Jakbym nie googlała czy nie wyliczała, do końca malowniczego okresu zwanego połogiem zostało mi jeszcze 5 tygodni. Przez ten czas będzie się cofała większość zmian w moim organizmie. Obwód brzucha już jest 90 cm, no i czuję, że wszystko się jeszcze cały czas obkurcza. Zmiany będą i na lepsze i na gorsze. Czyli z jednej strony unormuje się laktacja i znikną siniaki (np.po takich domięśniowych zastrzykach anty-zakrzepowych), ale pogorszy się cera. Itd. Plus sytuacyjny, związany z doświadczeniem, taki, że wiem zmiany nadejdą i gdy mąż mnie wieczorem poklapuje po wielgachnym udzie nawet nie budzi to mojego poirytowania 🙂
Młody na okoliczność mini-rocznicy zgubił dzisiaj w nocy ostatni fragment pępowiny. Za to więź mentalna pomiędzy mną a nim jest już zupełnie solidna 🙂 Zgodnie z moim podręcznikiem do obsługi dzieci śpi jak większość noworodków ponad 20 godzin na dobę, a krótkie okresy aktywności (jedzenie, kąpiel i ubieranie) dostarczają takiej dawki wrażeń, że musi to odreagować snem 😉
W zaznaczaniu różnicy pomiędzy dniem a nocą pomagają mi dziewczyny. Zwiększona ilość pisków to dzień, cisza to noc 🙂
