Bi-Majo (cz I)

Zrobię Wam (i sobie) taki wpis podsumowujący przerobione azjatyckie kosmetyki. Przyznałam się Wam już na wiosnę, że używam, więc muszę to sobie posegregować. Zanim przejdę dalej, powtórzę to co piszą wszystkie fanki tych kosmetyków, że NIE MAM pojęcia o kosmetykach i to jest wyłącznie moje subiektywne uczucie. Być może kogoś będą uczulać. Być może będziecie mieć etyczne i jakościowe obawy, więc nikogo na nic nie namawiam. U mnie to działa. Nie mówię NIE kosmetykom polskim (i rosyjskim), ale TE stanowią niezłe uzupełnienie kuracji. Może dlatego, że skóra jeszcze ich nie zna? Cały czas wierzę w pokrzywę i nasze zioła i uważam, że mamy fantastyczne bio kosmetyki. No i z Bieszczad wróciłam z petardą uzdrowiskowych kosmetyków z Iwonicza-Zdroju.

Przede wszystkim warto zajrzeć na bloga Azjatycki Cukier (super też jest ten kanał na Youtubie). Pisze go babka, która od kilku lat mieszka w Singapurze i je testuje. „Substancje czynne są dużo bardziej aktywne niż w europejskich kosmetykach”, a „koreański sposób dbania o urodę to już legenda”. Jest jeszcze fajna rzecz w tym azjatyckim podejściu. Skórę na twarzy traktuje się jak każdy inny kawałek naszego ciała. Tu też są mięśnie, które trzeba ćwiczyć!

 

I teraz to co od wiosny przerobiłam, część 1-sza, bo sadzę, że będą kolejne (kiedyś).

  • Olejek do włosów Andrea. Tutaj recenzji w necie znajdziecie setki. Wraz ze zdjęciami. Czynną substancją jest imbir, używa się tego mieszając z szamponem (na 300 ml, czyli tradycyjną butelkę, wlewa się PÓŁ opakowania olejku). Efekt jest niesamowity. Nie wiem czy to nie wina drożdżowej odżywki babci Agafii, nie wiem czy to nie wina pory roku, ale coś dobrego się dzieje mi na głowie. Włosy są gęste i dobrze się układają. Babki w necie mieszają z Jantarem, ja z Jeleniem.
  • Kremy do rąk Bioaqua. Banan i mango. Bardzo fajne małe kremy „do torebki”. Po prostu kremy. Natomiast marka Bioaqua jest rozpoznawalna i sprawdzona.
  • Malutkie kremy w metalowych pudełeczkach. Aloes i ślimak. To też jest hicior. Szczególnie aloes. Ślimak stymuluje odbudowę kolagenu. Nie powinno się tego używać ciągiem, ale co kilka dni. Wszystkie te kosmetyki maja dziwne zapachy, ale można się do tego przyzwyczaić. Btw. w przypadku kosmetyków z Azji można mieć również moralne uprzedzenia przed ich używaniem. Bywają z jadem węża, śluzem ślimaka, albo tłuszczem z konia.
  • Dwie maseczki ze świnką Bioaqua. RE-WE-LA-CJA. Zamówiłam już kolejne opakowania. Kolagenowa tworzy tak silną warstwę kolagenu na skórze, że cały kolejny dzień to czuć. A ta bąbelkowa wspaniale wygładza kolor.
  • Płatki pod oczy używałam na wiosnę. Efekt był na tyle WIDOCZNY, że kupiłam również mamie. Już zresztą zamówiłam kolejne na jesień. Tym razem będę testować takie z czarną perłą.
  • Krem do stóp też już Wam opisywałam. W tych azjatyckich kosmetykach w ogóle nie ma mocnych kwasów, oprócz kremów do stóp. I miałam tak, od kilku lat, że bardzo boleśnie pękały mi pięty. Już na początku lata. W tym roku tego nie było.
  • Oraz maseczki Holika. Holika to kolejna marka, na którą warto zwrócić uwagę. Marka jest koreańska i przesyłki idą z Korei (inne koperty, znaczki i czasy dostawy). Maseczki, kupione przez mnie to były takie płachty na twarz. W sumie wolę te wsmarowywane, ale TE też są cudowne.

<>

Jest też na Cukrze fajny tekst o Bi-Majo, czyli japońskich kobietach, które słyną z nieprzemijającej z wiekiem urody. Dosłownie ten zwrot oznacza „piękną czarownicę” i opisuje się nim NIEKTÓRE kobiety PO 35 roku życia. Te, które szczycą się tym, że ich wiek jest trudny do określenia 😉 Niżej jedna z nich: 44 letnia Bi-Majo Kusama Yoshie :0