Z niemowlakami jest jeden problem… Zgodnie z zaleceniami WHO karmienie na żądanie. Tak? Więc je to małe coś co chwilę. W drugim miesiącu zaczyna to trochę przechodzić, bo zaciekawia go otaczający świat, ale początki to jest nieustanne jedzenie. No więc tak zalegam koło tego małego osobnika raz po raz. Kładę się, kotwica opada i tkwimy na tej mieliźnie przez 20 minut. Czasem wpadnie Lila i zdumiona krzyknie: On znowu je! A czasem Łucja z jakimś egzystencjalnym pytaniem.
Czy jest jakieś remedium na nudę? Jak zapełnić te 20 minutowe sewencje powtarzające się wielokrotnie w ciągu dnia??
Z Łucją czytałam książki. Zawsze jakaś leżała na łóżku i jak przychodziło co do czego to ten kolejny rozdział przeczytałam.
Z Lilą rozmawiałam z Łucją. Ona bardzo przeżywała te posiłki siostry i dużo o tym rozmawiałyśmy.
A z Mieszkiem? Oglądamy filmy. Po 20 minut na raz 😉 Skończyłam z nim pierwszy sezon Merlina i obejrzałam polecany przez brata "Black Swan". W kwestii tego drugiego mogę powiedzieć tylko, że zawsze wiedziałam, że doskonałość jest niezdrowa 😉
- Mamo, a kiedy on będzie chodził?
- Za rok, jak będą święta to będzie już próbował.
- Za rok?
- Ale wcześniej będzie chodził na czworakach, układał z Wami klocki i uśmiechał się. Ciekawe do kogo najpierw się uśmiechnie…
- Do kogo?
- Nie wiem. Ty uśmiechnęłaś się najpierw do taty. Jak miałaś równo miesiąc. A Lila najpierw uśmiechnęła się do Ciebie. A Mieszko jeszcze nie wiadomo do kogo się uśmiechnie.
- A kiedy będzie mnie bronił?
