- Dobrze, że dziś ma pani zabieg, bo to KTG jest takie…
Jestem druga. Pierwsza jest dziewczyna z pokoju. Ma cukrzycę i waga dziecka jest bardzo duża. 4800. Łapię doła, że mojego malucha źle ocenią po takim gigancie 
Oto i ja w specjalnej operacyjnej koszuli, z już podpiętą kroplówką na tle choinki z bombkami z konferencji medycznych :)). Nie ma to jak rodzić w okresie świątecznym :)))
Wjeżdżam na salę. Lekarze rozmawiają. Obecni: studenci, pielęgniarki, położna. Podsłuchuję:
- Moja gin: Ale opalenizna pani doktor! Kanary czy Hawaje?
- Neonatolog: Samoopalacz 4 pory roku.
- Anestezjolog: Jaki?
- Neonatolog: 4 pory roku. Nikt nie chce mi wierzyć.
- Moja gin: Doktorze jak tam pacjentka?
- Anestezjolog: Już się wkłuwam. Poczuje pani zimno… Teraz proszę zrobić koci grzbiet. Bardziej. (cfaniak, sam sobie zrób koci grzbiet z brzuchem). Pani Mariolko, proszę mi pomóc nagiąć pacjentkę.
Pani Mariolka ma niezwykłe oczy (Mariola Okocim?), seksowną opaskę na ustach i wąską paczkę ligtów w prawej kieszeni fartucha.
Chwilę później leżę na wznak. Kroją.
- Moja gin: Po takim porodzie jak dziś rano, to czuję że mogę wyjąć każde dziecko.
- Anastezjog: Gdyby tak każdy dzień zaczynać nie trzeba by chodzić na siłownię.
- Gin: Zielone wody!
Anastejzjolog patrzy na monitor z moim tętnem. Chwilę później słyszę dalej:
Czas stanął. I w tej ciszy usłyszałam skrzek. Awanturujący się skrzek. Udało się. 10:48. Łzy lecą mi z kącików oczu, przez skronie i wpadają do uszu. I pokazują mi tę fioletową wrzeszczącą kulkę:
- Może być taki?
- Może.
- Możemy wymienić na jakąś dziewczynkę.
- Nie. Chcę tego.
- Na pewno? Miałyśmy dobrą intuicję, żeby go już dzisiaj wyjąć.
Zaczynają mnie składać z powrotem. W drugim końcu sali ważą, czyszczą i ubierają juniora.
- Moja gin: I jak pani doktor? Zuch chłopak?
- Neonatolog: Zuch!
- Nie ma objawów hipotrofii?
- Nie. Miały być?
- Nie. Tylko ta waga planowa nie była duża.
- Jest 3130. 10 punktów!
- Macica w bardzo dobrym stanie. Nie ma żadnych zrostów. Mięsień gruby. Jak pani chce tę trzecią dziewczynkę to można. Nie namawiam, ale można.
Godzina 12. Leżę na pooperacyjnej. Zagląda neonatolog. Z drugiego końca korytarza, woła moja gin:
- I jak …-iński?
- Dobrze. Właśnie wyjęłyśmy go z inkubatora i pruje się najgłośniej ze wszystkich. I do mnie:
- Także zdrowy 🙂 Musimy jeszcze porobić badania, żeby wyjaśnić te zielone wody…
16-sta.Diabli pojechał zrobiwszy uprzednio kilka zdjęć. Wraca czucie, schodzi znieczulenie. Łooo, matko, ale boli. Spróbuję się przkręcić, chociaż te dziesiątki rurek z i do mojego ciała nie ułatwiają… Ałaaa… Cień mojej kroplówki wygląda na ścianie jak wielki struś. Czy mogę prosić o koleją dawkę ketanolu? Mogłam… Cień tej kroplówki w kącie przypomina torreadora… Albo kolumnę jońską…
Siadam po 8 godzinach. To nie jest jakiś rekord świata, ale wyjątkowo szybko jak na mnie. I w ogóle tym razem dochodzę do siebie szybciej. W dniu wypisu mogę się nawet zakrztusić, albo wysmarkać (a wymaga to aktywności brzucha). Mam co prawda jakiś pooperacyjny syndrom pourazowy, czyli makabryczny ból głowy, ale i na to dostaję super lek.
Czwartek
Pierwsza wspólna noc. Od dawna mi się nie śniło nic przyjemnego, a tym razem mam wyjątkowo piękny sen. Dwoje pięknych młodych ludzi uczy się swoich ciał w sadzie pełnym jabłek
Sobota
Wychodzimy. Kobe Bryant (to po koszykarzu 😉 jedniodniowa ksywa nadana przez tatina 😉 ubrany już do wyjścia odwala swój pierwszy świetny żart. W pełnym rynsztunku trzaska kupę. Rozbieramy, myjemy i ubieramy na nowo 🙂
Podobieństwa do sióstr:
- Też urodził się w szaliku na szyi.
- Też ma unikatowy kształt czaszki, zgodny z tym jaki miał Tutenchamon 😉
- Też jest mistrzem min i trzaska cały czas jakieś face-y 🙂
- Też zasypia przy Mozarcie…