Z nieznanych mi względów na dziale noworodkowym umieszczono mnie w trochę lepszej "dwójce". W rogu, tak jak i w trójkach była umywalka.Po jednej jej stronie było mydło w płynie, po drugiej okropnie pachnący środek dezynfekujący na spirytusie. Razem ze mną leżała młoda lekarka. I ona, podobnie jak lekarze na obchodach, korzystała tylko z tego drugiego.
Więc się o to zapytałam:
Więc się o to zapytałam:
- Czy używasz tego środka dezynfekujacego?
- Tak. On czyści ręce. Ludzie okropne bakterie przenoszą na dłoniach.
- A nie wysycha Ci skóra?
- Nie. W przychodni korzystam z tego ponad 50xdziennie.
- To ciekawe, bo lekarze rzeczywiście mają kontakt z mnóstwem wirusów, a nie chorują.
- Bo większość ludzi nie myje rąk. Jak wracam z pracy, to wszystko wkładam do pralki. W ogóle nie wnoszę tego dalej. Najgorsze są rota-wirusy…
Bardzo mi ta historia utkwiła w pamięci. Też wierzę w siłę czystości. Przedszkolne ubrania Łuczy codziennie lądują w pralce, a pierwsze co robię jak wchodzę do domu to myję ręce. Może rzeczywiście w tym moc zdrowia?
<><>
O trudach wychowywania trójki nie wiele mogę Wam na razie powiedzieć. Obecnie jest z nami Lutka, więc moje dzienne aktywności ograniczają się do zdefiniowania co chcę na obiad. Wyjeżdża w piątek, a od poniedziałku na tacierzyńskim chce posiedzieć Diabli. I pewnie dopiero za dwa tygodnie dotrze do mnie w co się wpakowałam ;))
<><>
- Mamo, a kiedy skończy Ci się jedzenie w brzuchu?
- No mam nadzieję, że jeszcze kilka miesięcy Mieszko będzie miał co jeść.
- A potem mogę go karmić ja?
- Tak Łuczku.
- W tym moim foteliku?
- Chcesz go karmić w foteliku?
- Tak. Tym zielonym.
- Oczywiście. Będziemy kupować takie małe słoiczki i będziesz go karmić.
- Tak!
