Dwie dzieciowe mądrości

Pierwsza należy do Diabla, który ostatnio stwierdził: Po co klonować ludzi? Wystarczy mieć własne dzieci i otrzymujemy kopie doskonałe. Mowa była o Łucji, która reaguje w identyczny emocjonalnie sposób. Śmiech z siebie czy szydzenie to tematy jej obce. Od razu zmienia się na twarzy, gdzieś to przeżywa i roztrząsa. Cały tatuś. Klon doskonały 🙂

Druga mądrość należy do Lutki,która uważa, że własne (i wnuczaste) dzieci nie męczą. I tak jest. Jak mam na głowie naszą trójkę w niczym mi nie przeszkadzają. Ja wiem jaka jest skala ich możliwości i pomysłów, ich poziom decybeli jest dla mnie akceptowalny, a posłuszeństwo gwarantowane 😉 Inne dzieci to dla mnie chaos. Wyszłam wczoraj do bramy po gazetkę promocyjną z supermarketu 🙂 Wzięłam psa i poszłam na skraj osiedla. Drzwi od domu było szeroko otwarte, w domu były dzieciaki i sąsiedzka dziewczynka. Za nim wróciłam dochodząca koleżanka weszła na dach mojego auta po przedniej szybie. Wyobrażacie sobie??? Szyba na szczęście nie pękła, ale panna wgramoliła się na maskę z tablicy rejestracyjnej, którą urwała. No, dobra, Łucja też kiedyś wchodziła na dach, ale a)nie po przedniej szybie, b) to było JEJ auto. Dzisiejszy więc dzień rozpoczęłam od wizyty w serwisie gdzie na nowo dokręcili mi tablice. Do nowej ramki, bo stara przy tej akrobacji pękła. Gratis, co akurat jest bardzo miłe, pomimo tego, że rodzice szkodnika chcieli partycypować w kosztach naprawy.

<><>

Patrząc na ludzi na spacerach z psami dochodzę do wniosku, że grupa REALNIE SPACERUJĄCA to dużo mniejszy procent. Pamiętacie jak pisałam, że komórki robią z nas cyborgi? Większość osób spotykanych na spacerach to osoby KOMÓRKUJĄCE. Sprawdzające updaty portali społecznościowych, semesujące a może bing-ujące… I ten filmik poniżej to w związku z tym 🙂