No i właśnie. Za godzin naście kolejny rok.
Niezła data, nie? Pamiętam jako dziecko kazałam tacie wyliczać ile będę miała w 2000. Ależ będę stara! – wykrzykiwałam. A tu kolejna data z magicznymi cyferkami.
Jaki będzie 2011?
Na pewno remontowy. Z obecnego roku przechodzi remont poddasza i element naszej sypialni, którego nie będę nazywać bo robię to od kilku lat (ale może w styczniu TO zrobimy). Na jesieni ruszy pewnie akcja z kolektorami, więc będzie ruina z nową termą. Po drodze porządki z ogródkiem i jakaś taka re-aranżacja bawialni w połowie roku, gdy postanowimy wynieść Młodego do innego pokoju.
Plany:
Wszystko jest skompilowane wokół juniora. Więc niech on najpierw się pojawi, a potem zacznie się rewolucja. Logistyczno- motoryzacyjno-wnętrzarska.
Ja, jako ja chciałabym jakoś od kwietnia rozwinąć pewne zawodowe układy. Idą wyższe Vaty, podwyżki, no i skoro panny ruszają od września do przedszkola to czas się za siebie zabrać. Tym bardziej, że trochę ostatnio przystopowałam.
Mhm… I tyle.










wkładam wystające z niego pudełko z lokówką i kalendarz z wnuczkami (standardowy prezent dla wszystkich dziadków) i przytaknął: