Jesteś biały i jesteś hetero. Nie masz prawa być ofiarą.

– Orange is The New Black, Judy do Lusheka

Zrezygnowałam z burleski…

Właściwie to wszystko miałam idealnie dograne. Kąpałam dzieciaki, ubierałam w piżamki, nakładałam szlafroki i wychodziłam. Oni w tym czasie budowali z klocków, czytali sobie książki, a o 21-szej gasili światło i kładli się spać. Gdy wracałam o 21:30, bo godzinie mojej niebytności w domu, wszyscy już spali i światła, oprócz jednej małej lampki, były pogaszone. No dobra, czasem się zdarzało, że Lilka siedziała przy tej lampce i bawiła się w cienie na ścianie.

Wczoraj doszła dodatkowa atrakcja. Ząb Łucji, ten którym ruszała od dawna, w końcu został wyrwany. Panna położyła sobie go pod poduszkę i realizowaliśmy dalej środowy plan. O 20:30 ja wsiadłam do auta (szkołę mam blisko, ale wiadomo autem zawsze prędzej), przejechałam 800 metrów i się zatrzymałam. „Co ja wyrabiam??? Panna miała ekstrakcję zęba a ja ją zostawiam samą??? I właściwie to jakim prawem wymagam od nich takiej dyscypliny?” I wróciłam. Lubię bardzo te zajęcia, ale przecież mogę zapisywać się na kursy weekendowe. Mam co drugi wolny, więc raz na kilka tygodni mogę chodzić na intensywny kurs salsy, burleski, albo bachaty.

Czyli moja burleska na razie wylatuje. I na fali radykalnych decyzji zrezygnowałam też z zimowego campu. Dostałam zaproszenie z mojego biegowego klubu na wyjazd do WŁOCH, na tydzień, do super hotelu z wyżywieniem i treningami. I z przejazdem. Klub dofinansowuje to 70% i cena dla mnie jest nieduża i trzycyfrowa. Aleee w tym czasie nie ma Lutki. Ma akurat ważne badanie u swojego lekarza, więc dzieci spadły by na Diabla. On chciał się nimi zająć, ale akurat w tym czasie Lilka ma wycieczkę i musiałby wziąć urlop na ten tydzień, żeby to ogarnąć. Może nie na cały, ale na 3 dni to raczej na pewno. A i w pozostałe dwa, żeby zdążyć porozstawiać je na zajęcia dodatkowe do pracy mógł by jeździć na max pięć godzin godzin. Więc nie napinam, po prostu też wywalam atrakcję z grafiku!

<><>

Pokażę Wam kotki. Podchodzą czasem pod dom dziadków. To młodsze rodzeństwo Klarensa (urodzone przez tą samą dziką kotkę rok później) i jego siostrzeńcy 🙂 Siostrzeńców wraz z siostrą Klarensa chce oswoić Lutka – małe to dwa kotki, aczkolwiek tak dzikie, że dotknąć się ich nie da (jeden to ten czarny przy szybie, drugi to ten łaciaty, którego dobrze widać). Trzymam kciuki, ale nie mam pojęcia jak to zrobić. Natomiast w gronie późniejszego miotu matki Klarensa jest kociak płci nieznanej, który dał się MI dotknąć. I jeśli uda mi się kolejnym razem, przy pobycie u dziadków, go trochę oswoić to go SOBIE przywiozę 🙂 Na foto ma nos w misce – tygrysek z rudym irokezem na grzywce!