uff, jak gorąco

Wiele lat temu znałam chłopaka z ciepłych krajów. Opowiadał kiedyś o tym jak wraca do domu po długim czasie i najgorsze są dwa pierwsze tygodnie nad morzem. Pamiętam, że wtedy pomyślałam sobie: Ty szczęściarzu! Większość ludzi NIE bywa dłużej niż dwa tygodnie nad morzem! Ale coś w tej zasadzie jest. Jak tak łupnęło tropikiem to wszyscy wokół są wypompowani. Dzieci nie chcą jeść, wczoraj nawet kalafiorowej nie ruszyły, tylko piją i zagryzają owocami. No i życie przeniosło się na dwór. Tak będzie już do wakacji. Dzień w dzień stoi się na dworze i gada pilnując biegającą stonkę. Albo wielkimi wycieczkami chodzi się na pobliski plac zabaw. Wraca się też wspólnie, bo przecież nie ma szans na ściągnięcie dzieciaków, jeśli jeszcze jakieś się bawią.

Jechałam autem z Lilką i obok nas gnał kabriolet. Piękny, biały, błyszczący. Ze środka wyglądała kremowa skórzana tapicerka i długie ciemne włosy prowadzącej kobiety. Przemknęło mi przez głowę: Phi, wielkie mi halo taka spalona skwarka, ale co tu kryć zazdrościłam jej. Tego wiatru, tych rozwianych włosów i komfortu, bo nie robiła wrażenie zgrzanej, więc pewnie klima też ją chłodziła…

  • Lilu, zobacz jaki cudny kabriolet! Podoba Ci się?
  • Tak.
  • Chciałabyś taki?
  • Tak. Tylko ja chcę cytrynowy.
  • Będzie przepiękny 🙂

<><>

Pamiętacie jak zasadziłam przed domem szczypiorek do doniczek? Wyobraźcie sobie, że zakwitł. Od rana brzęczą na nim puchate trzmiele i za rok zamiast miksować się z bratkami i rumiankami do dużej donicy wsadzę chyba wyłącznie szczypior 😉