Jestem bezwzględny w poszukiwaniu szczęścia

-Californication, s07e02

Muszę gdzieś pochwalić Lilkę, bo w realu brakuje mi już słów 🙂 Ostatnie 2 miesiące to obrót o 180 stopni. Sama (prawie zawsze) wchodzi do przedszkola (do tej pory trzeba było ją wnosić i ODDAWAĆ paniom), ale co ważniejsze zaczęła brać udział w zajęciach. A największa zmiana jest na balecie! Przez pierwszy semestr stała na ławce i klikała włącznikiem światła, a teraz jest najlepsza w grupie. Po zajęciach babka czasem mówi do innych mam, że ich dzieci nie opanowały kroku. Mylą się im nogi i strony. Lila robi wszystko bezbłędnie. Śmiejemy się z Diablim, że ona po prostu przez pierwszy semestr „kodowała” i zapamiętywała układ, ale fakt jest niezaprzeczalny. Prowadząca nazywa ją „wisienką na torcie” i ostatnia scena, szykowanego na czerwiec przedstawienia, należy do niej. To moment, gdy wszystkie dziewczynki stoją boko-tyłem, a Lila przodem do publiczności robi marcheweczkę. Czyli stoi na palcach ze skrzyżowanymi stopami. 🙂

Dostaje za udane zajęcia nagrody. Zawsze jej to proponowałam i mam wrażenie, że satysfakcja jest dużo dla niej cenniejsza, ale sama też chcę ją nagradzać. W tym tygodniu dostały legendarne bestie Chima. Małe pudełeczka i bardzo fajne klocki. Łucja dostała orła, Lila wilka. Zmontowały same (!!!). A jak wiadomo ledwo dziewczyny wyszły zabawki przejął pan M.

Dziewczyny rozmawiają o swoim idealnym mężu.

  • Łucja: Chciałabym mieć męża,który będzie chciał mieć ze mną dzieci…
  • Lila: A ja chciałabym mieć męża, który będzie lubił moje obrazy…

🙂 I panna L. podpatrzona z okna :))