Widziałam lochę
z młodymi. Przeszły metr ode mnie. Jechałam nad jeziorem i
poczułam dziwny, chociaż przyjemny zapach. Torfu, lasu i czegoś jeszcze.
Zobaczyłam zrytą ziemię i zwolniłam patrząc pod nogi, żeby się nie
zwalić roweru. Przejechałam parę metrów i stwierdziłam, że zawracam, bo w
sumie to w moim stanie lepiej jeździć po równych ścieżkach ośrodka.
Zawróciłam i zobaczyłam jak na moich oczach stadko 6 pasiastych dziczków
prowadzonych przez lochę wskoczyło do jeziora. Stałam i patrzyłam czy
wszystkie dopłynęły na drugi brzeg. Dopłynęły i trzciny z drugiej strony
zafalowały. Wiedzieliście, że dziki potrafią pływać?
Swoją drogą
dużo miałam szczęścia, bo takie spotkanie przecież różnie mogło się
skończyć… Więc jest chyba pierwszy nominowany do kategorii: największe cuda 2010.
- Dobrze, że pokazałeś mi, który to ten Twardowski.
- Dlaczego?
- Bo dziś jak szliśmy naprzeciwko siebie tym długim korytarzem z historią olimpiad wiedziałam kto mi wysłał takie dłuuugie spojrzenie…
- Aha.
- I nawet nie spojrzał się na brzuch.
- On dyma wszystko co się rusza.
🙂 Nie ważne w jakich słowach i czynach wyraża się troska męża. Ważne, że jest 😉 I cieszy mnie, że już za parę godzin mój Diabliczek będzie z nami :))










