Wiwat Leon!

Dziś o szóstej rano siostra Diabla została po raz trzeci mamą! Do Janki i Michała doszedł jeszcze Leon. Trójki są dobre, trójki są fajne, wierzę więc, że też wszystko będzie dobrze.

Był pewien nerw, bo przebieg poprzednich porodów wskazywał, że tym razem będzie to poród błyskawiczny. Czyli, że od rozpoczęcia akcji porodowej do jej końca może minąć mniej niż godzina. A co za tym idzie nie wiadomo było czy zdążą dotrzeć na czas do szpitala. Ale pierwsze mms-y z fotami małego są na białym tle znaczy się zdążyli!

Gratulacje i dużo zdrowia! 🙂

niejadkowe wymagania

Wielkimi krokami nadchodzi zielona szkoła Łucji. Mamy jeszcze chwilę czasu, bo to dopiero w czerwcu, ale nie ma dnia byśmy o tym nie rozmawiały… Szkoła będzie daleko, a na dodatek trwać będzie AŻ 5 dni! Ale to co budzi największą grozę to menu… Obawy typowe dla niejadka, nie? Zrobiłam więc coś co stawia mnie pewnie na frontlin-ie rozdygotanych matek, czyli napisałam do hotelu z prośbą o przysłanie menu jaki przygotowali na zieloną szkołę. I wyobraźcie sobie, że przysłali! Morał z tego taki, że wszędzie przed nami były już inne szalone matki nie należy obawiać się zadawanie głupich pytań 🙂

Menu nam się przydało. Obejrzałyśmy co w każdym dniu Łucja MOŻE zjeść, na szczęście nie powinno zabraknąć pieczywa, więc najwyżej będzie się dopychać bułkami 🙂 I od razu jeden stres mniej 😉

Chowanki

Zamykamy sezon warsztatów. Rok temu trwały do końca kwietnia, w tym roku ze względu na aurę przeciągnęły się do końca maja. Dziś były ostatnie. No dobra, jedne są jeszcze zaplanowane na przyszły tydzień, ale to te, na które miałam iść tydzień temu, ale pomieszałam daty. Zajęcia z sobotniej plastyki też kończą się w maju, więc czerwiec będzie już miesiącem wyłącznie podwórkowym. Szkoda będzie słońca, pogody i osiedlowego towarzystwa by gdzieś tam jeździć i tworzyć.

Jakby nie było dziś były Chowanki i Kryjówki. Najpierw wykład o parze izraelskich artystów, a potem żywioł. Główna zaleta takich spotkań to to, że dziewczyny zaczynają się czuć pewnie w tworzeniu. One nie boją się, że ich prace będą źle ocenione, potrafią spuścić fantazję i umiejętności z wodzy i bawić się tworzywem. Bardzo fajne jest też to, że prowadzący takie spotkania to ludzie mocno związani ze sztuką, którzy oceniają prace dzieciaków. A dziewczyn oceniają bardzo wysoko. Dzisiejsza instalacja Łucji wywołała u prowadzącego gościa autentyczny zachwyt. Zadaniem dzieci było stworzenie z różnych materiałów tajemnego miejsca idealnego.  Praca Łuczy to była jaskinia (rulon szarego papieru) wyłożona białymi kamieniami (fasola), w której ukryte jest miękkie gniazdo (z koronek i piór), a by wejść do niej trzeba pokonać spadający wodospad (niebieska bibuła).

Lilka to osobna kategoria. To będzie mistrzyni komplikowania damsko-męskich relacji 🙂 Siadła posępna w rogu, że nie ma odpowiedniego do tworzenia pudełka i gość się tak nią przejął, że przekopał zaplecze i skombinował jej specjalne różowe pudełeczko. Pudełeczko zostało wyłożone czerwonymi piórkami, a by je otworzyć trzeba było pociągnąć sznureczki, które ukręciła z czerwonej bibuły. Praca nie była oceniana, gdyż Lila nie widziała takiej potrzeby 😉 Jej się podobało.

No i chłopaki. Ich temat nie porwał, spodobały im się natomiast leżaki przed wejściem… Gdzie po prostu zalegli! Taka była ich „chowanka” :))

podsłuchane

Zabawa w role… Łucja wchodzi do pokoju („długo” jej nie było) i z westchnięciem wyznaje młodszej siostrze:

  • Och, ale miałam cudowną randkę!
  • Oświadczył Ci się? (zdecydowanie za dużo bajek)
  • Nie. Ale dał mi zdjęcie do naszyjnika… 

I otworzyła wisiorek… No nic. Podsłuchuję dalej rozkładając czyste ubrania na półkach. Tym razem Łucja wyciąga maskotki. Na pierwszy ogień idzie duży miś. Panna wyjaśnia:

  • Pierwsze ich słowo oznacza co będą robili jak będą dorośli. Ja – ja – si… ła…
  • Siłacz! – wykrzykuje Lilka
  • Dobrze. Teraz ona:

I wysuwa lalę:

  • Ja nau- nau- nauczy
  • Nauczycielka!
  • Dobrze. A teraz on… 

Pojawia się tygrys.

  • Ja, ja – gen- gen- gentel…
  • Gentelmen!
  • Brawo!

Nie wytrzymuję i pytam Łucji:

  • A co robi taki gentelmen?
  • Jak to co??? Podrywa dziewczyny!

I obie chichoczą 🙂

prezentownia

Pierwszy czerwca coraz bliżej i większość rodziców ma już jakiś koncept prezentowy. U mnie  w głowie pustka… Chciałam by była to zawsze okazja do dużego wspólnego prezentu (jak trampolina, namiot do ogrodu, wielka tekturowa kolorowanka czy rower), ale wszystko akurat mają… Może można by pomyśleć o rolkach, ale ponieważ nie nauczyliśmy jeździć na łyżwach sądzę, że się nie przydadzą. Zresztą trzeba podszlifować rowery. Lilka cały czas nie jeździ na dwóch kółkach, a może i czas przestawić Mieszka z biegowego na pedały?

Na chwilę obecną najbliżej mi więc do zestawu kred, bo to schodzi na potęgę, nowego basenu do ogródka, bo rok temu wywaliliśmy poprzednie i kupki książeczek, bo nie mamy akurat co czytać… Ale to jakieś takie banalne mi się jawi. CD rozważań N…

Mniej nawożenia, więcej przycinania!

– kreskówka Gormici. Odcinek o tym jak rośliny zaatakowały podwodne królestwo.

Stara chińska mądrość 😉 głosi, że jeśli chcesz mieć radość przez całe życie załóż sobie ogród… No cóż… Co jest w tym ryciu ziemi. Myślisz, że Ci się nie chce, ale musisz bo wszystko pozarastało, a już po chwili jesteś wkręcony. Pogoda może nie idealna, bo siąpi i wieje, ale dla pyłkowego alergika to jedyna szansa by coś porobić w ogródku. Chwasty wychodzą jak ta lala, przesadziłam jednego iglaka i jedną bylinę, przycięłam worek gałęzi, a jutro zajmę się donicami warzywnymi. Odpuszczam w tym roku pomidory, bo skoro sierpień ma być mokry i zimny to nie wiele z tego wyjdzie. Spróbuję marchewkę i groszek bo to powinno wcześniej owocować 🙂

Natomiast jeśli chodzi o kreskówki to ciekawe, ale towarzystwo najbardziej lubi francuską animację stylizowaną na Mandze. Czyli i Gormitów i Kod Lyoko i Tarę Duncan. Oraz oczywiście Martina Tajemniczego 😉 Zupełnie natomiast nie akceptują polskich kreskówek. Żal mi tego, ale ledwo pojawiają się napisy, to już klikają pilotem. Rzeczywiście kolory są słabsze, ale może z czasem ten specyficzny klimat polubią 😉

a zasypiają różnie…

… i wchodzę potem koło 10-tej do ich pokoi i po ciemku robię z tym porządek…

  • Łucza zawsze jest cała spocona – przekładam jej kołdrę na drugą stronę…
  • Lila śpi obłożona pluszakami – wyciągam z boków mniejsze, a z objęć rąk i nóg wielkiego tygrysa i układam je w nogach łóżka…
  • Mieszula ma pod pachami samochodziki – też zabieram, bo przecież to gniecie!

<><>

Obrazek Łuczy. Panny przekradają się na poddasze, wyciągają craftowe szpargały i tworzą 🙂 Fukam na nie, żeby nie ruszały moich skarbów beze mnie, ale w sumie to dla nich to wszystko gromadzę 😉 Btw. nad tym radosnym zającem pijącym kawę (a pod żyrandolem) girlanda taka sama jak ta z psich urodzin 😉

Pierwszy kilogram!

Łucja nam wyzdrowiała. Coś się z nią działo od środy. Wróciła ze szkoły z bólem głowy i osowiała. Nie było gorączki, ani bólów brzucha, kataru, kaszlu czy nawet wysypki, ale był przeogromny spadek formy. Cały kolejny dzień przespała. Obudziła się o ósmej, a o 10-tej (ma drugą zmianę w czwartki) znów spała. Została więc w domu,  lecz co budziła się to znowu bolała ją głowa. W piątek było to samo. Wezwaliśmy lekarza i on uznał, że albo organizm zwalcza jakiegoś wirusa, albo coś tam innego. Zlecił badanie krwi i łagodną aktywność do momentu pełnej diagnozy.  W sobotę doszła wysypka, która wczoraj zniknęła, a dziś wylądowałyśmy u lekarza. I już okej. Dok zdiagnozował to jako rumień, zapisał jakiś wzmacniający syropek i uznał pacjentkę za zdrową. Łucja uwielbia wizyty u lekarza, bo lubi być BADANA 🙂 A dok był przeuroczy, obsypał naklejkami i książeczkami, przejął się blizną na biodrze po rowerowym wypadku rok temu, więc dusza pannicy też od razu poczuła się lepiej.

Jakby nie było ja też od razu odetchnęłam i kupiłam pierwsze w tym roku truskawki. Łucja miała kiedyś uczulenie i tak jej już pozostało, ale uwaga: wyłącznie na truskawki importowane 😉 Nasze jeść może! Czekamy więc zawsze aż się pojawią i staramy się najeść na zapas!

Barwy zabawy

Bawi się towarzystwo w Berek-Cukierek. Zasady są odwieczne: któreś krzyczy kolor, a reszta ma szybko taki znaleźć (ale każdy musi dotknąć coś innego). Po wyczerpaniu klasycznych nazw, pojawiają się te „nietypowe”. Łucja krzyczy:

  • Berek-Cukierek w kolorze malinowym!

Znajdują. Cała trójka 😉 Kolejna jest Lilka:

  • Berek- Cukierek w kolorze ażurowym!

I wpycha palec w własne (ażurowe jakby nie było 😉 rajstopy. W ten sposób położyła zabawę 😉

balonowo

Byle jaka ma by pogoda w tym maju. Straszyli już zresztą tym w lutym… Wyciągnęłam sąsiądkę z synem na warsztaty architektoniczne z naszymi dzieciakami. Aaale, tak sprawdzałam, że pomyliłam daty i przejechałyśmy się na darmo :// No nic, postawiłam jej kawę, pośmiałyśmy się, że tak to jest umawiać się z blondynką i wróciłyśmy. Ale za tydzień muszę staranniej się przygotować, bo aura ma być identyczna jak dziś…

W ramach odsłonecznienia oglądam Syreny z Mako z dziewczynami i przeglądam tak inspiracyjnie… wielkie balony…  Za rok na komunię Łucji powinna być piękna pogoda! Bo to przecież nie może być takich dwóch mai pod rząd!