Chowanki

Zamykamy sezon warsztatów. Rok temu trwały do końca kwietnia, w tym roku ze względu na aurę przeciągnęły się do końca maja. Dziś były ostatnie. No dobra, jedne są jeszcze zaplanowane na przyszły tydzień, ale to te, na które miałam iść tydzień temu, ale pomieszałam daty. Zajęcia z sobotniej plastyki też kończą się w maju, więc czerwiec będzie już miesiącem wyłącznie podwórkowym. Szkoda będzie słońca, pogody i osiedlowego towarzystwa by gdzieś tam jeździć i tworzyć.

Jakby nie było dziś były Chowanki i Kryjówki. Najpierw wykład o parze izraelskich artystów, a potem żywioł. Główna zaleta takich spotkań to to, że dziewczyny zaczynają się czuć pewnie w tworzeniu. One nie boją się, że ich prace będą źle ocenione, potrafią spuścić fantazję i umiejętności z wodzy i bawić się tworzywem. Bardzo fajne jest też to, że prowadzący takie spotkania to ludzie mocno związani ze sztuką, którzy oceniają prace dzieciaków. A dziewczyn oceniają bardzo wysoko. Dzisiejsza instalacja Łucji wywołała u prowadzącego gościa autentyczny zachwyt. Zadaniem dzieci było stworzenie z różnych materiałów tajemnego miejsca idealnego.  Praca Łuczy to była jaskinia (rulon szarego papieru) wyłożona białymi kamieniami (fasola), w której ukryte jest miękkie gniazdo (z koronek i piór), a by wejść do niej trzeba pokonać spadający wodospad (niebieska bibuła).

Lilka to osobna kategoria. To będzie mistrzyni komplikowania damsko-męskich relacji 🙂 Siadła posępna w rogu, że nie ma odpowiedniego do tworzenia pudełka i gość się tak nią przejął, że przekopał zaplecze i skombinował jej specjalne różowe pudełeczko. Pudełeczko zostało wyłożone czerwonymi piórkami, a by je otworzyć trzeba było pociągnąć sznureczki, które ukręciła z czerwonej bibuły. Praca nie była oceniana, gdyż Lila nie widziała takiej potrzeby 😉 Jej się podobało.

No i chłopaki. Ich temat nie porwał, spodobały im się natomiast leżaki przed wejściem… Gdzie po prostu zalegli! Taka była ich „chowanka” :))