
Spośród atrakcji w okolicy na minioną niedzielę mogliśmy wybierać w:
Święcie Chleba, Dożynkach na pobliskim lotnisku dla szybowców i Dniach Wina w Jaśle. Stanęło na tym ostatnim. Rano ruszyliśmy. Mineliśmy Rzeszów z jego politechniką, potem jakiś wielki odpust w Boguwchale i dotarliśmy na miejsce. Po drodze opowiedziałam mężowi legendę o tym, że jak 1-sza dziewica opuści mury politechniki, to samolot przed nią zaparkowany odleci i że miałam koleżankę, która taką ambicję miała, ale sądząc po wieku jej dzieci (na n-k) dotrwać się nie udało.Diabli w rewanżu zaśpiewał mi piosenkę kibiców Izolatora Boguchwała (
Izolator Boguchwała- ta drużyna- jest wspaniała!).
Wystawiali się polscy, słowaccy i węgierscy winiarze. Była też cała masa regionalnego jedzenia. Niestety nie do kupienia, a do spróbowania. Naszym liderem pozostanie chyba żurek z grzybami suszonymi. Rewelacja. Sama grzybowa jest taka pikantna, a ten zestaw był nie do przebicia. Niestety nie pamiętam, który to region Podkarpacia w tym się specjalizował. Łucji typem byłem bieszczadzkie serniki, a Lila rozsmakowała się w pierożkach serwowanych do barszczu. Degustacje były w wielkim namiocie. Degustujący to był oczywiście w naszym zestawie Diabli, który uważa polskie winiarstwo za bardzo romantyczne. Winnice są nieduże a wino pnie się po drewnianych tyczkach, podczas kiedy na wielkich plantacjach Europy Południowej dominują już słupki betonowe, które są po prostu dużo bardziej praktyczne. Wina są delikatne, serie limitowane (do 300 butelek), z niedużą zawartością alkoholu i takie (podobno) dość przyjemne, chociaż nie tanie.
Imprezie towarzyszył
Wyszechradzki Festiwal Folklorystyczny. Były ludowe kapele, przytupy i soliści. Był też taki Roman z Ukrainy (lat 11, od 7 lat lat na scenie), który dziewczyny zaczarował. Dzieciak był niesamowity. Klaskał krzyczał do widowni:
Priwiet Ukraina i porywał absolutnie wszystkich. Nawet pani burmistrz po jego występie uderzyła w nutę:
Niech żyje przyjaźń polsko-ukraińska, a prowadzący przypominał chłopcu, żeby zawsze pamiętał, że w swojej karierze artystycznej był w Jaśle. Btw. na
stronie imprezy, w galerii odkryłam, że pani burmistrz rok temu miała tę samą garsonkę ;))

A tu zaczarowana publiczność, która sama zaczęła potem tańczyć! 🙂

Ojedzeni, z pewnym żalem, że nie dane nam będzie w tym roku odwiedzić na jesieni żaden festiwal wina, czy to na Węgrzech czy na Słowacji, wróciliśmy… Z niedużą siatką nowych "skorup"… Ja tradycyjnie straciłam głowę na stoiskach z ludowizną 🙂