Nie będę się znowu zachwycała racami naszego sąsiada!

Powiedziałam mężowi i wygoniłam do sklepu po petardy. W jednym nie było, ale mam nadzieję, że jakieś znajdzie…

Ludzie żyjący w układach i związkach zawsze obierają jakąś skrajność. Jeśli jedno jest porządnickie, to drugie chociaż nie bałaganiarz, przy tym pierwszym bałagani bardziej niż zwykle. Taka równowaga. U nas łapiemy ją w kwestii rozsądku i umiaru. Diabli to asekurant i dramaturg 🙂 Nie uda się, to niebezpieczne, lepiej tego nie róbmy. Więc ciągnę w drugą stronę: kupmy te race. Milion ludzi tak wita Nowy Rok. Kup pudełko, które się podpala i staniemy 20 metrów dalej… Zobaczymy czy coś wywalczyłam na dziesiejszą noc 😉
No i właśnie. Za godzin naście kolejny rok.

2011

Niezła data, nie? Pamiętam jako dziecko kazałam tacie wyliczać ile będę miała w 2000. Ależ będę stara! – wykrzykiwałam. A tu kolejna data z magicznymi cyferkami.

Jaki będzie 2011?
Na pewno remontowy. Z obecnego roku przechodzi remont poddasza i element naszej sypialni, którego nie będę nazywać bo robię to od kilku lat (ale może w styczniu TO zrobimy). Na jesieni ruszy pewnie akcja z kolektorami, więc będzie ruina z nową termą. Po drodze porządki z ogródkiem i jakaś taka re-aranżacja bawialni w połowie roku, gdy postanowimy wynieść Młodego do innego pokoju.

Plany:
Wszystko jest skompilowane wokół juniora. Więc niech on najpierw się pojawi, a potem zacznie się rewolucja. Logistyczno- motoryzacyjno-wnętrzarska.
Ja, jako ja chciałabym jakoś od kwietnia rozwinąć pewne zawodowe układy. Idą wyższe Vaty, podwyżki, no i skoro panny ruszają od września do przedszkola to czas się za siebie zabrać. Tym bardziej, że trochę ostatnio przystopowałam.
Mhm… I tyle.

SZCZEŚLIWEGO NOWEGO ROKU! 😀

 

Z nią się śpi jak z Twoim bratem. Niby pół życia miał niedowagę, ale jak przygniótł ręką w nocy, to jakby tonę ważyła.

– Lutka o Lili. Do mnie. Babcia miała parę razy okazję spać z wnuczką.

Lila ostatnio nie najlepiej sypia. Budzi się w nocy i przybiega do nas. I to w wariancie optymistycznym, bo bywa i tak, że budzi się razy kilka i to czasem ze łzami. W normalnym trybie ją odnosiłam, ale teraz by nie dźwigać to śpi z nami. I tak jak Łucja śpi nieruchomo, to ta w nocy się wierci i rozpycha.
Winą obarczyłabym brak spacerów. Nie wychodzimy za bardzo z domu. Po prostu się boję, że się wywalę. Zawsze się czegoś bałam. Z Łucją, że w miejscu publicznym odejdą mi wody i zacznę rodzić w hipermarkecie, albo w korku. A końcówka ciąży z Lilą to były obsesje samochodowe. Jeździłam tylko prawym pasem, rozpędzając się do 30 km i raz po raz hamując. Tym razem boję się wywinąć orła na tym lodzie. Ośrodek ciężkości się przeniósł na brzuch, jest ślisko, no i jakoś tak się to skumulowało.

<><>
  • Już wychodzisz kochanie? Ja chciałam Ci dziś jajecznicę zrobić. Taką ze szczypiorkiem.
  • Idę. Ty idź spać, bo musisz być zmęczona.
  • Śniło mi się dziś, że byłam z dziewczynami w muzeum sztuki współczesnej w Paryżu.
  • Pompidou?
  • Nie… Nazywało się to Museo del Arte Moderno.
  • Dziewczyny były starsze?
  • Nie. Takie jak teraz. A ja byłam oczywiście w ciąży. Weszłyśmy do takiej instalacji z układem oddychania. Lewą dziurką od nosa. Myślisz, że jest takie muzeum?
  • W każdym większym mieście jest muzeum sztuki współczesnej.
  • Wejście było gratis 🙂

Przyjaciółki

Odbiór dzieci z przedszkola. Jakaś 15:30. Zaglądam do sali średniaków. Część biega, część maluje, część się bawi. Kucharka czyta książeczkę. Z jednej jej strony Łucza, z drugiej mały Wiktor.

Chwilę później stoimy we trzy przed kubłami do recyclingu. Wywalam papiery poświąteczne, kartony, torebki z Mikołajem. I przy okazji przepytuję:

  • Co pani Bożenka Wam czytała?
  • Bajkę o Zuzi.
  • Zuzia to lalka czy dziewczynka?
  • Lalka.
  • I Wiktor lubi tę bajkę?
  • Tak.

Drzwi od przedszkola się otwierają i wychodzi koleżanka Łucji- Natalka N. z tatą. Wychodzi i krzyczy:

  • Łucja!!!

Łucja do niej:

  • Natala!
  • Łucja!
  • Natala!

Wymieniamy z ojcem kiwnięcia głową i każdy dalej robi swoje. Ja ładuję do kubłów te papiery, a on otwiera drzwi od budy auta (wóz taki jaki do przeprowadzek) i ładuje na fotelik blond-córkę. (Która nie przestaje krzyczeć):

  • Łucja!!
  • Natala!!
  • Łucja!

Trzask drzwi. Cisza. Łucza do mnie:

  • Będę tęsknić za moją Natalką.
  • Ferie miną szybko.
  • Może do niej jutro zadzwonię?
  • To świetny pomysł. A co robi na Sylwestra?
  • Nie wiem. Muszę się jej zapytać.

Dziś zaczęłyśmy ferie. Do Sylwestra. Potem przyjeżdżają dziadki i zabierają panny na chwilę do siebie 🙂 Jakby nie było dziś rano można się było  chwilę pobyczyć w łóżku. Najbardziej zachwycona była śpioch Lila:

Też jak patrzysz na ten susz w dzbanku to wydaje Ci się, że to miód?

– Diabli. Też tak mam.
Pomimo całego mojego kwakania, że tegorocznym świętom, czy to za sprawą stacjonarnego świętowania, czy też odliczania wstecznego, zabrakło metafizyki, trzeba przyznać, że jedzenie było jak zawsze świetne. Dojadamy to co zostało, parę rzeczy pewnie wrzucę do zamrażarki, ale ogólnie jest już mniej niż było :)) Może nawet na kolację, zamiast bigosu zrobię dziś szopską? 🙂
<>

Usg. Razem ze mną Lila:

  • Ona nie będzie przeszkadzać.
  • Dobrze. Proszę wejść i się położyć. Data ostatniej miesiączki?
  • 10 kwietnia.
  • Czyli 37 tydzień, drugi dzień. Ciąża druga?
  • Nie. Czwarta.
  • Do porodu?
  • Trzeciego.
  • Cięcie jedno?
  • Nie. Dwa.
  • Powód pierwszego?
  • Po terminie ponad tydzień…
  • Brak akcji skurczowej?
  • Tak.
  • Pęcherz ma pani pełny?
  • Yyyyy…Nie potrafię powiedzieć.
  • Kiedy była pani w ubikacji?
  • Rozumiem pytanie :)Tylko, że ja teraz co chwilę chodzę.
  • Może zapalenie pęcherza?
  • Nie. Raczej nie.
  • No to zmierzmy trochę to dziecko… Przybliżona waga 2800.
  • To mały.
  • Dlaczego mały? Wcześniejsze dzieci miały dużą wagę urodzeniową?
  • Nie. 3050 i 3150.
  • Ten będzie zbliżony.Płeć znamy?
  • Znamy [tę płeć to zresztą co chwila było widać]. Po prostu słyszałam taką teorię, że do wagi z połówkowego wystarczy dodać zero i mamy przybliżoną wagę przy porodzie.
  • Pierwsze słyszę i umówmy się nie będę nikomu tego powtarzał 🙂
  • Ale jakiś taki mam wielki brzuch i sądziłam, że będzie duży.
  • Mogę dopisać, że na życzenie pacjentki rozmiar dziecka jest większy. A brzuch ma pani normalny.
  • Wydaje się panu… Znam przypadek osoby, która miała tak duży brzuch, że nie sięgała do zlewu…
  • To pani jeszcze sięga
  • Bo mam długie ręce… Proszę mi powiedzieć, to starzenie łożyska i tym podobne. Czy jemu jest dobrze?
  • To raczej na podstawie płynu owodniowego można stwierdzić. Idealnie nie jest, ale jest mu dobrze.
  • To super. Szpital, który wybrałam jest dość daleko i wolałabym, żeby nic się wcześniej nie zaczęło.
  • Nie powinno. Tylko proszę już na siebie uważać.
  • Dobrze. Jak przetrwałam Święta i w coś się zmieściłam, to Sylwester mogę powitać w szlafroku.
  • Chyba nie wybiera się pani na żaden bankiet??
  • Nie 🙂 Nie ma strojów w takim rozmiarze :))

Podsumowanie ostatniego dziesięciolecia

Koniec roku wydaje się być nieunikniony, więc warto zabrać się za podsumowanie. Tym bardziej, że można się pokusić o objęcie wnioskami ostatniego dziesięciolecia.
Dla mnie był to okres przełomowy. Od końca studiów, przez  dylematy, po założenie rodziny. Od rozstajów do samo-określenia.

  • Politycznie i społecznie najistotniejsze było chyba nasze wejście do Unii w maju 2004. Po paru latach widać pierwsze minusy i zagrożenia tego posunięcia, ale chyba koniec końców dobrze się stało. Nie ma granic, których nie znosiłam, ale mamy np. cło na rzeczy spoza Unii…
  • Największym wydarzeniem w dziedzinie muzyki było pojawienie się osobowości scenicznych. Zawsze muzycy byli "wyraziści", ale obecnie nie przypominają doskonale plastycznej masy, ale są świadomymi i inteligentnymi prowokatorami. W skali micro mamy np. takich Cezików, a w skali macro Lady Gagę.
  • Mieliśmy pandemie i epidemie. Ptasia grypę i chorobę wściekłych krów… Ale nauczyło nas to, że często są to zjawiska nagłaśniane przez producentów szczepionek. Nic ne sprzedaje się lepiej niż zbiorowa histeria. A jako osoba pracująca z firmą, która fortunę zbiła na ptasiej grypie, mówię Wam, że to prawda.
  • Najważniejszym środkiem przekazu okazał się być Internet. 10 lat temu łączyłam się przez modem, strony pojawiały się i znikały, a posiadania własnej cyberprzestrzeni było ewenementem. Obecnie blogi, fora i portale są równie opiniotwórcze, jak inne środki przekazu. W ogóle technika stała się bardziej dostępna. Mamy cyfrówki, coraz łatwiej opanowujemy nowe aplikacje i urządzenia.
  • Filmowo początek XXI wieku należy do seriali. Jaskółki tendencji pojawiły już wcześniej, ale pomimo sukcesów Klossa czy Isaury, producenci nie umieli wyciągnąć z tego wniosków.
  • Mieliśmy swoją mega dawkę światowych katastrof i kataklizmów. Rekordzistą był chyba ostatni rok (Smoleńsk, powodzie, susze i wulkaniczne pyły). Ale z tym chyba trzeba się oswoić. Mniej może nie być.
  • Rozpoczęta została walka z terroryzmem, która przemieniła się w walkę z Islamem. Pamiętam jak na drugich studiach nam mówiono: zapamiętajcie tę datę: 11 września 2001.  Zamach na WTC. To jest historia.
  • Pojawiła się moda na posiadanie dzieci. Czy to za sprawą celebrytów z Hollywood czy powrotu pewnych wartości, dzieci zalały świat. Przynajmniej ja tak to widzę.
  • Oglądaliście przynajmniej jeden odcinek sagi Zmierzch? Autorką jest Mormonka. Bohaterowie są bardzo zachowawczy, chociaż erotyka wisi w powietrzu. To kolejny nurt. Wahadłowo, jak w literaturze, po epoce rozwiązłości nadchodzi czas wstrzemięźliwości.

A sam 2010 dla nas?
To był głównie rok remontowo-porządkowy. Rozpoczął się budową bawialni, objął malowanie większej części domu i drenaż ogródka. Kolejny dobry rok, chociaż chyba ciut trudniejszy niż 2009. 

Leżakowanie jest dobre nie tylko dla wina

W drugi dzień Świąt jest chyba zalecane wszystkim ;))

Można więc co prawda zacząć dzień od wrąbania ptysia (ciocia Ula robi naprawdę pyszne)…

Ale zaraz potem należy już zalec…
Można na babci…

Można na tacie…

Można na młodszym bracie…

Albo po prostu jak siostra z siostrą 🙂

A wieczorem przewróciła się choinka.
Święta, święta i po świętach! 🙂

Tato, a skąd Ty znasz piosenkę którą uczyłam się w przedszkolu?

Łucza o kolędzie zaintonowanej przez Diabla 🙂

Jakoś tak nam wszyscy wyszli naprzeciw z organizacją Świąt, że właściwie nie odchodzimy od stołu… Wigilie spędziliśmy z rodziną Diabla. Dzisiejsze śniadanie również. Na obiad, z obiadem przyjechali do nas moi rodzice z bratem. I jutro na śniadanie będą też. A na obiad jutrzejszy spowrotem do rodziców Diabla. Ufff… Jemy i jemy. Staram się limitować sobie te porcje, ale odstępy pomiędzy posiłkami są naprawdę krótkie.

Marzył by mi się spacer, ale odwilż i mżawka, tudzież nagłe zamrożenie wszystkiego i zrobienie mega ślizgawki, nie sprzyjają pieszym wycieczkom. Pominę to, że ja to chodzę w takim tempie, że nawet do pracy w zoo do opieki nad żółwiami się nie nadaję.

Krótka więc foto-rela z wczoraj. Dziś padły mi baterie, więc może jutro nadrobię 🙂
Pan Pączek na kanapie (pani Pączkowa za chwilę 😉 Kulinarne odkrycie dziewczyn: kompot z suszu. Lubią obie.

Ragazze w sukienkach w kratkę. Ja też byłam kratkowa i tak sobie myślę,  czemuś my tylko tego tatina w krawat w kratkę nie zestroiły?
Wnuczki z dziadkiem Samurajem. Na pierwszym planie pierogi. Bo u Diabla w domu na Święta jada się pierogi. Ale nie ma np. karpia. A ja go uwielbiam!!! Ale, spoko 😉 Dziś już mi go dowieziono 🙂 Od razu dwa kawałki takiego smażonego wciągnęłam ;))

A tak słuchajcie, wygląda ofiara przejedzenia 🙂

Bożonarodzeniowe kazanie

Jakim chciałam Was dzisiaj poczęstować, dotyczy RODZINY. Przyszło mi to do głowy na Jasełkach.

Sympatycznych mamy rodziców w przedszkolu. Nie wiem czy to za sprawą dzieci we wspólnym wieku, czy tego że wszyscy wybraliśmy przedszkole na odludnym krańcu gminy, ale z każdymi czuję jakieś podobieństwo. Lecz doskonale widać, którzy żyją życiem swoich dzieci. Nie przekłada się to ani na wykształcenie, ani na wielkość portfela czy rodziny. Po prostu zdarzają się tacy, którzy zawsze stoją w pierwszym rzędzie z kamerą czy aparatem, ściągają na spotkania całe rodziny i awanturują się o  przedszkolne menu. I nie potrafię powiedzieć jak to wpłynie na losy czy kariery ich dzieci, ale na tym pierwszym etapie są to dzieci najbardziej pewne siebie i chyba najszczęśliwsze.

Warto być takim zaangażowanym rodzicem 🙂
I do tego przydają się również Święta. Może nawet w wieku doroślejszym bardziej. Dzięki nim raz w roku – przynajmniej raz w roku; musimy tę rodzinę jakoś spędzić. Nie ma znaczenia czy to na karpia, indyka czy jakiegoś placka. Nie ma znaczenia w jakim kraju czy w jakiej kulturze. Czy w grudniu, czy w styczniu, czy na wydarzenie rodzinne, rocznicę czy kościelną uroczystość… Ważne, żeby data była stała i nadrzędna do innych wydarzeń życiowych.

My tradycyjnie spędzimy Święta przy różnych stołach. Ale znajdą się przy nich wszystkie ważne dla nas osoby.

Wesołych ŚWIĄT!

Pokój do pakowania prezentów

Czytałam kiedyś o Aaronie Spelingu (ten koleś od Dynastii i innych hitowych serialów lat ’90). Podobnie jak piszącego artykuł, zdumiała mnie informacja, że w swoim domu posiada specjalny pokój do pakowania prezentów. No cóż za bzdura!
Ale jak się nad tym zastanowić, to musi być wspaniałe pomieszczenie. Nie tylko różnokolorowe papiery podzielone na świąteczne i okazjonalne, ale też różne pudełka, wstążeczki i kokardki w różnych szufladkach oraz duży pusty, niezbyt puchaty dywan po środku, na którym można siąść, rozwijać długaśne rolki papierów i zapakowywać prezenty.
Bo wydaje mi się, że wszyscy ludzie świata pakują prezenty siedząc na podłodze 😉

U nas w domu pakowanie to na ogół awantura. Pan Doskonały 😉 uznaje tylko prezenty symetryczne. Idealne kostki, które starannie zawija papierem i obwiązuje wstążeczką. Kiedy próbowałam przemycać jakieś aniołki i bibeloty doczepione do prezentu głównego była o to awantura. Dlatego też do wczorajszego pakowania zasiedliśmy w lekkim napięciu wiedząc co może się zdarzyć 😀
Ale początek był przyjemny. Każdy się uśmiechał do swojej paczki i po zapakowaniu pokazywał: To jest dla Twojej siostry lub Taki jest dla Twojego taty. Diabli dostawał kształty klasyczne, co nie przeszkodziło mu w pomrukiwaniu: Za rok wszystkim kupimy książki 🙂
Pite było wino i herbata (ja) a z czasem zaczęliśmy się relaksować i nawet potoczyła się rozmowa:

  • Widziałem dzisiaj syna jednego z agentów z którym pracuję. Taki misiek, ale nie gruby.
  • Aha.
  • Bardzo ładna jest ta młodzież teraz.
  • Mi też się podoba. Nawet czasami sobie myślę, jakich to chłopaków mogą mieć dziewczyny.
  • Miał dłuższe włosy i wyglądał naprawdę nieźle. Wysoki, dobrze zbudowany…
  • Ja im zazdroszczę zębów. Bez plomb i błyszczące.
  • Nie, zębów to nie.
  • A właśnie, że tak. Moja miłość z ogólniaka, koszykarz właśnie, miał zęby straszne.
  • To już nie moja wina.
  • Rozumiem, że Twoje wszystkie miłości mogły brać udział w reklamie Signal.
  • I Rowenty…
  • Boję się zapytać dlaczego…
  • Odkurzacza Rowenty… Komu to pakować?
  • To Lutce. Ja zapakuję, bo to asymetryczne.

Diabli popatrzył jak w miskę (mixing bowl) michawkładam wystające z niego pudełko z lokówką i kalendarz z wnuczkami (standardowy prezent dla wszystkich dziadków) i przytaknął:

  • Miałaś rację. Zdenerwowałbym się.

I jakoś tak szło. A potem Diabli wstał i powiedział, że zapakowaliśmy już połowę i on dalej nie pakuje, bo już bolą go kolana od takiego siedzenia 🙂 Więc się z-awanturowałam, że jak niby ja mam dziewczyny trzymać z dala przez cały dzień od tych papierów i prezentów. I jakoś dobrnęliśmy do końca. A w nocy marzył mi się specjalny pokój do pakowania… 🙂

Proszę trzymać rękę wyprostowaną. Zaraz przykleję plasterek. Trzymać, bo inaczej się siniak zrobi!

I tak się zrobi. Zawsze się robią. Ale za to to już ostatnie pobieranie krwi! 🙂 Pewnie mnie skłują jeszcze w szpitalu, ale to już inaczej będzie 🙂 Lista tych końcowych badań zdumiewająca: i hiv mi zbadają i odczyn Wassermanna… Aż Diabli czeka zainteresowany na wyniki… 😉

<><>
  • Łuki, kupujemy jemiołę w tym roku?
  • Koniecznie. Rok temu nie było i widzisz jak się działo.
*

W kwiaciarni. Ja do męża:

  • Słońce, którą bierzemy?
  • Mi najbardziej podobają się te małe gałązki. Przyczepimy w różnych miejscach domu. Do lamp i ścian.
  • O, nie! Ma być wielki kawał gałęzi! Nie możemy ryzykować dwóch takich gołych lat pod rząd! 🙂