję”.

Dziś w nocy się spotkałyśmy. Ona była w futrze, ja bez. Wykonała krok w moją stronę i wygrała.
Rano, kiedy ten co miał się z nią rozprawić wrócił, urządziłam mu pogadankę. „Nie będziemy się lubić, jak olewasz swoje obowiązki. Nie będę drapała po jajkach, bo nawaliłeś”. Ale on tylko zjadł trochę luksusowego kociego granulatu i poszedł spać.
Jakby nie było JA vs MYSZ 1:0. Dla niej 😉

Rio 2016 trwa dalej…

<><>

Poszłam wczoraj do kina. O 16-stej ocknęłam się, że to tanie środy i miałam czasem chodzić, więc szybko przejrzałam repertuar. Film o mamuśkach nie, „Legion Samobójców” może, polski odpada, bo jakoś tak nie mam dużo falstartów. Taki „Pitbull” dwójka miał masę fajnych zapowiedzi, ale film mi się nie podobał, chociaż trójka znowu wydaje mi się obiecująca.

Wybrałam francuską produkcję „Facet na miarę”. Super! Bardzo, bardzo przyjemny! Dokładnie o TO chodzi w miłości. Najbardziej na świecie potrzebujemy się czuć kochani.  I dla tego uczucia uwielbienia akceptujemy właściwie wszystko. I pośmiałam się i chwilę zamyśliłam. Polecam! 🙂

Większość rzeczy nie ma sensu

– z wczoraj cytat

Byłam wczoraj na szkoleniu o start-upach. To są niesamowicie energetyczne spotkania i jeśli będziecie potrzebować jakiejś terapii to polecam właśnie coś takiego. Proste podsumowania co jest ważne w życiu, gdzie szukać inspiracji i dlaczego się nie poddawać. Co tu kryć mam jakieś falstartowe start-upy na koncie i właściwie to cały szukam swojej niecki.

Moment i szybkość wejścia w moment są zawsze ważniejsze niż jakość samego manewru

– prawo Boyda

Albo: Po co robić coś wolno, skoro można zrobić szybko. Perfekcjonizm zabija.

Tak naprawdę zasady rządzące ideami i handlem są uniwersalne. Zastosować je można wszędzie. Bardzo mi się podobało, trochę się przedłużyło i nie pobiegałam, ale było super!

<>

Kidsy były nad Lago Smeralda, czyli zakładam Szmaragdowym Jeziorem?

Postarajcie się nie patrzeć na przeraźliwe chude nogi Liliany (to po mamusi 😉 ale zobaczcie jaki w tle jest przepiękny krajobraz!