W góry!

Atmosfera od rana w biegu bo szykujemy się na kolejny wyjazd. Późnym popołudniem przyjeżdża Diabli i jedziemy w Bieszczady. JA i ON. BEZ dzieci. Pomysł wziął się z nadchodzącej zielonej szkoły Łucji. Musimy zacząć ją oswajać z rozstaniem ze mną, nawet jeśli zmiana jest nieduża, bo przecież obok będzie rodzeństwo i dziadki.

Gdy tydzień temu zaczęłam szukać noclegu, okazało się, że Majówka w górach to idea popularna. Nie było miejsc ani w luksusowych spa-penjonatach, ani w schroniskach. W Komańczy jedyne wolne miejsce to „gleba”. Schroniska w górach mają obowiązek przyjąć turystę, lecz często jedyne miejsce to gleba, czyli podłoga. Nie wchodziło to w rachubę, bo nie wiem czy bym potem wstała 😉 W IT w Cisnej poinformowano mnie, że DÓŁ, czyli Ustrzyki czy Wetlina mają komplet i że noclegi są już tylko powyżej Leska. I w Lesku kwaterę znalazłam. To 60 km od połonin, ale to i tak bliżej niż dalej. 

Na drodze w góry mamy… Rzeszów. Diabli chce nam tam kupić BUTY do chodzenia po górach. Tłumaczę mu, że nie jest to konieczne, bo połoniny, MÓJ DROGI, to nachylona łąka!!! 🙂

<>

By nie nużyła Was przerwa w nadawaniu na blogu, dwa demoty 🙂 Pierwszy krąży od wczoraj po moim fejsie, ale nie wiem czy to nie fake. Zdjęcie z filmu o Pipi z hasłem: UDANEJ MAJÓWKI!

Drugie to fragment audycji radiowej z Dominikany 6 dni temu 😉