pegasusy

Zrobiony ostatni biegowy trening przed piątkiem! Tym razem nazywał się H.I.T.& RUN.  High Intensity Training to szybkie tempo ćwiczeń z wykorzystaniem płotków lekkoatletycznych!!! Elastyczność, rozciągnięcie i praca nad rytmem. I teraz uwaga… DOSTALIŚMY nowiutkie buty do testowania (z nowej limitowanej seria shield, czyli pokryte wodoodporną powłoką i z odblaskami o mocy 400 Lumenów :0)  Z kilku modeli (inne są damskie, inne są męskie), wybrałam takie, które pasują do mojej masy i realizowanego przeze mnie programu treningowego (ależ to brzmi :)))  Zanim jednak zaczęliśmy skakać przez te płotki, chwilę biegaliśmy. I taka biegnąca grupa ze świecącymi butami wyglądała naprawdę nieźle 🙂 Strasznie jestem tym podekscytowana, więc musiałam się pochwalić 🙂

<><>

Jest teraz taka akcja, którą promuje Wajrak, żeby NIE grabić liści. Nie wygrabiać trawników do samej trawy! Ja kosiłam jeszcze 2 tygodnie temu trawę, żeby je (liście) szybciej zgarnąć, ale okazuje się, że trzeba JE zostawić. Pod liśćmi chowają się jeże i myszy na zimę. Ten proces gnilny, który przechodzą liście jest ziemi potrzebny. Logiczne, ale w ogóle nie przyszło mi to do głowy. Więc pamiętajmy! Wszystko w przyrodzie ma sens. Nawet spadające liście 🙂 NIE grabię już w tym roku!

sweterki…

  • Gdzie jest Gucio?!!?
  • Gucio to ten mały biały kotek??
  • NIE!!! Kotek to rzodkiewka! Gucio to świnka! To mój SYN!!!

Liliana ma DUŻO pluszaków. Każdy jest jej dzieckiem i każdy ma niezwykłe imię… I przyznaję się już trochę w nich pogubiłam, tym bardziej, że początkowa szła z tym nazewnictwem kynologicznie (wszystkie były na G), a od jakiegoś czasu jest już pełna dowolność imion… Aleee trójka z nasto-gromadki dostanie prezent pod choinkę (dokładnie będą wrzucone do trzech adwentówek).

11.11, to oczywiście Dzień Niepodległości. Ale, dla tych kupują rzeczy z Chin (aliexpress, dhgate, itd) to wielki dzień wyprzedaży. Coś jak Black Monday, albo początek grudniowych sales. Listonosz mi narzeka („Pani mnie wykończy”), ale przyznaje też, że wszyscy teraz STAMTĄD zamawiają 🙂 Jak mu powiedziałam, że w czwartek wszyscy będą robić duże zakupy, to powiedział, że na grudzień bierze urlop!

A ja właśnie zabrałam z ławki przed domem kolejną porcję paczuszek. Były w niej… świąteczne ochraniacze na butelki z winem, które będą… sweterkami dla jej  świnek. Przymierzyłam i pasują! 😀

<><>

Pochwalę się jeszcze, że praca Mieszka o ekologii (projekt Łucja, wykonanie Lila, ozdabianie naklejkami Mieszko) wykonana na konkurs do przedszkola pojechała na konkurs do GMINY 🙂 A niżej projekt o owadach na angielski, jaki zrobiła Lilka. Wybrała pszczołę 🙂

To spojrzenie, kiedy po raz kolejny, nie chcesz przyjąć kosztownego prezentu…

Tak patrzył i patrzył, więc w końcu PRZYJĘŁAM 🙂 Zmiotłam na zmiotkę i wywaliłam. Zapowiedziałam mu, że DZIŚ nie oblizuje masła i nalałam śmietanki… Wiedziałam, że tę wspólną noc będzie się chciał odwdzięczyć (bo został NA NOC). Ale on wyszedł znowu… A po chwili przyniósł KOLEJNĄ. Tym razem żywą 🙂 I z kolejną już nie wpuściłam, więc uraczył się nią sam 😉

<><><>

Byłam wczoraj na Bitwie na Dubbingi 🙂 Strasznie fajna i zabawna impreza. Okazuje się wcale nie niszowa, bo takie bitwy w różnych klubach i miastach odbywają się praktycznie co tydzień. Chodzi o to, że leci film bez dźwięku i ktoś z mikrofonem podkłada do tego głos. Treść zupełnie inna niż to co powinno być. I oczywiście ogląda ten fragment filmu po raz pierwszy. Pełen spontan i wielka improwizacja. Uśmiałam się tak, że ścięgna na policzkach bolą mnie jeszcze dziś 🙂 To spotkanie, na którym ja byłam, było oparte na krótkich scenkach w rosyjskich filmów fantastycznych. Z lat ’60 i ’80-tych :)) Jak traficie na coś takiego to polecam! Ja z pewnością kiedyś jeszcze na coś takiego się wybiorę 😀

Before&After

Podepnę to pod projekt DOM na październik, bo wtedy chyba nic się nie wydarzyło, a może w listopadzie coś kupię?. Jak widać poprzedniej szafce nic nie dolegało. Tyle, że:

a) nie pasowała,
b)jej styl w kolekcjach meblarskich nazywa się „młodzieżowy”.

A GDY już ustawiłam (wywalając przy okazji sporo przeterminowanych gum i rajstop WE WZORKI), to się okazało, że że nowa komoda jest z tej samej kolekcji co łóżko!! Co absolutnie mi uciekło. Łóżko było kupowane chwilę po narodzinach Łucji, a komodę dziadki kupiły sobie dwa lata później. Tak więc, pasuje!

Tak, dobrze się Wam wydaje, że demoniczna Stokrotka jest ze mną w sypialni… :))

I pościel zmieniam. Wietrzę i trzepię, bo po drodze jakieś choróbska były i czas je przegonić 🙂

A wieczorem mam KULTURALNE wyjście, na wydarzenie KULTURALNE, które chyba będzie bardzo zabawne 🙂

weekend alone

Tak naprawdę w fittnesie chodzi o to poczucie siły. Wygląd to efekt uboczny -trudno się nim zresztą przejmować, co jest trochę niesprawiedliwe, lecz to ciągle się zmienia. Kiedyś wystarczyło być szczupłym. A teraz? Olać płaski brzuch, bitwa toczy się o pośladki. Ma BYĆ je widać. Te wszystkie przysiady, „niedźwiadki”, potrząsania i wymachy nogami budują pupę :))

Za mną kolejny trening 🙂 Odebrałam też pakiet startowy, bo jeszcze w JEDNYM biegu w tym roku pobiegnę i wpadłam do hurtowni fryzjerskiej po farbę (kolor ten co zawsze, a akurat jutro rano mam czas by sobie nałożyć). A teraz przerzucam ubrania bo MAM już obiecaną komodę od dziadków i wymieniam… (foto wkrótce). Dwa dni to wcale nie jest dużo czasu! 😀

Deszczopad

Pojechałam do mojego ulubionego warsztatu umówić się na wymianę opon. Mam gdzieś do nich numer, ale nie pamiętam pod jakim hasłem ich wklepałam do komórki…

  • Chciałam się na wymianę opon umówić.
  • Ale to dopiero na przyszły tydzień.
  • Nawet później. Pasuje mi po 11-stym, bo muszę wpierw muszę po te opony pojechać.
  • Poniedziałek, 14-go? 10-ta?
  • Może być.
  • Jaki samochód?
  • Dacia.
  • A to PANI! Nie poznałem w tym kapturze! 🙂

 Jak to dobrze mieć takie niszowe auto, że Cię nim rozpoznają 🙂

<><>

Mamy wianek na listopad! 🙂 Projekt jest Łucji. Zapytałam się ICH z czym kojarzy się IM listopad i wyszło na to, że z deszczem. I Łucja wymyśliła, żeby zrobić krople. Z filcu i pianki. Niebiesko- szare. I zakleić nimi cały wianek. Bardzo ładny pomysł. Ale odprowadzałam ją na dodatkowy angielski (dziś zaczęły się zajęcia w nowej szkole i chciałam pokazać jej gdzie i jak) i Liliana została na strychu SAMA. I jak to ona, projekt przerobiła. Jest oniryczno-metaforyczny jak cała Lilka, bo te smutko-uśmiechy symbolizują i listopadową szarugę, i liczne fajne rzeczy jakie można w listopadzie robić. Doczepiła też kulki, które JESZCZE nie wie co oznaczają 🙂

Jesteś biały i jesteś hetero. Nie masz prawa być ofiarą.

– Orange is The New Black, Judy do Lusheka

Zrezygnowałam z burleski…

Właściwie to wszystko miałam idealnie dograne. Kąpałam dzieciaki, ubierałam w piżamki, nakładałam szlafroki i wychodziłam. Oni w tym czasie budowali z klocków, czytali sobie książki, a o 21-szej gasili światło i kładli się spać. Gdy wracałam o 21:30, bo godzinie mojej niebytności w domu, wszyscy już spali i światła, oprócz jednej małej lampki, były pogaszone. No dobra, czasem się zdarzało, że Lilka siedziała przy tej lampce i bawiła się w cienie na ścianie.

Wczoraj doszła dodatkowa atrakcja. Ząb Łucji, ten którym ruszała od dawna, w końcu został wyrwany. Panna położyła sobie go pod poduszkę i realizowaliśmy dalej środowy plan. O 20:30 ja wsiadłam do auta (szkołę mam blisko, ale wiadomo autem zawsze prędzej), przejechałam 800 metrów i się zatrzymałam. „Co ja wyrabiam??? Panna miała ekstrakcję zęba a ja ją zostawiam samą??? I właściwie to jakim prawem wymagam od nich takiej dyscypliny?” I wróciłam. Lubię bardzo te zajęcia, ale przecież mogę zapisywać się na kursy weekendowe. Mam co drugi wolny, więc raz na kilka tygodni mogę chodzić na intensywny kurs salsy, burleski, albo bachaty.

Czyli moja burleska na razie wylatuje. I na fali radykalnych decyzji zrezygnowałam też z zimowego campu. Dostałam zaproszenie z mojego biegowego klubu na wyjazd do WŁOCH, na tydzień, do super hotelu z wyżywieniem i treningami. I z przejazdem. Klub dofinansowuje to 70% i cena dla mnie jest nieduża i trzycyfrowa. Aleee w tym czasie nie ma Lutki. Ma akurat ważne badanie u swojego lekarza, więc dzieci spadły by na Diabla. On chciał się nimi zająć, ale akurat w tym czasie Lilka ma wycieczkę i musiałby wziąć urlop na ten tydzień, żeby to ogarnąć. Może nie na cały, ale na 3 dni to raczej na pewno. A i w pozostałe dwa, żeby zdążyć porozstawiać je na zajęcia dodatkowe do pracy mógł by jeździć na max pięć godzin godzin. Więc nie napinam, po prostu też wywalam atrakcję z grafiku!

<><>

Pokażę Wam kotki. Podchodzą czasem pod dom dziadków. To młodsze rodzeństwo Klarensa (urodzone przez tą samą dziką kotkę rok później) i jego siostrzeńcy 🙂 Siostrzeńców wraz z siostrą Klarensa chce oswoić Lutka – małe to dwa kotki, aczkolwiek tak dzikie, że dotknąć się ich nie da (jeden to ten czarny przy szybie, drugi to ten łaciaty, którego dobrze widać). Trzymam kciuki, ale nie mam pojęcia jak to zrobić. Natomiast w gronie późniejszego miotu matki Klarensa jest kociak płci nieznanej, który dał się MI dotknąć. I jeśli uda mi się kolejnym razem, przy pobycie u dziadków, go trochę oswoić to go SOBIE przywiozę 🙂 Na foto ma nos w misce – tygrysek z rudym irokezem na grzywce!

codzienność cd

A więc listopad. Powoli zaczynam myśleć o świętach i kompletować drobiazgi do kalendarzy adwentowych. Trochę mam, ale do 72 (???) woreczków daleko. Na dniach będę zmieniała dzieciom i sobie pościel na flanelową. Muszę wywalić jakieś graty z poddasza, bo przejedzie tam komoda z mojej sypialni. Na jej miejsce przyjdzie inna komoda, którą do tej pory stała u dziadków. Ona też NIE jest idealna, ale pasować będzie minimalnie bardziej. Oglądałam z dziewczynami program kulinarny o śniadaniach i dziś będziemy robić granolę (składniki już kupiłam 🙂 Wcięło nam też wianek z drzwi, który przeniosły w nieznane miejsce „rozwścieczone” duchy 🙂 Strata niewielka, wandalizm akceptowalny, ale trzeba szybko jakiś nowy zrobić, bo nie lubię takich pustych drzwi.

Mam kilka nowych fot z ubiegłotygodniowej imprezy Halloweenowej. Uczyli się chodzić jak Zombie, robić przerażone miny, ustawiać ręce jak wilkołaki i jak osoba, która się wystraszyła. Super. Zajęcia niemalże teatralne.

[‚]

Wajda, Bowie, Prince. Muhammad Ali, Maria Czubaszek i Bogusław Kaczyński. Marian Kociniak, Nancy Reagan, Andrzej Żuławski i Szymon Peres. Kopiczyński i Paradowska. Sonia Rykiel i Umberto Eco.

 

<><>

Jechałam wczoraj z rodzicami i Lutka powiedziała: „Nie mogę się napatrzeć jaka piękna się zrobiła ta Polska. Trawniki pokoszone, płoty równe, domy zadbane. Nie było tak”.

To prawda. Nie było. Pamiętam to. Dużo dziś mijaliśmy cmentarzy, zawsze był przy nich korek, więc zwalnialiśmy i patrzyliśmy co się na nich dzieje. Pełno kwiatów i zniczy. Równe ścieżki i zadbany tłum krążący alejkami. Piękny mamy kraj, piękne mamy tradycje.