Niepodległość odświetowałam w biegu :)

Dziesiątka. Moja pierwsza 🙂 Miałam nadzieję zmieścić się w godzinie, ale się nie udało, bo minimalnie przekroczyłam. Na 15 tysięcy biegnących byłam 10-tysięczna, czyli ponad 4 tysiące biegło wolniej 🙂 Jako kobieta K40 byłam 550-ąta 🙂

I dałam radę 🙂 Nawet mam wrażenie mogłam trochę podnieść tempo, bo nie byłam jakoś specjalnie zmęczona. Jak pojawiła się chorągiewka z napisem cztery to miałam wrażenie, że dopiero wystartowałam. Zdjęcia będą pewnie za kilka dni, ale już w tej chwili mogę powiedzieć, że mi się podobało.

Co dwa kilometry grała orkiestra z wojennymi kawałkami: Czerwone maki, Przybyli ułani, itd 🙂 Na zawrotce (bo bieg był tam i z powrotem) był punkt z wodą. Była cała masa osób przebrana za wojskowych z I wojny światowej, a ze starego wozu pozdrawiał nas „Piłsudski”. Jak wracaliśmy to przybijał piątkę biegnącym (także przybiłam z marszałkiem high-five :). Po biegu były medale, dawano kawę, rogale marcińskie i banany. Każdy dostał ZŁOTĄ folię termiczną, żeby nie tracić ciepła. I oczywiście była impreza, ale już musiałam zmykać do dzieciaków.

Warto dodać, że Bieg Niepodległości jest taki niezwykły, nie tylko dlatego, że odbywa się 11 listopada, ma całą tę patriotyczną otoczkę (śpiewaliśmy hymn przed startem), ale dlatego, że część zawodników ma czerwone koszulki, a część białe. I mamy wytyczone, jaki kolor, którą stroną ulicy biegnie. W ten sposób stworzyliśmy gigantyczną flagę, co dokumentowały drony unoszące się nad naszymi głowami 🙂