I-szy spacer

Wbiłam się wczoraj na dobranoc w spodnie od piżamy rozmiar 38… Dawno nic tak nie opinało mi kształtów, ale dawno też nie czułam się taka WOW… 🙂 Noc przespałam dobrze, a zachęcona sukcesem przejrzałam o poranku garderobę. I okazało się, że w jedne spodnie przed-ciążowe się mieszczę! Nawet Diabli spojrzał na mnie z miną lisa, który widzi ser ;))
Krokiem kolejnym była wyprawa na spacer. Wygrzebałam z gospodarczego wózek, zmontowałam i ruszyłyśmy! Diabli jak przystało na każdego mężczyznę na urlopie wyskoczył "na chwilę" do pracy 🙂

Roztopowa sceneria nie jest malownicza i na dodatek zapowiadane na dziś na całą Polskę nasłonecznienie nie nadeszło, ale przynajmniej nie wiało i nie padało!

Przekimał całość jak się zapewne domyślacie… Poza tym cały czas wychowujemy bez smoczka. Po prostu w paczce powitalnej ze szpitala był smoczek i czasem jest używany. Tak jak np. dziś kiedy chciał zjeść kaptur. Więc na chwilę miał smoczek założony.

My w międzyczasie odwiedziłyśmy, stare znajome, kury…

I pobujałyśmy się na huśtawce…

Jakby nie było półtorej godziny zleciało nie wiadomo kiedy! 🙂