Drugi dzień urlopu Diabli wykorzystuje na prawno-formalne obowiązki (odbiór aktu urodzenia, wniosek o pesel i becikowe). Być może niektórzy pamiętają emocje jakie wywoływały u mnie pomysły imienia dla Juniora. Ale im bliżej porodu, tym nabierałam do tematu dystansu. A gdy parę dni przed Diabli poruszył ten temat byłam już zupełnie wyluzowana:
- A jak damy na drugie?
- A jak chcesz?
- Może Johny?
- Johny? Czyli Jan? Niech będzie.
- A może chcesz po jakimś swoim dziadku?
- Nie. To bez znaczenia.
- A jak mieli na imię?
- Jeden był Piotr, a drugi Jakub.
- To może Piotr?
- Piotr już jest na drugie Mały. Niech będzie Jan.
Potem wystąpiły co prawda wahania pomysłów, gdy Miecho pojawił się na świecie… Gdy Diabli uznał, że a)jest taki piękny, więc może niech będzie Łukasz, b) ma takie długie nogi, więc może Cobe, bo na pewno będzie z niego świetny rozgrywający. Ale koniec końców wygrał wariant klasyczny 🙂
<><>
Z cyklu: Ach ci mężczyźni
- Wiesz Justku, postanowiłem, że muszę zacząć pisać bloga.
- Szafę?
- Nie. Będę dawał takie tytuły wpisów jak: Piąty dzień pod rząd nie pozwoliła mi dotknąć swojego biustu.
- No bo on boli.
Po kąpieli smaruję te mini jajeczka sudocremem. Diabli:
- Chciałbym, żebyś o moje tak dbała.
- Twoje nie są takie ładne.
Ubrany do spania Mieszko je. Diabli:
- Jaki on jest bezproblemowy facet.
- Dostaje to czego Ty nie możesz dotknąć 🙂
