– "Miesiąc nad jeziorem", 1995, reż. John Irvin. Film przyjemny, szczególnie jak ktoś lubi klimaty lat ’30. Świetnie mi się przy nim prasowało 🙂 Stamtąd też: Gdy jedne drzwi się zamykają inne się otwierają.
Wygląda na to, że za nami kolejny sukces pieluchowy. Zakładałam Lili pieluchę na noc, ale zapomniałam zabrać na Podlasie pampersy. Kupiłam więc w aptece podkłady, żeby nie było awarii i położyłyśmy się spać. W nocy się obudziłam, więc ją wysikałam (taką śpiącą) i do rana był spokój. Tydzień prawie tak już działamy: 2-3 godziny po zaśnięciu sadzam ją na nocnik, a potem do tej 8 jest spokój. Na razie kładę podkłady, ale za parę miesięcy i je zlikwiduję :))
Z Łuczą było ciut inaczej: miałam ciśnienie, by zlikwidować pieluchę całkowicie. Więc miesiąc przed drugimi urodzinami pampek zniknął. I na dzień i na noc. Też zadziałało, ale tym razem chciałam bez mniejszej napinki. I voila! 🙂
<><>
Diabli przez okno sypialni do sąsiada:
- Co rano ludzi budzisz tą kosiarką!!!?
- Jakie rano?! Już 12!
- Jaka 12?! Co najwyżej 10-ta!
- Też byś skosił!
- Dziś?! Dziś jadę na basen z córkami, żeby pomóc wyparować tej śliwowicy Twojego teścia!
I pojechali 🙂 A ja sobie poprasowałam :))
