Elfie urodziny

Dzwoneczek był jedyną postacią, która mogła się pojawić na torcie. Wykreowała ją wizyta w kinie… No a na dodatek, Łucja jako czterolatek przechodzi w przedszkolu z grupy promyczków do elfów…

Skład gości urodzinowych był tradycyjny. Dziadki jedne i drugie i nasze rodzeństwa z przyległościami. I upał był niemożebny, więc od plusków w basenie impreza się rozpoczęła. Temperatura wpłynęła też na menu. Zrezygnowaliśmy z grilla, za to zrobiliśmy dwie sałatki, niekończące się dzbany z wodą, miętą i cytryną,  chłodnik i polędwiczki wieprzowe z sosem vitello tonato 😉 (nieodzowna pomoc z forum kuchnia :). Mam ochotę na kolejną urodzinową imprezę (a będzie to luty) założyć blog kulinarny i tam będę Wam te potrawy przedstawiać. Sałatki jakby nie było były dwie. Jedna to nasze odkrycie ze Sri Lanki (ananas, pomidor, cebula), a drugie nieco zmodyfikowana standardowa z kurczakiem i grzankami. No a potem w końcu TORT! 🙂

Zapalać świeczki pomagał wujek… Kroiłam ja, roznosiła babcia a tatin fotografował. Pierwszy kawałek dostała jubilatka, a drugi pilnująca swojego talerzyka w wodną wróżkę młodsza siostra 😉

Mama oblizywała paluchy po każdym nałożeniu, owoce się zsuwały z topniejącej masy, więc jak doszłam do mojego kawałka byłam już nieźle zasłodzona…

Potem było przez chwilę ucztowanie

Wszystkiego najlepszego moja mądra i duża czterolatko! 🙂

I obsiadania kogoś innego niż rodzice (np.ciocię i wujka). To zresztą miłe na takich rodzinnych imprezach, że ostanie o czym musisz myśleć to własne dzieci 😉 Dwa z prezentów (mechaniczny chomik i kąpiąca się syrenka) to elementy kolekcji, więc szykuje się większe kolekcjonowanie :))

A i jeszcze: ze scenariusza nic nie wyszło 🙂 Jak wszyscy goście się zeszli i zaczęłam nawoływać do zbiórki, Łucja powiedziała: Ja tylko żartowałam, że chcę iść na górę… 😀 Chyba żal jej było opuszczać imprezę choć na chwilę!