„Musisz być prawy, jeśli chcesz żyć poza prawem”

– Robin Hood

Trafiłam wczoraj na Festiwal Sztuki Opowiadania. To jedno z takich wydarzeń, na które bilety kupuje się miesiąc wcześniej. Na spektaklach siedzi na niedużej trybunie, albo na poduszkach na podłodze. Zjeżdżają się wtedy bajarze i mistrzowie słowa z całego świata.

Z lat poprzednich znałam tylko wybitną”sekcję dziecięcą”, dzieciaki zresztą mają dziś być na zaklepanym przeze mnie spektaklu, ale wczoraj byłam też na części dla dorosłych i wcisnęła mnie w ziemię.

Trafiłam na historię o Robin Hoodzie. Wszyscy ją znamy, to uniwersalna opowieść o wolności i o przestrzeni do swobody. Wyobraźcie sobie, że na scenie było dwóch gości. I nic więcej. i nikogo więcej. Przez półtorej godziny opowiadali (po angielsku) historię o słynnym leśnym łobuzie. I przez te półtorej godziny robili to w tak fascynujący sposób, że nawet nie byłam w stanie sprawdzać co tam mi pika na komórce akurat. Trzeba to zobaczyć, bo opisać się tego nie da!

Wierzę w moc słów i wierzę w potęgę retoryki i bardzo bym chciała tak panować i tak oddziaływać na słuchaczy. Bardzo to było… niezwykłe!

<><>

Dziadki były wczoraj na spotkaniu towarzyskim, gdzie w gronie gości była farmaceutka. I powiedziała coś, co już mówili i w przedszkolu, i szkole, że jest jakiś paskudny wirus. I że jak się złapie to potem przez miesiąc męczy i katar, i gardło, i gorączka. Więc zawijacie się, jedzcie czosnek i kaszę, a popijacie to herbatą z miodem!  🙂

weekend solo

Większość ludzi zakłada, że w momencie końca świata rzuci się w ramiona tych, których najbardziej pragną (albo na nich) . W ten sposób ostatnie godziny ludzkości wypełni wielka orgia.
To ciekawe, bo pamiętajmy, że jak tonął Titanic to wszyscy płakali, a nieliczni kombinowali jak tu przeżyć. 🙂

Nie wiem jaki wariant planujecie, ale do każdej opcji warto być w dobrej formie! Nie ma, że zimno, nie ma że za wcześnie, nie ma, że przyciąganie łóżka +10. Dzisiejszy poranny trening to był spokojny bieg w I-szym zakresie intensywności zrobiony w lekko narastającym tempie. Do wyboru miałam 10/15 i 20 km. Wiedziałam, że mogę pobiec 10-tkę lepiej, tylko potrzebuję dobrego pacera 🙂

 

Wieczorem mam kulturalne wydarzenie :0, a na razie chyba rozpocznę REMANĘNT poddasza :/Ależ mi się nie chce!!! 🙂

Edit: albo nie, mam prasowanie, więc włączę sobie Poldarka 😀

planowanie na zaś

Wieczór, wanna, Mieszko jeszcze siedzi, Lilka wychodzi. Wycieram ją i pytam młodego:

  • Frędzel umyty?
  • Nie.
  • To myjesz.

Lilka patrzy na to z obrzydzeniem i współczuciem. Mówię:

  • Przechlapane mają chłopaki, nie?
  • Tak. Ale my mamy okres i porody.

🙂

<><>

Rozpoczęłam zamawianie do Mikołajek. Listonosz rzeczywiście wziął urlop na pierwsze dziesięć dni grudnia i przesyłki w tym okresie będą dostarczane przez pracowników poczty z innych rejonów, czyli będą chodzić gorzej. Na początek wysłałam do SIEBIE książki. Coś tam mam zbunkrowane w szafie, więc zamówiłam niedużo 🙂

  • Dla Łuczy jest Bahar znaczy wiosna (wynalazek z targów) i trzecia część Szkoły Kotów.
  • Dla Lilki jest Bombka z Gwiazdką, która wg recenzji jest najpiękniejszą książką na tegoroczne święta i Elementarz, który oczywiście pod choinkę nie będzie, ale jest dla niej.
  • Mieszko dostanie Podwodnik (super jest też bliźniaczy Podziemnik, ale to może na urodziny mu kupię?) i Binek i Pulpet z szafy.
  • Dla mnie wzięłam pewną historię z okresu imperium Osmańskiego 😉 Bardzo mam na nią ochotę 🙂

Przedświątecznie

Łucja weszła w etap mocno skomplikowanej matematyki. Tzn. skomplikowanej, bo ja czegoś takiego nie pamiętam. Nazywa się to dzielenie z resztą i jest chyba wstępem do ułamków. Tabliczkę mnożenia panna opanowała słabo, a z tą resztą idzie jeszcze gorzej. Odkryłyśmy wczoraj fajną stronę z testami i linknę ją (Wam i sobie). Sprawdziliśmy kilka różnych stron, ale ta zdecydowanie spodobała nam się najbardziej.

<><>

Udało mi się dziś załatwić jedną kobyłę w banku, która wisiała nade mną od ponad roku i w nagrodę poszłam SOBIE na basen 🙂 Podobno powinnAM pływać, żeby:

a)wzmocnić górę, to będzie mi się lepiej biegało,
b) i żeby się nie garbić!

<><>

I jeszcze Wam fajny wynalazek od Chińczyków pokażę. Czapeczki na lizaki. Pasują na chupa-chupsy i mniejsze lizaki. Kupiłam do szkoły, żeby były na Mikołajki dla całej klasy Lilki (Łucja chciała TYLKO dla swoich koleżanek). Wzięłam trzy zestawy, 12 sztuk było po dolarze, a Chińczyk dosłał mi jeszcze kilka innych czapeczek (na butelki z winem) w prezencie. Lilka zażyczyła sobie, żeby przyszyć zimową czapkę Gyziowi, a Mieszko by jedną dostał JEGO Dzióbek. Cudne! 🙂

dołek bio

Pojechałam dziś kupić dzieciakom rajstopy. Kupuję w takim outlecie, gdzie obok dziecięcej bielizny jest też damska (i męska). Kupiłam i zagłębiłam się w kącik DOROSŁYCH… Stałam przy koszu z fikuśną świąteczną bielizną… Z majtkami. Czerwonymi. W serduszka i mikołaje!!! I tak skonstruowanymi, że jak pociągniesz za jedną wstążkę to spada całość. I tak przewracam, i szukam mojego rozmiaru. Bezskutecznie. Obok inna babka, na oko ciut starsza, szuka tego samego w drugim koszu. Podeszła do niej koleżanka i mówi:

  • Po co Ci to? I tak porwie.
  • Wiem 🙂 Ale za trzy złote mogę sobie na to pozwolić.

I powiedziała do mnie:

  • U mnie same eski.
  • U mnie też.
  • No to po zabawie.

I obie się zaśmiałyśmy 🙂 Cudownie jest być kobietą 🙂

<><>

Lilka złapała czytanie. Nie wiem czy pamiętacie, że u Łucji zaczęło się od Duni. To była pierwsza książka, do której siadła i czytała aż skończyła (pamiętacie ósme urodziny ?). I teraz robiłam przegląd książek i odkryliśmy Dunię (aż 4 tomy). Łucja powiedziała Lilce, że warto i panna młodsza przedwczoraj zaczęła czytać pierwszy tom. I wczoraj skończyła! 😀

Na wojnie i w miłości wszyscy są równi

– Poldark, bardzo fajny, babski i romantyczny serial. XVIII wiek, nieszczęśliwa miłość, wojna w tle i sztywne zasady życia towarzyskiego.

 

Pojechałam do warsztatu z oponami. Wjeżdżam, drzwi do warsztatu otwarte, ale nikogo nie ma. Zostawiłam na środku auto i poszłam do domu obok, gdzie jest „biuro”. Wchodzę, a tam obaj siedzą na kanapie i rolują ekran w komórkach… 

  • Dzień dobry. Widzę, że NIE przeszkadzam. Przyjechałam z oponami.

Jeden wstał.

  • Dobrze, to my już robimy.
  • To będzie szybko?
  • Nieee… To potrwa.
  • To ja idę do Biedronki.
  • Proszę spokojnie zrobić zakupy, a my w tym czasie wymienimy.
  • Świetnie. Tylko proszę mi potem wyjechać na ulicę, bo wjechać wjechałam, ale jest tak pozastawiane, że NIE wyjadę.
  • Oczywiście

🙂 Tak z rana towarzystwo ustawiłam 🙂 A potem wróciłam do domu i jeszcze sobie odkurzyłam w aucie 🙂

Pozytywny patriotyzm

Pamiętacie jak cytowałam Wam Oscara Wilda? Cały czas brzęczy mi jego zdanie w głowie, więc trzeba ostrożnie patriotyzm dawkować 🙂 Tym niemniej jednak zależało mi na tym, że TEN weekend był PATRIOTYCZNY. Przejrzałam atrakcje i wybrałam Muzeum Powstania 🙂 Jeszcze nie byliśmy, a do tematu pasowało. Muzeum fantastyczne. Multimedialne, ruchome, kontaktowe i sugestywne. Trochę źle to zaplanowałam, bo niedziela to wejście za darmo, czyli było MNÓSTWO osób (z kartami KDR w każdy inny dzień wchodzimy prawie za darmo). Poza tym mam za małą historyczną wiedzę, więc lepiej kolejnym razem wbić się na jakieś zajęcia, albo oprowadzanie. Bo wstyd się przyznać, ale sądziłam, że trwało dwa tygodnie, a nie dwa miesiące. )

<><>

Wieczór. Liliana ogląda książkę kucharską z ciastkami i WYBIERA:

  • O, mamo, a takie zrobisz?
  • Nie. Zobacz jakie idealne warstwy. W życiu mi tak nie wyjdzie. Nie da się tak.
  • A to? Taka rolada?
  • Nie, ona się nie zawinie. To mogę zrobić. Albo to! Takie już Wam robiłam i zjedliście.
  • A takie?
  • Galaretki się rozlewają. Odpada. Wszystkie z galaretkami odpadają.
  • A te rogaliki to Ci już na pewno NIE wyjdą! NIE ma szans.

:)To się nazywa świadoma krytyczna ocena matki :DDD

Urzekła go moja piosenka ;)

Mrugali i jechałam wolno. Sytuacja z punktami jest podbramkowa, więc ogólnie od jakiegoś pół roku turlam się, nie jeżdżę. Ale machnął.
Otworzyłam szybę, wyłączyłam radio z żalem bo leciał Burak, włączyłam je ponownie, bo jednak trochę się spięłam i WYłączyłam znowu.

  • Dlaczego ma Pani niezapięte pasy?
  • Bo jestem w ciąży

(nie jestem, ale blef był konieczny).
Policjant spojrzał na mój płaski brzuch i powiedział:

  • To musi być WIDOCZNA ciąża. Proszę mocno dmuchnąć.

I podetknął mi czarny flet. Dmuchnęłam. Spojrzał i mówi:

  • To akurat prawidłowo.
  • Wiem, bo to 9 miesięcy w trzeźwości.

Gość wywrócił oczami i powiedział:

  • Proszę się zapiąć i jechać.
  • Dziękuję i miłego dnia! :))

<><>

Są w domu zawsze takie zaległe rzeczy do zrobienia. Takie małe, które przekładamy w nieskończoność, bo nigdy o nich nie pamiętamy. Podniesienie klocka z rogu łazienki, zrobienie dziurek w paskach (wszystkie mam za duże, a mam specjalne urządzenie do tego) czy zatemperowanie konturówki (i ciągle rano się drapię). To jest mój plan na dziś! 🙂

Niepodległość odświetowałam w biegu :)

Dziesiątka. Moja pierwsza 🙂 Miałam nadzieję zmieścić się w godzinie, ale się nie udało, bo minimalnie przekroczyłam. Na 15 tysięcy biegnących byłam 10-tysięczna, czyli ponad 4 tysiące biegło wolniej 🙂 Jako kobieta K40 byłam 550-ąta 🙂

I dałam radę 🙂 Nawet mam wrażenie mogłam trochę podnieść tempo, bo nie byłam jakoś specjalnie zmęczona. Jak pojawiła się chorągiewka z napisem cztery to miałam wrażenie, że dopiero wystartowałam. Zdjęcia będą pewnie za kilka dni, ale już w tej chwili mogę powiedzieć, że mi się podobało.

Co dwa kilometry grała orkiestra z wojennymi kawałkami: Czerwone maki, Przybyli ułani, itd 🙂 Na zawrotce (bo bieg był tam i z powrotem) był punkt z wodą. Była cała masa osób przebrana za wojskowych z I wojny światowej, a ze starego wozu pozdrawiał nas „Piłsudski”. Jak wracaliśmy to przybijał piątkę biegnącym (także przybiłam z marszałkiem high-five :). Po biegu były medale, dawano kawę, rogale marcińskie i banany. Każdy dostał ZŁOTĄ folię termiczną, żeby nie tracić ciepła. I oczywiście była impreza, ale już musiałam zmykać do dzieciaków.

Warto dodać, że Bieg Niepodległości jest taki niezwykły, nie tylko dlatego, że odbywa się 11 listopada, ma całą tę patriotyczną otoczkę (śpiewaliśmy hymn przed startem), ale dlatego, że część zawodników ma czerwone koszulki, a część białe. I mamy wytyczone, jaki kolor, którą stroną ulicy biegnie. W ten sposób stworzyliśmy gigantyczną flagę, co dokumentowały drony unoszące się nad naszymi głowami 🙂

nerw czwartkowy

Pojechałam dziś daleko i jak JUŻ dojeżdżałam to przypomniało mi się, że nie wyłączyłam zupy. Zupa z wczoraj, gęsta, ale głodna byłam, więc pomyślałam, że wyjem. Tyle, że coś tam mi pies podpadł i zajęłam się zamykaniem pokoi i blokowaniem kanap (wytarzała się na spacerze w błocie, a koniecznie chciała wgramolić się na któreś łóżko). Potem był telefon i wyszłam, bo się zrobiło późno.

No i tak dojeżdżam i ten flesz w głowie z niewyłączoną zupą… Katastrofa. Dojechałam, zostawiłam to co miałam zostawić i do domu. Powoli, bo człowiek, który się śpieszy i denerwuje popełnia błędy. Po drodze zebrałam sobie dane o narzutach blisko kuchni, które mogłabym narzucić na kuchenkę i wykonałam kilka takich desperackich postanowień w stylu: Jak wszystko będzie w porządku, to obiecuję… i że zrezygnuję z czegoś tam.

Godzinę później wpadłam, złapałam zdziwione spojrzenie zwierzaków i NIC niepokojącego… Żadnych płomieni…JEDNAK wyłączyłam tę zupę wychodząc 🙂

A po takiej akcji dziś mi się już nie chce 🙂 Czasem tak człowiekiem życie potrząśnie i przypominasz sobie, żeby głupotami się nie martwić 🙂 Wkleję Wam uśmiechnięte mini banany, które kupiłam dziewczynom do szkoły:

><

  • Mamo, zobacz jaki dziś zrobiłem kotylion! Biało-czerwony!
  • Śliczny Mieszeczku! A dlaczego go zrobiłeś?
  • Bo jutro jest Dzień Niepodległości!
  • A co to za dzień?
  • To urodziny Polski. 🙂