31-szy

Na sobotnich parkrunach mamy w mistrza Polski canicrossu... Znacie to słowo? To trener psów biegowych :0 I on jest Bibi zachwycony 🙂 Że wspaniały będzie z niej pies 🙂 Że jest pełna zapału, ma dobrą technikę i jest wyjątkowo pozytywna. Bardzo to miłe, niemniej jednak, GDY ją zabieram, to zamiast dwóch kółek robię jedno. Obczaiłam już nawet kiedy są biegi człowiek z psem vs inni ludzie ze swoimi psami, ale podobno pies musi mieć rok do takiej zabawy, bo dopiero wtedy umie się skoncentrować na czynności.

Nudy końca lata cd. Lila nocowała u koleżanki, Mieszko poszedł z siostrą na rower, a ja dalej po-wakacyjnie sprzątam. I układam sobie plan na wrzesień. Przyszło mi do głowy, że w kategorii LATO mogę dodać jeszcze NAJ-Porażkę i będą to tajskie lody z oreo, kitty katem i borówkę, które to w wakacyjnej fantazji skomponował sobie, w Sopocie, Mieszko oraz NAJ-innowację, którą było zakładanie na długie trasy butów sportowych do prowadzenia. Zawsze prowadziłam w japonkach i stopa męczy się w nich nieporównywalnie bardziej. Bardzo jest też dumna z naszego NAJ-Eko rozwiązania, czyli przestawienia się z butelek 1,5 litrowych wody na 5 litrowe.

Z lata. Przeszły nam w tych Bieszczadach owce drogę. Jak na zamówienie. Bawaria landscape. Dzieci się ożywiły, że stado poganiały psy. Sziwcie, czyli takie NASZE labradory. Podhalanki, jak na nie miejscowi mówili. A właściwie to nie podganiały, lecz leniwie wlokły się za stadem 🙂

Oraz nasza letnia samochodowa dekoracja. Świnka ze słomy już była, są dwa ołówki, które wystrugała Lilka w Lublinie oraz słomkowy koszyczek jakiegoś słowackiego artysty też z Jarmarku w Lublinie. Ten koszyczek nam kształtem przypominał bieszczadzkie cerkiewki.

LATO 2019

Pierze się mi i suszy ostatnia porcja odzieży z wakacji, więc zrobię w międzyczasie podsumowanie! 🙂

LATO 2019– jakie było? Przede wszystkim GORĄCE. I to we wszystkich tego słowa aspektach. Płonęły lasy Syberii, Alaski i Amazonii. W Polsce ogłoszono katastrofę hydrogeologiczną, bo wody rzeczywiście mamy coraz mniej. Bardzo dobrze, że świat to widzi i reaguje. Nie tylko zielone freaki, ale problem widzą władze różnych państw i samorządy. Przestajemy kosić trawę, sadzimy łąki i zbieramy deszczówkę.

PSIE (i kocie). Całkiem sporo znanych mi osób TEGO lata przygarnęło zwierzę. Głównie były to pieski, ale zdarzyło się też sporo kotków. Rozdaliśmy kotki dziadków i do dziadków cały czas podchodzą ludzie z ulicy, którzy się pytają, czy nie mają jakichś kotków. Ludzie chcą brać zwierzęta – coraz częściej bezrasowe- i zajmować się nimi. Kundelki są modne i hipsterskie, a jak spotykaliśmy kogoś na wakacjach z psem, to najczęściej był to TEŻ tzw MIX.

Moje wakacje mogę podzielić na DWIE wyraźne, choć zahaczające o siebie części. Lipiec był czysty i kulturalny. Przeczytałam morze wspaniałych książek i wysłuchałam ocean wspaniałych debat. Chodziłam na wystawy i wyżywałam się kulturalnie. Robiłam co tydzień nowe paznokcie u nóg i foot-spa… Sierpień to remont. Brud, chaos i brak czasu. Dziś chcę ZNOWU posprzątać, ale kupki wakacyjnych brudów trochę mnie ograniczają. Jeszcze sąsiad, który się wyprowadza przypiął mi rower do balustrady rzucając: Justynka, ja to zostawię tak na tydzień, LECZ PRZYSIĘGAM, że jeżeli NIE odbierze do połowy września tego klamotu, który MU się nie zmieścił do samochodu, przetnę łańcuch i wywiozę na gabaryty.

PONADTO:

Muzyka: Łucja obsługuje radio w aucie i ona najczęściej zapodaje polską muzę. Z rzeczy, które KOJARZĘ, hitem była Acapella. To zresztą ciekawe, że taki blondas śpiewa po hiszpańsku.

Wzór: tęcza. Na wszystkim, całe lato. Przez tą zadymę z torbami Ikei, nagle wszyscy zaczęli tę tęczę lansować, takiej tęczowej torby dorobiliśmy się też (jeszcze w Sopocie) my. Tęcza była na klapkach i na lampkach solarnych ze Stony.

OWOCE: Mało było truskawek i malin. Na rynku straszą, że będzie mało jabłek, a dużo gruszek. Pyszne maliny jedliśmy w Bieszczadach. W tej aroturystyce naszej były krzewy z malinami, które próbowaliśmy ogołocić, ale ich było za DUŻO! 🙂

Książki. Było ich dużo i były naprawdę dobre. Dawno tyle świetnych książek nie przeczytałam. Takim ważnym tematem było chodzenie i eseje w „Zew Włóczęgi”. Przemyśleniami po każdym rozdziale katowałam dziadków i dzieci.

Sposób na wypoczynek: wakacje pod namiotem i podróżowanie pociągiem! To był HIT. Nawet ci, co nie lubią takiego urlopu tego lata próbowali jednego albo drugiego. My do pociągów będziemy wracać na pewno

Nurt ekologiczny: łąki. Nie jest to tajemnicą, że ogrody brytyjskie wolę niż francuskie i bardzo mi się to podoba!

Plener: stogi siana. Co chwila kolejny znajomy się pojawiał na fotce z rolką siana.

Odzież: krótkie spodenki. To był nasz główny wyprzedażowy zakup i coś co nosiliśmy najczęściej. Przy Bibi to stało się koniecznością. Ona co chwila na nas wskakuje, a tak brudziła TYLKO skórę nóg…

Kosmetyk: peelingi. Złuszczaliśmy się po każdej wakacyjnej turze, a peeling do skóry głowy to nasz nowy ulubieniec.

Knajpa: odkryciem lata była knajpa obsługujaca wesela i tir-owców. Zatrzymaliśmy się tam w drodze z Bieszczad i to chyba będzie nasza nowa ulubiona knajpa. Wielkie zaplecze kuchenne, wszystko robią na miejscu, porcje gigant i smak też zupełnie w górnej normie!. To, że gdy weszłam w tych KRÓTKICH spodenkach, owiały mnie spojrzenia, to mogę przeboleć :))

Kolor: błękitny i turkusy. Dużo odzieży w tych kolorach nam doszło, prawie błękitny jest rower Łucji, i nowy telefon o jakim marzy Liliana jest też niebiesko-podobny

Festiwale: Woodstock. Koncerty latem są od lat strzałem w dziesiątkę, ale ten Woodstock to jakiś fenomen. Wszędzie gdzie pojawiał się ktoś w czarnej koszulce w Festiwalu było go widać.

Kierunek: Bułgaria. Jeśli wziąć statystycznie, gdzie dotarło najwięcej moich znajomych, to wygrywa!

Przyprawa: czosnek niedźwiedzi. Co któraś potrawa, w tych Bieszczadach była tym czosnkiem doprawiana… Gdy byliśmy w karczmie w skansenie to było masło do proziaków właśnie z tym czosnkiem. Pytam tę babkę, skąd oni go biorą, bo w sklepach go nie ma. A ona na to, że szefostwo ma plantację! W przyszłym roku sadzę i ja!

Obraz: Zobaczyłam go latem na jednej wystawie. Lato i kobieta. Opalona pupa i sznurek od tamponu 🙂 Ładne.

Zdjęcie. Widziałam je w Muzeum Bojków w Bieszczadach i wklejam, żeby mi nie uciekło! Było tam kiedyś uzdrowisko i są wspaniałe zdjęcia, gdzie widać „tarasy do kąpieli słonecznych”. Zobaczcie jak cudownie oni pozowali! Właściwie tak samo jak teraz. Jest ktoś z przodu, jest ekipa siedząco-komentująca, widać kto jest outsiderem a kto trend setterem 🙂

Instalacja: powiem Wam, że potrafimy 😀 Scena z Bogumiłem i Barbarą jest literacko niezła. To zrywanie nenufarów w białym gajerze na zawsze wbija się w pamięć. Ale jeśli bym ujrzała taką instalację jadąc w nocy to pewnie bym się nieźle wystraszyła :DDD

<><>

Btw. Teoretycznie mamy jeszcze jeden dzień tego lata, więc korzystajmy! 😀

To najlepsza woda w jakiej pływaliśmy!

-Łucja o Zalewie Solińskim

Bieszczady to pomysł Lutki. Babcia co roku ma kontrolne badanie w Rzeszowie i zawsze szuka towarzystwa do wycieczki. Pewnie mogłaby znaleźć sobie jakiegoś lekarza bliżej, ale tam ma TAKIEGO, który kiedyś ją operował i którego lubi. Zabrała więc tym razem dziadka, który gór nie znosi… i NAS!

Odpadły nam połoniny. Bo za gorąco…. Był plan wejścia na Caryńską (tak jak w 2016), ale temperatury były powyżej 30 stopni i to było NIE do zrobienia (poza bardzo wczesnymi godzinami). Snuliśmy się więc po niższych górkach, kamieniołomach, górskich potokach i skansenach. Lubię kościoły i cerkwie i tych też nie zabrakło. Bazę mieliśmy niedaleko Polańczyka i codziennie się kąpaliśmy. Woda tam jest rzeczywiście cudowna. Przejrzysta, turkusowa i słodka. Przeszliśmy też zaporą i z perspektywy posiadacz psa stwierdzam, że to miejsce psom przyjazne. Wejść można wszędzie, a miska z wodą stoi niemalże przy co drugim domu.

Bardzo ważne: tam jest przestrzeń! To co się dzieje w Tatrach skutecznie zniechęca. Tu było pusto. Gdy docieraliśmy do jakiegoś kościółka to zawsze przybiegał KTOŚ, żeby nas wpuścić. W muzeum w Sanoku, babeczka opowiadała nam i tylko nam o rodzinie malarzy wnętrz kościelnych, a potem poszła po skrawki szynki dla Bibi. W kościele, który należał kiedyś do kalwinistów, kościelny specjalnie dla nas zadzwonił ręcznym wielkim dzwonem. Takim pociąganym sznurem z ziemi. Wow. Inna sprawa, że Bibi wpadła w histerię i trzeba było ją uspokajać 🙂

No i jedzenie pycha. Przede wszystkim pstrągi, których dzieci nie jadają, ale i one jadły swoich rzeczy SPORO. Nie zdążyliśmy kupić miodu i serów owczych (chociaż raz musieliśmy odczekać, aż stado przejdzie przez jezdnię). No i zupełnie nie mieliśmy już gotówki, na gigantyczne grzyby sprzedawane przy drodze, gdy wracaliśmy… ZA TO… zajrzeliśmy do Nowej Dęby po bombki!!! Ale o nich będzie w grudniu 😉

Na zaporę!
RYYYBY!!!
Szachy
Cypel w Polańczyku
Trzy pokolenia
Kamieniołom
Skansen w Myczkowie
Łucji instagramowe foto
Znowu Zalew. Wpadaliśmy tu o różnych porach…
Cerkiew w Smojliku
Kościół w Starej Wsi
Rowerek i „zrób mi zdjęcie”
Przejście drogą?
Taki ogród przed domem CHCĘ mieć. Z malwami!!!
ZNAK! -> Uwaga Niedźwiedzie!!!
Skansen w Sanoku
Gość z planem skansenu i TORPEDA!

Dla neandertalczyka homo sapiens było aberracją

z cyklu do przedwyjazdowego prasowania włączyliśmy Marry Poppins. I zmęczyliśmy 10 minut… Potem przełączyliśmy na X-menów (Przeszłość, która nadejdzie). STAMTĄD.

Bieg i napinka. I to nie chodzi o poranną sobotnią przebieżkę, chociaż po drodze odstawiłam do punktu resztkę gruzu i śmieci budowlanych! Potem NARESZCIE mogłam odkurzyć w aucie, odwiedzić weta po kolejną szczepionkę dla psy i można było przystąpić do pakowania! Wyjazd jutro- baaardzo rano, a powrót pewnie dość póóóźno w czwartek.

A w tzw międzyczasie zrobiłam fotkę z cyklu ROK PO ROKU! Tak było:

Ale w końcu się udało!

I dla porównania WERSJA PIERWSZA z 2012 roku:

Świat jest taki wspaniały… I pełno na nim ludzi, których można oblizać!

-Bibi

Średnio nam idzie nauka sikania poza domem. Pies jest wyprowadzany 3xdziennie, na naprawdę długie spacery i szaleje na nich. Biega, skacze, poznaje się z całym światem, ale trzyma do siku do domu. Wpada i od razu. Niczym Niemiec do Rasthofu… Noszę te snaczki nagradzające, ale ANI nie ma za CO nagrodzić, ANI ona specjalnie na spacerach nie chce jeść. Trudny przypadek 🙂

Szykuję się powoli do ostatniej wakacyjnej tury. Byłam dziś w sklepie po zapas kociej i psiej karmy oraz jakieś podróżne chrupaki, oraz u weta, w którą stronę przesunąć szczepienie, bo w poniedziałek nas nie ma. A w sklepie mi wszystko poprzestawiali… To jakaś plaga, bo jedna sieć się rebranduje i przebudowują wszystkie placówki, a pozostałe przestawiają regały i nic nie można znaleźć. Białych czekolad w ogóle nie ma (zakładam, że gdzieś im leżą na zapleczu) i nie zlokalizowałam rzeczy do pieczenia. Po żelatynę do sernika pojechałam więc w inne miejsce. Zajrzałam do sklepu z rtv po ładowarkę do auta, bo poprzednią rozwaliliśmy (jesteśmy mistrzami ZUŻYWANIA) i dziś już nie wychodzę!

<><<>><>

Z cyklu „letnia przygoda”, Dziadek zabrał dzieci do Muzeum Kolejki Wąskotorowej! 😀

<><>

Podrzucę Wam również kolejny niezły film. Można go obejrzeć z dziećmi i potraktować edukacyjnie. O tym jak radzili sobie pierwsi ludzie/ pierwsi koczownicy. Fikcyjnie i ładnie o tym jak mógł być oswojony pierwszy pies. W sumie chyba bardziej dla dzieci niż dorosłych. Alfa (2018 rok).

post-urodzinowa biblioteczka

Trudne są prace ogrodowe z Bibi 😀 Ja wyrywam tę poziomkę, a ona wyrywa ją mi… A jak się jakieś pnącze trafi, to siłujemy się obie, która przeciągnie bardziej! Tymczasowo na opustoszałe miejsce wysiałam trawę, ale w wolnej chwili podbiję do ogrodniczego. Zamówiłam też podręczniki do religii, które są jedynymi, na które nie ma dofinansowania. Lilka ma po Łucji, więc potrzebowali Łucja i Mieszko. A przy okazji panna najstarsza dostanie książki! Umówiłyśmy się, że po jej urodzinach sama mi powie co chce. We wrześniu idzie do sanatorium, tam dużo czyta i chciała mieć CO czytać. Ja miałam coś tam w schowku – to było jakąś tam bazą, no i ona sama coś tam chciała. Wybrała więc upatrzone na Festiwalu Języka Polskiego: CIAŁO, czyli taką encyklopedię o ludzkim ciele. Wydawało mi się, że mają dużo takich rzeczy, ale była tą książką zachwycona. Syn Wiedźmy to coś co mi polecano na Targach Książki, podobnie jak Rok, w którym nauczyłam się kłamać (obie książki z opisu ją zaciekawiły). Natomiast Mam na imię Jutro to historia o psie. I to jest dla mnie 😀

I przyjechał urodzinowy rower Łucji. Zrzutkowy prezent! Wybrany w szczegółach też przez samą jubilatkę. Polskiej marki, która stylizuje swoje produkty na holenderskie. Panna wybrała pistacjowy kolor i metalowy koszyk (nie wiem dlaczego, ale wolała taki niż wiklinowy). I jest! Btw. zakładam, że to jest jej ostatni rower. Rozmiar kółek jest już dorosły, a sam pojazd jest na tyle duży, że gdyby urosła do 180, to będę na nim jeździć JA! 😀

Wielka moc wiąże się z wielką odpowiedzialnością

-Spiderman- Daleko od domu

(Chyba) NIE dotarliśmy tego lata do kina, więc rzutem na taśmę, korzystając z tanich śród i końca remontu, ruszyliśmy DZIŚ. Na Spidermana. Ależ NAM się podobał! Nie widziałam przedostatniego Marvela, więc miałam (w przeciwieństwie do dzieci) jakieś luki, ALE się połapałam. Było śmiesznie, widowiskowo i dynamicznie.

Macie fotkę z drogi przez podziemny parking do sali kinowej i pierwszy kadr z filmu. Akcja skacze z Maroka, do Wenecji, Pragi i Londynu. I jest na co popatrzeć! 🙂 Spośród trailarów spodobała nam się Dora, i to jest kolejne do obejrzenia w kinie (taka Indiana Jones dla dzieciaków).

Z zaległości założyłyśmy też z Łucją JEJ konto w banku. Będzie miała kartę kredytową i by nie mieć opłaty miesięcznej MUSI zrobić pięć płatności kartą w miesiącu. To nie dużo. To są zakupy w małych sklepikach, gdzie docierają z koleżankami po szkole. Jest tym oczywiście trochę przerażona, ale damy sobie radę.

  • Muszę płacić?
  • Nie musisz. Możemy ustawić, że będziesz miała opłatę miesięczną 3 złote i nie musisz. Ale skoro już masz konto, to warto to opanować. Trochę mi głupio, że chcę Cię nauczyć jak żyć w debecie… Może to bez sensu było? I jak będziesz płacić w sanatorium?
  • Tam to akurat nie problem. Dostawcy pizzy mają płatność kartą.

<><>

Korzystając z takiego dużego UFF (że już po remoncie), byłam dziś na boisku na zajęciach crossfitowych, jutro pozbywam się resztek budowlanych i niepotrzebnych książek ORAZ zabieram się za ogródek. Problem z rozrastającą się poziomką, która nie owocuje, rozwiązała Bibi, urządząjąc sobie tam dużą kuwetę. Wszystko chcę więc JUTRO wyrwać, a w to miejsce, na jesieni, dojdzie hortensja, która u mnie rośnie dobrze. MAM też mój stary aparat, więc do postu o urodzinach Łucji dorzucam FOTKI (TU).

Piramida

  • Jestem na Ciebie zła.
  • Dlaczego, Łucja?
  • Bo uderzyłam się w czoło, a Ty niczego nie zauważyłaś.
  • Jak uderzyłaś się w czoło? Wlazłaś w słupa?
  • Tak.
  • Gapiłaś się w telefon?
  • Tak.
  • Ale nie rozmawiałaś ze mną. Więc dlaczego jesteś na mnie zła? Widział ktoś?
  • NA szczęście nie.

🙂 Jak przystało na solidną czyścicielkę idę OD góry. I to jest ten momenty, kiedy cieszę się, że mam do ogarnięcia tylko trzy poziomy… Gdybym mieszkała na 10 kondygnacjach sprzątałabym cały rok! Dochodziłabym do dołu i na nowo ruszała od góry… Przerażające 🙂 Poddasze wysprzątane, poziom średni z sypialniami TEŻ (u mnie wymieniłam pościel, bo łóżko miałam częściowo zawalone rzeczami z poddasza), a dół też JUŻ w takim stanie, że schowałam odkurzacz. W pokoju dziewczyn zawiesiłam słomianego pająka, którego zrobiła Łucja, a na dole na karniszu zaczepiłam ukraińską podkowę. Z liści kolb kukurydzianych :)))

Zbaw mnie, a jeśli nie, to znisz

-ten sam serial co ostatnio. drugi sezon początek niespójny, ale gra Brienne, a ja lubię 🙂

Finiszuję! Nadszedł ten moment, o którym mój brat mawia, że zawsze przy przeprowadzkach sporo wywalasz. I myślisz, jak bardzo wielu rzeczy się pozbyłeś. I na samym końcu widzisz, że będziesz miał JEDNĄ wolną szufladę. Lecz na środku pokoju leży kupka rzeczy, z którą nie wiesz co zrobić. I wsypujesz je do tej JEDNEJ wolnej szuflady. TO na razie jest większa kupka niż na jedną szufladę, ale JEST ten moment, kiedy każdą rzecz chwilę oglądam co DALEJ.

Najpierw MAŁA duma. Jutro wywożą mi papier i TYLE wylatuje! 😀 Kupki książek do oddania leżą na stole, ale makulatury wygenerowałam nie mało! (JUTRO)Czeka mnie jeszcze wyprawa do budowlanego ze zwrotami.

Stan total before macie kilka wpisów niżej (tu). Tylna ściana, która była szara – przemalowałam ją na ten sam kolor, jaki jest w sypialni dziewczyn. Miętowy. Plakaty pożółkły. Trąba jestem, bo trzeba było na tych festiwalach sierpniowych zgarnąć plakaty. To bym miała nowe… Odsłonięte legary podtrzymujące dach, zabejcowałam i pokryłam woskiem, żeby lepiej wyglądały. Jest dobrze 🙂

A niżej mamy remontowy fallstart… Jak wszystko jest idealnie, to warto coś skiepścić, żeby niebyło zbyt perfekcyjnie. Czerwona ściana. Resztka farby, którą dawno temu był pomalowany przedpokój. Była za gęsta i za trudna. Wyszło więc umiarkowanie 🙂

<><>

I tak, żeby nie tylko o remoncie, pokażę Wam trzy z kilku zdobyczy jarmarkowych 🙂 Doszły więc DWA małe dzbanuszki, które na razie stoją na zakurzonym budowlanym pyłem kominku… Ogarnę za czas jakiś. Jest mała Ziarnuszka z Białorusi, która ma specjalnie wyszywany fartuszek i stoi obok ubiegłorocznych motanek. I są dwie ukraińskie zadanice, czyli laleczki robione bez użycia ostrych przedmiotów. One tam wyglądają inaczej niż nasze, ale bardzo nam się z dziewczynami spodobały!

Just go with the body

Tajemnice Laketop

Jako dziecko nie rozumiałam uporu mamy, że gdy gdzieś wyjeżdżaliśmy dom musiał być posprzątany. Ojciec się pieklił, że zaraz spóźnimy się na pociąg/autobus/samolot, utniemy w korkach/inaczej było zaplanowane, a ja zastanawiałam się czemu ONA po prostu NIE ustąpi?? Oświecenie przyszło gdy dorosłam i chociaż nie zawsze tak się udawało, lubiłam wychodząc z domu zostawiać co najwyżej kubek po herbacie w zlewie. Ale powiem Wam, że najgorzej jest, gdy wracasz z wakacji i wcale nie mieszkałeś po drodze w Ritzu, a w domu masz remont… Spałeś przez tę chwilę w czystej pościeli i wracasz do chaosu… Jeszcze wczoraj, chociaż było późno i byłam nieźle zmachana malowałam, a dziś kończyłam. Jak to w takich sytuacjach bywa, robota się nawarstwiała. W planie s) sądziłam, że zrobię typową dla mnie chałturę i po prostu pomaluję TAM gdzie JEST brudne, ale gdy to zrobiłam odkryłam, że brudne jest POMIĘDZY pomalowanym (czyli 15 lat nie malowanych ścian zwyczajnie się zabrudziło)… Musiałam więc polecić kompleksowo całość i to kilka razy. Wałki już umyte, więc wygląda na to, że jutro kończę 🙂 Auto załadowałam workami z gruzem i może nawet wieczorem sobie coś obejrzę? Cieszy mnie niezmiernie ta rychła wizja końca! Btw. Bibi rośnie na budowlanego psa, który najbardziej na świecie lubi się bawić kawałkami płyty gipsowej, ale chyba jak zwolnię jej dywanik, na którym spała pierwszej nocy to też się ucieszy 😀

<>

Fotki z Jarmarku. Nie nasze, ale za to na jednej JEST Łucja z Mieszkiem, a na dwóch widać Lilkę!