Słyszałam jak JEJ właścicielka mówi do niej „BIBUŁKA”

-dziewczynki na osiedlu o MNIE i Bibi, bo fakt, tak ją czasem nazywam!

Miałyśmy rano pójść na spacer we TRZY i ON. Ja, Bibi, Łucja i NAJLEPSZY PATYK NA ŚWIECIE. Ale a) padało, więc wyrwałam się z samym psem, zanim panna wstała b) patyk zabrał nam jakiś inny pies. PATYK jest IDEALNY. Jest znaleziony, chyba po jakimś innym psie, lekko już poobgryzany i na tyle DUŻY, że jest problem ze zmieszczeniem się w furtkę. BĘDZIE inny 😉

Niedziela, po pierwszym tygodniu sanatorium może być JEDNA. Z obiadem u dziadków! Będzie rosół, a na deser zrobiłam semifreddo. Miałam maliny, takie, które chciałam podgrzać, no i kiedyś chyba taki deser już robiłam… Oszukałam się tylko długo, żeby znaleźć przepis, gdzie jajka się podgrzewa, bo mam opory, przed używaniem surowych żółtek. Zbieramy się powoli, budowane było coś z klocków i z Lilą przygotowałyśmy nowe, JESIENNE wianki. Ciemny jest na nasze drzwi, bo mamy jasne, a JASNY, jedzie do dziadków. Nasz z podgrzybkiem, dziadków z czosnkiem! 😀