Przedświątecznie

Łucja weszła w etap mocno skomplikowanej matematyki. Tzn. skomplikowanej, bo ja czegoś takiego nie pamiętam. Nazywa się to dzielenie z resztą i jest chyba wstępem do ułamków. Tabliczkę mnożenia panna opanowała słabo, a z tą resztą idzie jeszcze gorzej. Odkryłyśmy wczoraj fajną stronę z testami i linknę ją (Wam i sobie). Sprawdziliśmy kilka różnych stron, ale ta zdecydowanie spodobała nam się najbardziej.

<><>

Udało mi się dziś załatwić jedną kobyłę w banku, która wisiała nade mną od ponad roku i w nagrodę poszłam SOBIE na basen 🙂 Podobno powinnAM pływać, żeby:

a)wzmocnić górę, to będzie mi się lepiej biegało,
b) i żeby się nie garbić!

<><>

I jeszcze Wam fajny wynalazek od Chińczyków pokażę. Czapeczki na lizaki. Pasują na chupa-chupsy i mniejsze lizaki. Kupiłam do szkoły, żeby były na Mikołajki dla całej klasy Lilki (Łucja chciała TYLKO dla swoich koleżanek). Wzięłam trzy zestawy, 12 sztuk było po dolarze, a Chińczyk dosłał mi jeszcze kilka innych czapeczek (na butelki z winem) w prezencie. Lilka zażyczyła sobie, żeby przyszyć zimową czapkę Gyziowi, a Mieszko by jedną dostał JEGO Dzióbek. Cudne! 🙂