Myjmy ręce!

Z nieznanych mi względów na dziale noworodkowym umieszczono mnie w trochę lepszej "dwójce". W rogu, tak jak i w trójkach była umywalka.Po jednej jej stronie było mydło w płynie, po drugiej okropnie pachnący środek dezynfekujący na spirytusie. Razem ze mną leżała młoda lekarka. I ona, podobnie jak lekarze na obchodach, korzystała tylko z tego drugiego.
Więc się o to zapytałam:

  • Czy używasz tego środka dezynfekujacego?
  • Tak. On czyści ręce. Ludzie okropne bakterie przenoszą na dłoniach.
  • A nie wysycha Ci skóra?
  • Nie. W przychodni korzystam z tego ponad 50xdziennie.
  • To ciekawe, bo lekarze rzeczywiście mają kontakt z mnóstwem wirusów, a nie chorują.
  • Bo większość ludzi nie myje rąk. Jak wracam z pracy, to wszystko wkładam do pralki. W ogóle nie wnoszę tego dalej. Najgorsze są rota-wirusy…

Bardzo mi ta historia utkwiła w pamięci. Też wierzę w siłę czystości. Przedszkolne ubrania Łuczy codziennie lądują w pralce, a pierwsze co robię jak wchodzę do domu to myję ręce. Może rzeczywiście w tym moc zdrowia?

<><>

O trudach wychowywania trójki nie wiele mogę Wam na razie powiedzieć. Obecnie jest z nami Lutka, więc moje dzienne aktywności ograniczają się do zdefiniowania co chcę na obiad. Wyjeżdża w piątek, a od poniedziałku na tacierzyńskim chce posiedzieć Diabli. I pewnie dopiero za dwa tygodnie dotrze do mnie w co się wpakowałam ;))

<><>
  • Mamo, a kiedy skończy Ci się jedzenie w brzuchu?
  • No mam nadzieję, że jeszcze kilka miesięcy Mieszko będzie miał co jeść.
  • A potem mogę go karmić ja?
  • Tak Łuczku.
  • W tym moim foteliku?
  • Chcesz go karmić w foteliku?
  • Tak. Tym zielonym.
  • Oczywiście. Będziemy kupować takie małe słoiczki i będziesz go karmić.
  • Tak!

Mieszko i dziewczyny

Jeszcze w szpitalu kiedy junior rozglądał się po ścianach tłumaczyłam mu: To nie jest prawdziwy świat. Prawdziwy świat zobaczysz gdy poznasz swoje siostry. 🙂

Lila była zaciekawiona. Wręczyła mu zabawkę i z przejęciem poinformowała, że płacze.
Płakałam też ja, kiedy je zobaczyłam po prawie tygodniu 🙂 Ależ się za tymi kluchami stęskniłam!
Łucja była z większym dystansem do brata. Mam wrażenie, że chyba bardzo to przeżywa. Zastrzeliła mnie  poczuciem odpowiedzialności i dojrzałością. Przez ten prawie tydzień pocieszała Lilę, że niedługo zobaczy mamę i samej w nocy zdarzało się jej chlipać :)) Mówiła jej: dzisiaj ja będę Twoją mamą, a za 3 dni już będzie nasza mama.

Dużo emocji przyniosła pierwsza kąpiel. Łucja powiedziała: Nigdy nie widziałam takiego małego siusiaczka. Zastanawiający ten przymiotnik… 🙂

Jeśli zaś chodzi o mnie, to ponieważ się negatywnie wypowiadałam… To chciałam odkręcić tekst, że takie małe jajeczka są paskudne. Nie wiem jak mają inni mali chłopcy, ale to co ma Mieszko jest najpiękniejsze na świecie! 🙂 Diabli twierdzi, że to po nim, ale nie do końca się z tym zgadzam :p

Gwiezdne klony – epizod III

Poniedziałek
5:20. Budzę Lutkę:

  • Mamuś, my już jedziemy. Jak chcesz przenieś się do naszego łóżka. Jak dziewczyny się obudzą to do Ciebie przyjdą.

11:00, po obchodzie w szpitalu,decyzja kiedy mnie tną. Ordynator mówi:

  • Zaczekajmy do poniedziałku. Dzidziuś jeszcze jest mały.

Moja gin rzuca:

  • Zróbmy jeszcze jedno USG.

Robimy. Waga pomiędzy 3000 a 3150. Udaje się przeforsować termin środowy. Uff… Zabieg poniedziałkowy oznaczałby, że wyjdę najwcześniej w przyszły czwartek.

Wtorek
Jak przystało na szpital akademicki pełno studentów. Wypełniam więc ankietę przyszłej fizjoterapeutki o konieczności terapii po cc i pomagam przyszłemu psychologowi, który pisze o wysokości lęku przed i po zabiegu. Niesamowite dziewczyny (pacjentki) są na tym moim oddziale ciążowych powikłań. Kobiety wykazują się naprawdę niezwykłą siłą i determinacją by posiadać dzieci. Każda z osobna jest dla mnie bohaterką.

Środa
Cykl przygotowań do zabiegu. To Wam oszczędzę.Między innymi KTG. Robione zresztą codziennie. Pielęgniarka co odrywa wydruk mówi:

  • Dobrze, że dziś  ma pani zabieg, bo to KTG jest takie…

Jestem druga. Pierwsza jest dziewczyna z pokoju. Ma cukrzycę i waga dziecka jest bardzo duża. 4800. Łapię doła, że mojego malucha źle ocenią po takim gigancie :/

Oto i ja w specjalnej operacyjnej koszuli, z już podpiętą kroplówką na tle choinki z bombkami z konferencji medycznych :)). Nie ma to jak rodzić w okresie świątecznym :)))

Wjeżdżam na salę. Lekarze rozmawiają. Obecni: studenci, pielęgniarki, położna. Podsłuchuję:

  • Moja gin: Ale opalenizna pani doktor! Kanary czy Hawaje?
  • Neonatolog: Samoopalacz 4 pory roku.
  • Anestezjolog: Jaki?
  • Neonatolog: 4 pory roku. Nikt nie chce mi wierzyć.
  • Moja gin: Doktorze jak tam pacjentka?
  • Anestezjolog: Już się wkłuwam. Poczuje pani zimno… Teraz proszę zrobić koci grzbiet. Bardziej. (cfaniak, sam sobie zrób koci grzbiet z brzuchem). Pani Mariolko, proszę mi pomóc nagiąć pacjentkę.

Pani Mariolka ma niezwykłe oczy (Mariola Okocim?), seksowną opaskę na ustach i wąską paczkę ligtów w prawej kieszeni fartucha.
Chwilę później leżę na wznak. Kroją.

  • Moja gin: Po takim porodzie jak dziś rano, to czuję że mogę wyjąć każde dziecko.
  • Anastezjog: Gdyby tak każdy dzień zaczynać nie trzeba by chodzić na siłownię.
  • Gin: Zielone wody!

Anastejzjolog patrzy na monitor z moim tętnem. Chwilę później słyszę dalej:

  • Pępowina wokół szyi!

Czas stanął. I w tej ciszy usłyszałam skrzek. Awanturujący się skrzek. Udało się. 10:48. Łzy lecą mi z kącików oczu, przez skronie i wpadają do uszu. I pokazują mi tę fioletową wrzeszczącą kulkę:

  • Może być taki?
  • Może.
  • Możemy wymienić na jakąś dziewczynkę.
  • Nie. Chcę tego.
  • Na pewno? Miałyśmy dobrą intuicję, żeby go już dzisiaj wyjąć.

Zaczynają mnie składać z powrotem. W drugim końcu sali ważą, czyszczą i ubierają juniora.

  • Moja gin: I jak pani doktor? Zuch chłopak?
  • Neonatolog: Zuch!
  • Nie ma objawów hipotrofii?
  • Nie. Miały być?
  • Nie. Tylko ta waga planowa nie była duża.
  • Jest 3130. 10 punktów!
  • Macica w bardzo dobrym stanie. Nie ma żadnych zrostów. Mięsień gruby. Jak pani chce tę trzecią dziewczynkę to można. Nie namawiam, ale można.

Godzina 12. Leżę na pooperacyjnej. Zagląda neonatolog. Z drugiego końca korytarza, woła moja gin:

  • I jak …-iński?
  • Dobrze. Właśnie wyjęłyśmy go z inkubatora i pruje się najgłośniej ze wszystkich. I do mnie:
  • Także zdrowy 🙂 Musimy jeszcze porobić badania, żeby wyjaśnić te zielone wody…

16-sta.Diabli pojechał zrobiwszy uprzednio kilka zdjęć. Wraca czucie, schodzi znieczulenie. Łooo, matko, ale boli. Spróbuję się przkręcić, chociaż te dziesiątki rurek z i do mojego ciała nie ułatwiają… Ałaaa… Cień mojej kroplówki wygląda na ścianie jak wielki struś. Czy mogę prosić o koleją dawkę ketanolu? Mogłam… Cień tej kroplówki w kącie przypomina torreadora… Albo kolumnę jońską…

Siadam po 8 godzinach. To nie jest jakiś rekord świata, ale wyjątkowo szybko jak na mnie. I w ogóle tym razem dochodzę do siebie szybciej. W dniu wypisu mogę się nawet zakrztusić, albo wysmarkać (a wymaga to aktywności brzucha). Mam co prawda jakiś pooperacyjny syndrom pourazowy, czyli makabryczny ból głowy, ale i na to dostaję super lek.

Czwartek
Pierwsza wspólna noc. Od dawna mi się nie śniło nic przyjemnego, a tym razem mam wyjątkowo piękny sen. Dwoje pięknych młodych ludzi uczy się swoich ciał w sadzie pełnym jabłek

.


Sobota
Wychodzimy. Kobe Bryant (to po koszykarzu 😉 jedniodniowa ksywa nadana przez tatina 😉 ubrany już do wyjścia odwala swój pierwszy świetny żart. W pełnym rynsztunku trzaska kupę. Rozbieramy, myjemy i ubieramy na nowo 🙂

Podobieństwa do sióstr:

  1. Też urodził się w szaliku na szyi.
  2. Też ma unikatowy kształt czaszki, zgodny z tym jaki miał Tutenchamon 😉
  3. Też jest mistrzem min i trzaska cały czas jakieś face-y 🙂
  4. Też zasypia przy Mozarcie…

Fryzjer, kosmetyczka, ostatnia kąpiel z pianką, maseczka, depilacja, s-x z mezem i na pożegnanie spa-am jeszcze do kinka

– Chubus przed trzecią cesarką, forum sierpiówek, wpis z maja 2008

Jak w maju Diabli wygonił mnie do lekarza na kontrolę, nie mogłam się dostać do mojej gin. Nie pamiętam dlaczego. Czy jej wtedy nie było, czy termin był odległy, ale poszłam do innej.
I trafiłam na super-babkę. Młodą, sympatyczną i na dodatek pracującą w niezbyt odległym i cieszącym się wysoką renomą szpitalu. Ale ponieważ zapisałam się też na pierwszy wolny termin do tej mojej na kolejną wizytę już z kompletem wykonanych badań poszłam do tej poprzedniej.
I jednak okazała się być lepsza. Miałam taką jedną wątpliwość i ona od razu wiedziała o co chodzi. No więc zostałam jednak przy niej. I znosząc muchę Diabla, że do porodu będziemy jechali trzy godziny wytrwałam chyba do końca.

Za pół godziny przyjeżdża Krzycho z Lutką. Dziadki skróciły  swojego Sylwka w Krynicy i przyjeżdżają po wnuczki. Jutro rano zabierają je na tydzień do siebie. My tymczasem po 5 rano ruszamy do szpitala. Tak żeby być przed 9-tą.
Plan jest taki, że kładą mnie na patologii, wpisują w grafik cc i lada moment ciachają. Za tydzień jakby nie było zamierzam być spowrotem w domu.
Diabli mnie odwozi i wraca. Przyjeżdża na poród, a potem po odbiór. Z doskonałej listy Chubusa wykonałam niewiele:) Fryzjera mam dziś na 17-stą, a do kina nie ma mowy żebym poszła. Coś natomiast z czego jestem dumna, odwaliłam zlecenie, które przyszło we wtorek. Ci co przysłali nawet nie wiedzą, że jestem w ciąży 🙂

Noc Tryfidów

Południe, wczoraj:

Diabli objeżdża okoliczne sklepy w poszukiwaniu fajerwerków. Nie ma. Tam gdzie są, kłębiący się tłum. Po drodze spotyka sąsiada. Sąsiad szuka dalej (i w końcu znajduje), Diabli wraca do domu.


Godzina 16:

Na obiad, ostatni w 2010: krupnik i pizza. Chyba najlepsza jaka mi kiedykolwiek wyszła.


Godzina 20:

Oglądamy La bambę na Polsacie. Ritchie Valens śpiewa swojej dziewczynie Donnę. Łzy leją mi się po policzkach (hormony?) Mówię:
  • Ależ bym chciała,żeby ktoś dla mnie napisał kiedyś jakąś piosenkę!
  • Ooooo…. Justa…. Oooo….Juuusta… (na muzykę Donny śpiewa Diabli 🙂

Godzina 22:15

Dziewczyny padają na nosy. W dzień nie spały, do północy nie dotrwają, chociaż chcą. Kąpiel i 20 minut później śpią.


Godzina 23:40

Siedzę w wannie. Czytam starą prasę. Diabli wchodzi do łazienki:
  • Za 10 minut zaczają strzelać. Wyłaź z wanny.
  • Już.
  • I zabierz stąd tę mokrą gazetę!

24:00 Nowy Rok

Strzelają i strzelają 🙂 Stoimy w oknie sypialni. Mówię:
  • Oooo, zobacz jak tamta poleciała. To musiała być ta za 30 zeta;)
  • Nieźle. Fakt. Ja lubię te, które tak wysoko lecą.
  • Chyba jest trochę mniej niż rok temu?
  • Może ludzie zrozumieli, że to niebezpieczne.
  • Mhmm… Uchylę okno, żeby się sztachnąć tym zapachem rac.
  • Ale tylko na chwilę, bo mi zimno.

Godzina 24:15

Sąsiad wychodzi z synem odpalać petardy. Musiał zmienić Vat w sklepie. Stąd opóźnienie. Ustawia strzelające wiaderka w ogródku. Ja:
  • Fajne takie eksplodujące wiaderko.
  • Fajne. Widzisz, odpala od papieroska, bo tak najłatwiej.
  • Aha. Te jakieś kiepskie. Idę się posmarować kremem.
  • […] Ominęły się takie, które się przewróciły i osmaliły śnieg.
  • Czyli kiepskie kupił? 🙂 Czyli wiemy już za rok, żeby nie kupować w Kaufflandzie 😉
  • Mamy cały sezon Fringów?
  • Mamy.
  • Oglądamy?
  • Zacznijmy.

I przed pierwszą oboje już spaliśmy. Powiem Wam, że chyba się starzejmy :)) Trzeba się jakoś odmłodzić chyba… Za rok będziemy świętowaniem nadrabiać! 😀