Wydarzenie historyczne z plackami w tle

Czytałam ostatnio artykuł o jednym murzynie. Kolor skóry i afrykańskie pochodzenie są w jego przypadku ważne, gdyż uczynił z tego misję. Działa w jakichś fundacjach, stowarzyszeniach, ma biuro podróży i jest szefem ośrodka kultury afrykańskiej czy czegoś w tym stylu. Podobnie jak ja uważa, że nacjonalizm i rasizm wynikają z niewiedzy. Ale uważa się też za naznaczonego ponieważ los trzykrotnie go oszczędził. Pierwszy raz gdy w swojej wiosce, jeszcze jako dziecko, umarł na ospę a następnie ożył; drugi podczas wojny domowej w Nigerii gdy wyszedł z domu, który sekundy później zbombardowano, a trzeci nie pamiętam.
Przyszło mi do głowy, że w sumie każdy może wymienić trzy momenty życia, kiedy miał niewiarygodne szczęście. Problem tylko które wybrać. Czy spotkanie z dzikiem, czy głupi skok po kamieniach leżących w górskim potoku na wycieczce szkolnej, kiedy cudem tylko doleciało się do kolejnego czy trafioną diagnozę lekarską.

Siedziałam dziś z dziewczynami w pubie. Zmęczone latem pojechałyśmy w ramach rozrywki do parku, a potem wylądowałyśmy na plackach ziemniaczanych. Barman wykazał się empatią i zrozumieniem dla mojego brzucha i poza konkursem, poza menu, przyniósł mi do nich michę śmietany. Takie placki lubię: z solą i ze śmietaną. Jadłyśmy, a w telewizorze leciało zaprzysiężenie nowego prezydenta.

Nie umiem wybrać co warto zapamiętać. Na pewno ludzkie życie jest naszpikowane ważnymi momentami. I być może nigdy nie uda nam się określić, które były przełomowe.