„Musisz być prawy, jeśli chcesz żyć poza prawem”

– Robin Hood

Trafiłam wczoraj na Festiwal Sztuki Opowiadania. To jedno z takich wydarzeń, na które bilety kupuje się miesiąc wcześniej. Na spektaklach siedzi na niedużej trybunie, albo na poduszkach na podłodze. Zjeżdżają się wtedy bajarze i mistrzowie słowa z całego świata.

Z lat poprzednich znałam tylko wybitną”sekcję dziecięcą”, dzieciaki zresztą mają dziś być na zaklepanym przeze mnie spektaklu, ale wczoraj byłam też na części dla dorosłych i wcisnęła mnie w ziemię.

Trafiłam na historię o Robin Hoodzie. Wszyscy ją znamy, to uniwersalna opowieść o wolności i o przestrzeni do swobody. Wyobraźcie sobie, że na scenie było dwóch gości. I nic więcej. i nikogo więcej. Przez półtorej godziny opowiadali (po angielsku) historię o słynnym leśnym łobuzie. I przez te półtorej godziny robili to w tak fascynujący sposób, że nawet nie byłam w stanie sprawdzać co tam mi pika na komórce akurat. Trzeba to zobaczyć, bo opisać się tego nie da!

Wierzę w moc słów i wierzę w potęgę retoryki i bardzo bym chciała tak panować i tak oddziaływać na słuchaczy. Bardzo to było… niezwykłe!

<><>

Dziadki były wczoraj na spotkaniu towarzyskim, gdzie w gronie gości była farmaceutka. I powiedziała coś, co już mówili i w przedszkolu, i szkole, że jest jakiś paskudny wirus. I że jak się złapie to potem przez miesiąc męczy i katar, i gardło, i gorączka. Więc zawijacie się, jedzcie czosnek i kaszę, a popijacie to herbatą z miodem!  🙂