Pierwszy kilogram!

Łucja nam wyzdrowiała. Coś się z nią działo od środy. Wróciła ze szkoły z bólem głowy i osowiała. Nie było gorączki, ani bólów brzucha, kataru, kaszlu czy nawet wysypki, ale był przeogromny spadek formy. Cały kolejny dzień przespała. Obudziła się o ósmej, a o 10-tej (ma drugą zmianę w czwartki) znów spała. Została więc w domu,  lecz co budziła się to znowu bolała ją głowa. W piątek było to samo. Wezwaliśmy lekarza i on uznał, że albo organizm zwalcza jakiegoś wirusa, albo coś tam innego. Zlecił badanie krwi i łagodną aktywność do momentu pełnej diagnozy.  W sobotę doszła wysypka, która wczoraj zniknęła, a dziś wylądowałyśmy u lekarza. I już okej. Dok zdiagnozował to jako rumień, zapisał jakiś wzmacniający syropek i uznał pacjentkę za zdrową. Łucja uwielbia wizyty u lekarza, bo lubi być BADANA 🙂 A dok był przeuroczy, obsypał naklejkami i książeczkami, przejął się blizną na biodrze po rowerowym wypadku rok temu, więc dusza pannicy też od razu poczuła się lepiej.

Jakby nie było ja też od razu odetchnęłam i kupiłam pierwsze w tym roku truskawki. Łucja miała kiedyś uczulenie i tak jej już pozostało, ale uwaga: wyłącznie na truskawki importowane 😉 Nasze jeść może! Czekamy więc zawsze aż się pojawią i staramy się najeść na zapas!