Kolorowy 2

Color Run to najszczęśliwsze 5 km świata. To bieg radości, muzyki i szaleństwa. Co kilometr pokonuje się bramkę, gdzie atakują Cię wolontariusze z określonym kolorem. Po pierwszym kilometrze jest bramka fioletowa, gdzie wyskakują na Ciebie ludzie ubrani na fioletowo z pistoletami z fioletowym proszkiem. Po drugim jest żółta. Potem niebieska, a potem czerwona. Na sam koniec tuż przed metą jest jeszcze bramka mieszana, gdzie można zarobić różowym, albo pomarańczowym. Tegoroczna edycja była tropikalna…

To właściwie nie jest bieg. To Walk Color, a nie Run Color. Na trasie jest cała masa dzieci i większość robiła podobnie tak jak my. Ruszyła biegiem, potem między bramkami szła, a same bramki przebiegała krzycząc i podnosząc ręce do góry. 🙂 Było trochę za gorąco, ale świetnie się bawiliśmy.Trasę pokonaliśmy krócej niż zakładałam, zanim ruszyła kolejna fala (czyli poniżej godziny)

Mamy całą masę pomysłów jak przygotować się za rok 😉 Nasze t-shirty były klasyczne, ale inne dziewczyny je poprzerabiały. Ucinały rękawki, powiększały dekolty, albo robiły indiańskie frędzle. Niektóre miały brwi pomalowane na kolorowo (kreda do włosów będzie idealna). No i wodę lepiej mieć przy sobie na plecach. Ja nie potrzebuję pić na takim odcinku, ale dzieci nawodniały się nieustannie 😉 No i same proszki. Mieliśmy ich dużo, ale są określone momenty, kiedy się je używa (tuż przed startem i potem pod sceną), a myśmy je po prostu zużyli 😀

 

Jak widzicie zdjęcia dość wyraźnie dzielą się na Before&After

Iiiiiiii…..

I włosy Liliany… Moje są ŻÓŁTE… 🙂

Btw. koszulki dziewczyny chcą nosić na w-f 😉 To w końcu ich pierwszy bieg 🙂

Jak będzie filmik to Wam też wrzucę :)))

Pierwszy tydzień minął bez ANI jednego spóźnienia!

  • Łucja, a skąd wiesz, że Ostry jest w Tobie zakochany?
  • Proszę Cię, Lila… Przecież to oczywiste! Cały czas się na gapi, od trzech lat daje mi Walentynki i zawsze siada w jakiejś ławce obok!

;0

<>

Byliśmy wczoraj na basenie. Naukę pływania rozpoczął Mieszko. Od przyszłego tygodnia zajęcia będą we wtorki i dzieci będą chodzić z ojcem. Żal mi trochę spotkań z naszym rozkosznym trenerem, ale przeżyję 🙂 Na zajęciach będą uczeni równolegle Lila z młodym, a Łucja ma w tym czasie „robić” duże baseny. Panna już pływa, więc doskonalić może się samodzielnie. Lilka strzeliła focha i to kolejny powód, dlaczego to nie JA będę z nimi chodzić… Bo to przy mnie te fochy są największe. A ona tego ich trenera lubi. Wyperfumowała na basen bardziej niż ja i nawet to Radkowi powiedziałam: Ta burza zapachów to Lilka, a nie ja 🙂 Mi natomiast podpadł bo nie chciał mnie wyciągnąć z wody, bo… BAŁ się, że go wrzucę. Więc mu powiedziałam: Zwariowałeś? Jestem zabawna, ale nie aż tak!.

<><>

Nadchodzi jakaś kolejna fala upałów. Znad Afryki… Ja mam już dość lata. Macie z netu obrazek z cyklu: W upale wszytko się rozciąga :))

bez skóry…

  • To ZAWSZE mnie będzie bolało?
  • Nie, słońce. To tylko dzisiaj troszkę poboli.
  • Pewna jesteś?
  • Tak. Jak będziesz większy to będziesz to lubił. Ciągle będziesz się tym bawił i nawet będzie Ci to sprawiać przyjemność!

Trzy miesiące temu Mieszkowi zrobił mu się pod napletkiem stan zapalny. Całe lato smarowałam mu go specjalną rozciągającą maścią i delikatnie zsuwałam. A wczoraj wylądowaliśmy na kontroli u chirurga. Mieszko zaległ na wysokim stole, babka się pochyliła, naciągnęła mocniej i powiedziała: I proszę już jest zsunięty! Nie udało by nam się to bez tej maści. Kropli krwi nie było, no ale te wiązadła/powięzi są dość zaskoczone takim obrotem sprawy i trochę go ten siusiak wczoraj wieczorem bolał. Naszą zabawę nie kończymy, bo teraz smaruję panicza bepathenem ;)) A potem mam pilnować by sam sobie przy każdej kąpieli ściągał, więc mu tak opowiadam, że to NIE jest takie straszne 🙂

<><>

Mam kilka fotosków  od organizatora z niedzielnej trasy 😉

I meta. GDZIE doskonale widać jak PRZYSPIESZAM 😀

Jesień w toku

Wygląda na to, że rozpędził się ten wrzesień. Plan lekcji panny mają doskonały. 2x w tygodniu na 1 zmianę, a 3x na drugą. To dobry układ, bo do południa będą różne zajęcia na świetlicy, a w tym roku zajęcia na drugą zmianę kończą się o 16-stej.

Mamy również zarys dzienno-godzinowy zajęć dodatkowych poza szkołą. W poniedziałek będzie pianino, we wtorek basen, w środę taniec (panny wybrały w tym roku latino w szkole tańca). Obie chcę zapisać na dodatkowy angielski. Łucja co prawda dostała się do sekcji lepszej (w IV klasach dzieci na zajęciach lekcyjnych są dzielone na DWIE grupy), ale weszła tam z minimalnym wynikiem. Lilka też powinna mieć dodatkowy angielski, żeby za rok załapać się do grupy mocniejszej. Mieszko ogłosił, że chce chodzić na zumbę, bo tam chodzi jego dziewczyna. Ale zumbę, podobnie jak i pianino zaklepiemy w październiku, bo wtedy ruszają zajęcia w GOK-u.

W szkole jeszcze nic się nie dzieje, chociaż Łucja zarobiła już pierwszego minusa za malowanie sobie paznokci na lekcji religii…

Zajęcia dodatkowe na świetlicy jeszcze nie ruszyły, więc w przyszłym tygodniu przed lekcjami wybieram się z dziewczynami do fryzjera, a wczoraj zabrałam Lilkę na rynek ze mną… Panna jest orzechomaniakiem, kupiłyśmy laskowe w łupinkach (bo bardziej mokre i tańsze, a sumie to niezłe ćwiczenie na dłonie) i oto jak teraz wygląda mój taras i połowa domu:

Bi-Majo (cz I)

Zrobię Wam (i sobie) taki wpis podsumowujący przerobione azjatyckie kosmetyki. Przyznałam się Wam już na wiosnę, że używam, więc muszę to sobie posegregować. Zanim przejdę dalej, powtórzę to co piszą wszystkie fanki tych kosmetyków, że NIE MAM pojęcia o kosmetykach i to jest wyłącznie moje subiektywne uczucie. Być może kogoś będą uczulać. Być może będziecie mieć etyczne i jakościowe obawy, więc nikogo na nic nie namawiam. U mnie to działa. Nie mówię NIE kosmetykom polskim (i rosyjskim), ale TE stanowią niezłe uzupełnienie kuracji. Może dlatego, że skóra jeszcze ich nie zna? Cały czas wierzę w pokrzywę i nasze zioła i uważam, że mamy fantastyczne bio kosmetyki. No i z Bieszczad wróciłam z petardą uzdrowiskowych kosmetyków z Iwonicza-Zdroju.

Przede wszystkim warto zajrzeć na bloga Azjatycki Cukier (super też jest ten kanał na Youtubie). Pisze go babka, która od kilku lat mieszka w Singapurze i je testuje. „Substancje czynne są dużo bardziej aktywne niż w europejskich kosmetykach”, a „koreański sposób dbania o urodę to już legenda”. Jest jeszcze fajna rzecz w tym azjatyckim podejściu. Skórę na twarzy traktuje się jak każdy inny kawałek naszego ciała. Tu też są mięśnie, które trzeba ćwiczyć!

 

I teraz to co od wiosny przerobiłam, część 1-sza, bo sadzę, że będą kolejne (kiedyś).

  • Olejek do włosów Andrea. Tutaj recenzji w necie znajdziecie setki. Wraz ze zdjęciami. Czynną substancją jest imbir, używa się tego mieszając z szamponem (na 300 ml, czyli tradycyjną butelkę, wlewa się PÓŁ opakowania olejku). Efekt jest niesamowity. Nie wiem czy to nie wina drożdżowej odżywki babci Agafii, nie wiem czy to nie wina pory roku, ale coś dobrego się dzieje mi na głowie. Włosy są gęste i dobrze się układają. Babki w necie mieszają z Jantarem, ja z Jeleniem.
  • Kremy do rąk Bioaqua. Banan i mango. Bardzo fajne małe kremy „do torebki”. Po prostu kremy. Natomiast marka Bioaqua jest rozpoznawalna i sprawdzona.
  • Malutkie kremy w metalowych pudełeczkach. Aloes i ślimak. To też jest hicior. Szczególnie aloes. Ślimak stymuluje odbudowę kolagenu. Nie powinno się tego używać ciągiem, ale co kilka dni. Wszystkie te kosmetyki maja dziwne zapachy, ale można się do tego przyzwyczaić. Btw. w przypadku kosmetyków z Azji można mieć również moralne uprzedzenia przed ich używaniem. Bywają z jadem węża, śluzem ślimaka, albo tłuszczem z konia.
  • Dwie maseczki ze świnką Bioaqua. RE-WE-LA-CJA. Zamówiłam już kolejne opakowania. Kolagenowa tworzy tak silną warstwę kolagenu na skórze, że cały kolejny dzień to czuć. A ta bąbelkowa wspaniale wygładza kolor.
  • Płatki pod oczy używałam na wiosnę. Efekt był na tyle WIDOCZNY, że kupiłam również mamie. Już zresztą zamówiłam kolejne na jesień. Tym razem będę testować takie z czarną perłą.
  • Krem do stóp też już Wam opisywałam. W tych azjatyckich kosmetykach w ogóle nie ma mocnych kwasów, oprócz kremów do stóp. I miałam tak, od kilku lat, że bardzo boleśnie pękały mi pięty. Już na początku lata. W tym roku tego nie było.
  • Oraz maseczki Holika. Holika to kolejna marka, na którą warto zwrócić uwagę. Marka jest koreańska i przesyłki idą z Korei (inne koperty, znaczki i czasy dostawy). Maseczki, kupione przez mnie to były takie płachty na twarz. W sumie wolę te wsmarowywane, ale TE też są cudowne.

<>

Jest też na Cukrze fajny tekst o Bi-Majo, czyli japońskich kobietach, które słyną z nieprzemijającej z wiekiem urody. Dosłownie ten zwrot oznacza „piękną czarownicę” i opisuje się nim NIEKTÓRE kobiety PO 35 roku życia. Te, które szczycą się tym, że ich wiek jest trudny do określenia 😉 Niżej jedna z nich: 44 letnia Bi-Majo Kusama Yoshie :0

Challenge

Jest taki serial, o którym piszą, że jest  najlepszym serialem od kilku lat. Nie do końca się z tym zgadzam, ale rzeczywiście warto go obejrzeć. Stranger Things, zrobiony przez Netflixa, jest mocno osadzony w latach ’80. Dzieciaki jeżdżą na bmx-ach, rozmawia się przez stacjonarne i grywa się w RPG. Dochodzi to tego atmosfera lekko horrorowa i klimat jest pełen! Fascynacja telekinezą, zimna wojna i muzyka. Smaczki jak plakaty z lat ’80, które gdzieś tam w tle migają, idealnie dobrane stroje i cała masa nawiązań (tu jest niezły filmik, gdzie to wszystko porównują).

Film MOŻECIE spróbować oglądać z napisami angielskimi. Ja tak z pewną obawą zrobiłam, ale to NIE „House of Cards„, tu rozmawiają głównie nastolatki i dzieci i spokojnie dacie radę. Podobnie jak miniserial „Tripped„, od którego ten precedens rozpoczęłam (bo nie mogłam znaleźć napisów pl).

Oba wciągnęłam w cyklu: do prasowania/ zszywanie rozdartych spodni i strasznie jestem z siebie dumna, więc się chwalę 😉

Pobiegłam. DZIŚ

Rok temu, równo po pół roku biegania, wzięłam udział w biegu. Bieg był dla kobiet, na pięć kilometrów i bardzo mi się spodobało. Była wspaniała atmosfera, miałyśmy cudowny doping na trasie i postanowiłam, że co roku będę z nimi biec. W tym roku, gdy ogłoszono zapisy, to jeszcze w tym samym tygodniu miałam opłacony start! 🙂

 

Tym razem bieg przełożono z czerwca na wrzesień. I to było bardzo dobrze! Czas miałam dwie minuty lepszy niż rok temu (chociaż to cały czas pół godziny), na 1300 startujących zajęłam 600 miejsce, LECZ w mojej grupie wiekowej (PANIE po 40-stce) byłam 129 🙂 Biegliśmy koło manifestujących z KOD-u i bili nam brawa. A my biliśmy brawa im. Była też cała masa żartów na trasie. Jedna babka (była taka ekipa co biegła w wielkich różowych tiulowych spódnicach) zatrzymywała się na każdych światłach i krzyczała: STOP! CZERWONE! Przerwa! 🙂

I biegło mi się lepiej niż te 14 miesięcy temu. A finiszując wyprzedzałam – rok temu 10 metrów PRZED metą sądziłam, że to koniec. Rozmawiałam z jedną mamą dwóch córek, która biegła razem z nimi. Dziewczynki miały po 7 i 11 lat, nie przygotowywały się do biegu, ale matka ich stan określiła jako „wysportowane”. Miała całą masę fajnych przemyśleń biegowych dla dzieci, a najważniejsze to to, żeby ktoś stał po drodze trasy, żeby mogły zejść gdyby chciały. Na podium, na trzy miejsca, AŻ dwie to były matki takich nie za dużych dzieci. I to też jest fantastyczne 🙂

Ustrzelić suplement

Przechodziłam z dzieciakami przez sklep i były ŁUKI. Wyprzedaż łuków… No więc JEDEN wzięłam. Jeden na trójkę… Potem wsiedliśmy do auta, a na tylnej kanapie zaczęła się bitwa.

  • To MÓJ łuk!
  • Nie, to mój.
  • Mamo!!! Czyj to łuk?!!
  • Wspólny.
  • Łuk to jest broń dziewczyn – ogłosiła Łucja.
  • Nieprawda, bo mama miała chłopaka, który strzelał z łuku- przypomniała sobie nie wiadomo po co (bo to przeciw babskiej frakcji) Lilka.
  • Zgadza się. Miałam i niesamowicie strzelał z łuku.

I się zamyśliłam, że na tym jego niezwykłe umiejętności się kończyły…

  • MAMO!!!! Powiedz MU, że łuk to jest najbardziej KOBIECA z broni!!! – przerwała mi Łucja.
  • Tak. Łuk to kobieca broń. Chociaż noże też są kobiece i szpikulec do lodu też…
  • Widzisz!!! To jest kobieca broń!
  • NIE!!! Kobieca broń to WIDŁY!

😀 Nie wiem skąd ten chłopak czerpie wiedzę o kobietach :))

<><>

Byłam dziś rano u lekarza z wynikami badań. Na początku lipca robiłam badania okresowe i NIE zbadano mi wtedy krwi. Zrobiłam to sobie ostatnio i dziś spotkałam się z lekarzem by je omówić. Ogólnie wszystko jest w porządku. Natomiast wygląda na to, że przy tych treningach różnych tracę całą masę minerałów (bo mocno się pocę) i powinnam to suplementować. Pić napoje izotoniczne, albo równoważyć zestawami witamin. Siedzę więc i czytam te porady dla SPORTOWCÓW 😉

„Będziemy godzinami snuć gnozeologiczne lub ontologiczne wątki…”

– fragment „Pożądanie mieszka w szafie”. Btw. ciąg dalszy rozważań i fantazji bohatera o jednej kobiecie był taki „…ona dojdzie to tego, że jestem idiotą, bo nie będę mógł się skupić, zastanawiając się nad rzeczą ontycznie przecież pierwszą – jaki, do cholery, pod jej bluzką rysuje się biust” 🙂 Ontyczny i ontologiczny to związany z pochodzeniem bytu i sensem istnienia :DD

 

Dochodzę do wniosku, że nie lubię tych wszystkich zabawek barwiących do kąpieli. Dzieciaki podczas jakiś szalonych zakupów z dziadkiem nakupowały pastylek i mydełek piszących i zaczęły to używać u dziadków. Jak zobaczyłam jak zapaskudziły płytki (ja wiem, że to się domywa, ale szorowanie łazienki po każdym myciu to przecież bezsens) to wynalazki zabrałam i powiedziałam, że użyjemy U NAS w domu. I przez dwa ostatnie dni UŻYWAŁY, aż ZUŻYŁY…

Plan na dziś to szorowanie łazienki 😉 I tak to nade mną wisiało, a teraz już się nie wykręcę. Zmieniłam pościel, brudną odwiozłam do pralni i wpadłam na rynek po kolejne pomidory. Jak przerobię… to w sumie, razem z tym co już zrobiłam, będzie to 12 kg. I to jest SPORO i więcej suszonych NIE robię.

<><>

Książkownia. Miałam NIE kupować aż do listopada, ale i tak kupowałam podręczniki, więc dorzuciłam coś tam JESZCZE do koszyka. Dla siebie wzięłam audiobook (ostatni był wybitny i tak dobrze mi się słuchało w aucie, że zachciało mi się kolejnego). Dla Lilki są dwie kolejne książeczki ze Skrzynki Potworów (panna czyta coraz lepiej, a Potwory czyta na głos Mieszkowi), dla Łucji Teatr Niewidzialnych Dzieci, a dla Mieszka Kolorowankę o piratach z działu „wyprzedaż” 😉 W zestawie jest też Lustro Pana Grymsa, którą Łucja dostała na urodziny (nie ode mnie). Książka jej się bardzo podobała i polecam! 🙂 Książki jako książki dla siebie nie brałam (nie było to łatwe, bo mam kilka upatrzonych), lecz mam dwie napoczęte i MUSZĘ dolecieć do końca 😉

Ruszyło!

Młodego z rana odstawiałam do przedszkola, żeby się nie nudził i nie przeszkadzał i rozpoczęłam rozpoczęcia 🙂 Najpierw u Łucji (klasy4-6), a potem u Lilki (1-3). Mam plan lekcji na jutro i poniedziałek i MAM nadzieję, że będzie jak rok temu, że zmiany będą się dziewczynom pokrywać. Jak na rano to obie, a jak na popołudnie to też!

Łucja ma nową wychowawczynię i jest to nauczycielka w-f-u co ucieszyło większość chłopców. Obie panny zapisałam na obiady i świetlice. Z tą świetlicą był bunt, bo przecież MOGĄ same sobie wracać (blisko mają), ale ja wiem co to będzie w roku szkolnym? Będę chciała je odstawić wcześniej, albo będę chciała by wracały razem, a któraś będzie kończyć wcześniej i zrobi się problem. Zresztą co tu kryć, nie chcę żeby mi wracały przed południem i cały dzień siedziały w telefonie, albo przed telewizorem.

Pierwszoklasistów jakby mniej, a znajomy zabawnie zauważył, że jak ON  zaczynał szkołę to Polska miała 49 województw 🙂

Btw. Mieszko ma nową salę i dwie nowe wychowawczynie. Zdałam sobie rano sprawę, że odstawianie dziecka do przedszkola jest chyba trudniejsze. „Ciekawe czy wszyscy urośli przez wakacje?” – „Czy Twoi koledzy za Tobą tęsknili?„, itd. U dziewczyn nie musiałam takiego pozytywnego PR robić od kilku dni.

<><>

Wczoraj było Święto Bloga. Linknę Was do Goorka. Nie do końca lubię to co on pisze, nie do końca podoba mi się komercyjność w blogach ale akurat z tym tekstem się w dużej mierze zgadzam. Oboje piszemy już 11 lat i bazę skojarzeń mamy podobną (życie, dzieci, przyszłość). Blog jest hobby i wentylem bezpieczeństwa, przez które uchodzi nadmiar myśli. „Blogi są tworem ludycznym”. Są chaotyczne i nierówne. I to naprawdę najlepsza możliwa terapia jaką możemy sobie zaserwować.