codzienność cd

A więc listopad. Powoli zaczynam myśleć o świętach i kompletować drobiazgi do kalendarzy adwentowych. Trochę mam, ale do 72 (???) woreczków daleko. Na dniach będę zmieniała dzieciom i sobie pościel na flanelową. Muszę wywalić jakieś graty z poddasza, bo przejedzie tam komoda z mojej sypialni. Na jej miejsce przyjdzie inna komoda, którą do tej pory stała u dziadków. Ona też NIE jest idealna, ale pasować będzie minimalnie bardziej. Oglądałam z dziewczynami program kulinarny o śniadaniach i dziś będziemy robić granolę (składniki już kupiłam 🙂 Wcięło nam też wianek z drzwi, który przeniosły w nieznane miejsce „rozwścieczone” duchy 🙂 Strata niewielka, wandalizm akceptowalny, ale trzeba szybko jakiś nowy zrobić, bo nie lubię takich pustych drzwi.

Mam kilka nowych fot z ubiegłotygodniowej imprezy Halloweenowej. Uczyli się chodzić jak Zombie, robić przerażone miny, ustawiać ręce jak wilkołaki i jak osoba, która się wystraszyła. Super. Zajęcia niemalże teatralne.