No i zostałam słomianą wdową

Na wyjazd Diabla zanosiło się od roku. Przechodził przez coraz to gęściejsze korporacyjne sito by znaleźć się w elitarnej grupie 25 wybrańców z całej Europy. Zwycięzcy odbędą jakieś super szkolenie. Pierwotnie miałam do niego dojechać. W końcu jakby nie było w stolicy naszej Unii jeszcze nie byłam.On by się tam integrował, a my przyczajone w małym hoteliku spotykałybyśmy się z nim w wolnych chwilach. Tak byśmy się mu zwaliły na głowę na jakiś tydzień. No ale okoliczności przyrody (i fizjologii) dyskwalifikują mnie chwilowo jako podróżnika.

Wraca 23-go października. Odliczać będzie licznik na blogu 🙂 Wraca i jedzie znowu. Tyle, że wtedy do grodu nad Wełtawą. I powiem szczerze, tego drugiego odcinka boję się bardziej.
Zobaczymy jak to pójdzie. Zastanawialiśmy się czy ma jechać, ale w sumie czemu nie? Oboje widzimy to jako dużą szansę i spore wyróżnienie. Ja jestem z męża dumna i uważam, że wiele mu to da.

Mix refleksji przedwyjazdowych Diabla:

Kobiety to mają dobrze. Mogą Zapakować stringi. Moje majtki zajmują pół walizki.
Muszę jeszcze kupić dwa litry wódki na lotnisku. Jak to po co? A polska gościnność?!
Nic nie mam. Potrzebuję jeszcze ze dwa krawaty, z jeden więcej garnitur i spodnie od piżamy. I dezodorant.
Czy Ty widziałaś jakim samolotem lecę?! Czemu znowu takim małym?!

  • Wiesz w ogóle nie chce mi się lecieć.
  • Będzie super. To będzie extra zabawa. Jak moje wyjazdy językowe. Nabierzesz takiego rozmachu i zdystansujesz się od wszystkiego tutaj.
  • Zmień pas. Musisz mnie denerwować? I tak jestem zestresowany.
  • A właściwie dlaczego ja prowadzę?
  • Żebyśmy się nie przesiadali pod lotniskiem. I żebyś się wprawiała. Możesz go wyprzedzić?! Ja się śpieszę!
  • Tylko nie dzwoń, żeby mnie przeprosić potem. Komórkę mam w torebce.
  • Nie będę dzwonił.

Zadzwonił. Po odprawie. Co mi kupić 🙂 Nic nie kupuj. Baw się dobrze Grubciu 🙂 i wracaj do nas. No może być z czekoladkami 🙂

Pierwsze cztery tygodnie

Za nami pierwszy miesiąc przedszkola. Jest dobrze. Na początku stałam z innymi mamami w szatni i potakiwałam, że dużo tych zmian u czterolatków. Nowa pani, nowa sala i nawet parę nowych osób w grupie. Tym bardziej, że panie w maluchach to były takie mamuśki. Wszystkie duże, ciepłe i cały czas z tymi dzieciakami na kolanach. Ale gdy dwa tygodnie temu Diabli zapytał (a mi krew zastygła) Łucję:

  • Które Ty panie wolisz? Te które były u maluchów, czy panią Marlenkę?
  • usłyszał: Ja kocham panią Marlenkę!

To mi kamień spadł z serca :)) Dopytałam tylko:

  • A pani Karolina jest fajna?
  • Tak.
  • A bawi się z Tobą?
  • Nie, one bawią się ze sobą :))

Te nowe panie są takie bardziej energiczne i w sumie dostosowane do czterolatków. Oni mają już inne problemy i potrzeby. Jest kilku łobuzów, a niektórzy chłopcy już klną, ale widzę, że Łucza radzi sobie z tym. Wczoraj mi się zwierzyła:

  • Szymon powiedział mi dziś: d-upa, a Kuba, że mam brzydkie buty i jestem brzydka.
  • I co zrobiłaś?
  • Nakrzyczałam na nich, że sami są brzydcy i że mam ładne buty z kwiatkiem i jestem gwiazda!
  • Bardzo dobrze. Jesteś najładniejsza na świecie.
  • Kto tak mówi?
  • Wszyscy, którzy Cię choć raz widzieli. 🙂 Możemy się zapytać taty wieczorem. Chcesz?
  • Tak.

I tatin wieczorem zachwycał się córką, żeby ją dowartościować 🙂 Bo ci ojcowie to jednak są córkom bardzo potrzebni! 🙂

<><>
  • Mąż może byś się tak przedwyjazdowo sprężył do jakiegoś seksu z żoną?
  • Mogę o tym napisać na facebooku?
  • Jak musisz.
  • Nie, nie muszę 🙂 Rano? 😉
  • Może być rano. Tylko jak zrobisz tak jak ostatnio i ustawisz budzik na za pięć szósta, to nie licz na mój entuzjazm 🙂

Stolarz, stolarz…

Z gminy przysłali info, żeby spełniamy warunki i żeby dowieźć parę papierów w sprawie tych kolektorów. Ale gdy zobaczyłam w meilu, że chcą wypis z księgi wieczystej to się zdenerwowałam…  Ostatni raz jak załatwiałam jakieś sprawy z hipoteką w sądzie trwało to 2 miesiące. Jeździłam tam co drugi dzień, stałam w mega kolejce, dokupowałam znaczki skarbowe, a ta c… w przysłowiowym okienku ciągle wymyślała coś nowego. Jak doszłyśmy do tego, że chciała te same dokumenty tylko z nową datą, załamałam się. Wyszłam i się pobeczałam. Zadzwoniłam do rodziców i powiedziałam, że nie dam rady tego załatwić. Przyjechał Krzycho, wszedł do pokoju 303 i po pięciu minutach wyszedł z upragnionym dokumentem.
Ja wiem, że to babsko cały czas tam siedzi i czyha na niewinnych… 🙂

Gdy zaczęliśmy pod wieczór z Diablim sprawdzać to odkryliśmy, że wypis z hipoteki można obecnie zamówić przez Internet! Trochę drożej, ale jaka wygoda! Ale to nic. Diabli zadzwonił do szwagra i okazało się, że mamy od dwóch lat sąd powiatowy (tuż obok prawie) gdzie można wszystko załatwić i nie trzeba do wojewódzkiego jechać!
Uporałam się wczoraj ze wszystkim w godzinę. Błyskawicznie. Pewnie można i szybciej, ale tyle zajęło mi obczajenie systemu. W każdym pokoju wszyscy byli mili i pomocni. Nie mogłam sobie wyobrazić lepszego prezentu urodzinowego 🙂

Potem z pracy wrócił Diabli i zabrał dziewczyny na górę. Dobiegały mnie jakieś śpiewy 🙂 Po kwadransie na dół zeszła znudzona Lila. Podpytuję:

  • Co oni tam robią?
  • Nic.
  • Czy to jakiś prezent?
  • Tak.
  • A dla kogo?
  • Dla mnie 🙂
A niedługo później zeszła i Łucza z tatinem. W ten oto sposób stałam się szczęśliwą posiadaczką mojej pierwszej laurki od córki 🙂 Córek. No, córek z pomocą tatina :))
No to teraz z całą pewnością się nie pomieścimy ;)) Lada moment zaczną przynosić prace ze szkoły wytworzone na dzień matki, skarby z kółek plastycznych i pamiątki z koloni: drewniane orły z napisem Solina lub ciupagi na napisem Ustka 😉 2016 :)) Lutka mi chciała ostatnio opchnąć gipsowego lewka:
  • Może Justysiu zabierzesz sobie tego gipsowego lewka z Ałupki?
  • Dostałaś od córki to trzymaj.
  • Ale on się wogóle nie chce stłuc.
  • Ty się ciesz, że nie miałam pieniędzy, żeby przywieźć większego! :))

Dwie długości szybko, osiem wolno

(mowa o basenie)

Czytałam ze trzy dni temu wywiad z amerykańską kosmonautką. Mówiła, że w nieważkości człowiek czuje się doskonale. Kosmos działa jak spa. Wraca się na ziemię wyższym, bez zmarszczek i z pupą i biustem podniesionymi do góry. Brak ciążenia załatwia wszystko. Oczywiście z czasem natura upomina się o swoje i na ziemi próbuje to trochę nadgonić, niemniej jednak kosmonauci robią wrażenie młodszych.

Pewną namiastką latania w kosmosie jest pływanie w wodzie. Przykładem doskonałym była moja ciąża z Łuczą. Miałam na końcówce problemy z chodzeniem. To trwało ze 3 tygodnie. Nasunęła się na jakiś nerw i każdy krok to była mordęga. A chodzić trzeba było. Czy to po domu, czy do sklepu. Lutka się przyznała, że miała ze mną tak samo. Przełamałam wtedy opory i zaczęłam chodzić na basen. Jak się wchodzi z takim bębnem nie mieszczącym się w dwa różne kostiumy to wszyscy na Ciebie patrzą czy Ty zaraz nie będziesz rodzić 🙂

W sobotę zabrałam się z rodziną na basen. Ostatnio ciągle chodzili sami. Ja sobie sprzątałam, prasowałam, jechałam po zakupy, a oni się basenowali 🙂 Tym razem nie miałam nic do roboty, więc pojechałam. Pomińmy to, że odkryłam, że są świetnie zorganizowani (najpierw jadą po batoniki musli do sklepu, potem na basen, a potem do stadniny oglądać konie) i że zepsułam im zabawę.

Ostatni raz Cię zabrałem z nami. Psujesz nam zabawę. Bez Ciebie dziewczyny pływają lepiej i nie marudzą. To jest mój czas dla nich. No dobra, do końca ciąży, możesz z nami pójść, ale potem nie ma mowy.

Stwierdzam po raz kolejny, że pływanie jest rewelacyjne. Można lekko podnieść nogę, a jak wychodziłam z wody czułam się jakbym wyciągała za sobą mokry kożuch…
Na ogół około 18-stej myślałam już o położeniu się spać. Tym razem o 22-giej nastawiałam obiad na kolejny dzień 🙂 Świetne samopoczucie było również w niedzielę i dopiero dziś zaczynam się znowu czuć klockowato :/ Diabli mówi, że to i tak dużo, bo przecież nie było żadnej cykliczności w tym moim pływaniu. I że jakbym chodziła regularnie efekt by się utrzymywał…
A więc pamiętajmy, o tym że człowiek wyszedł z wody i ona nam wiele daje! :))

<><>
  • Lilu, jaką zupkę zrobić dziś na obiad?
  • Hmmm….
  • Rosołek, pomidorową, krupnik, ogórkową…
  • Ogórkową!
  • Dobrze
  • Ogórkowo-ziemniaczkową.
  • Dobrze. Ogórkową z ziemniaczkami.
  • I z makaronem.
  • Z makaronem?
  • Z makaronem muszelkami.
  • Ogórkowo-ziemniaczkową z makaronem muszelkami?
  • Tak
  • To idę robić 🙂

Ruszył sezon maratonów

W którą stronę by nie spojrzeć będą biegli. I stolice, i regiony, i najsłynniejsze maratony i dopiero powstające. Bardzo mi się ten sport podoba i mam nadzieję, że Diabli do niego wróci, zamiast mnie "rozżalać" 😉

  • Spotkałem Twojego Pingwinka.
  • Ooooo!!! I co tam słychać u mojego Wojtusia?
  • Nie powiem Ci bo mnie dla niego rzucisz.
  • No powiedz….
  • Nie.
  • Proszę…
  • Biegnie w maratonie.
  • To Cie rzucę.
  • Myślałem, że blefuje, ale biegł już w półmaratonie.
  • Widzisz! Mam nadzieję, że mu nie powiedziałeś, że jestem w ciąży?
  • Powiedziałem.
  • Jak mogłeś! To mój ostatni wielbiciel!
  • Zapytał co u Ciebie słychać, więc powiedziałem, że jesteś szczęśliwa bo jesteś znowu w ciąży.
  • Ehhh… I co on na to?
  • Że słuszną linię ma nasza władza.
  • Urocze! Nie dość, że zabawny to jeszcze biega! 🙂
Maż, mam nadzieję, że kiedyś wystartujesz! I marzy mi się, żebyś pobiegł w Bostońskim. 🙂 Chociaż w Stambule też może być! 🙂
<><>

Przy niedzieli wybrałam się z teściami i mężem na spacer 🙂  Dzieci zresztą też były 🙂

Można było powiesić się na babci i obciążyć ramiona tacie…

Obła mamuśka zdjęć sobie raczej robić nie pozwalała…

Za to córy pozowały chętnie i z różnymi minami.

A pod wieczór tatin poszedł z królewnami na plac zabaw i nabił Lili śliwkę na czole huśtawką. Zdjęcie więc chwilowo archiwalne, bo sprzed południa, i sprzed epoki WIELKIEJ śliwki.

Pierwsza zasada polityki: Niech prawda nie przesłania dobrej historii

Boardwalk Empire
Chyba mamy nasz nowy serial. Mówi o czasach prohibicji w Atlantic City. Pilot wyreżysorowany przez Scorsesse, był absolutnie rewelacyjny: trzymający w napięciu i zaskakujący. Diabli uważa, że to zasługa głównego aktora (Steve Buscemi), który jest wyrazisty i profesjonalny i rzeczywiście w porównaniu do Marka z FlashForward jest klasą A.
Już po emisji pilota HBO zapowiedziało drugi sezon (!!!).

<><>

Rozwój gwiazdorski (Łucza) i lingwistyczny (Lila):

  • Kto jest naszym sąsiadem?
  • Wujek Rafał z ciocią i Polą i Antkiem, Gosia, która ma wnuczkę Zosię, potem ta pani, która ma koty…
  • A wujek Marcin jest naszym sąsiadem?
  • Nooo…Tak.
  • To zaprośmy ich wszystkich, żeby zobaczyli jak tańczę 🙂
  • Jestem głodna i śpiąca.
  • Jesteś głodna i śpiącą?
  • Nie. Jestem Lila. 🙂

Niczym Andy Mac Dowell w „4 weselach”

Zadzwonił do mnie mój szef. Ten ex-szef. Godzina po 23-ciej. Ja, w łóżku obok męża, czytam na popcornerze o nowych serialach. Mąż śpi. Telefon zrzuciłam. Za późno. Diabli już zagląda przez ramię, jak zrzucam znowu.

  • Po co on dzwoni?
  • Niewiem słonek, ale nie będę z nim teraz rozmawiać.

No bo jak dzwoni obcy facet w środku nocy, to na 99% jest trochę na gazie i ma ochotę się nad sobą poużalać. Można tego wysłuchać, żeby w podzięce po 30 minutach usłyszeć: Ty to fajna dziewczyna jesteś. Nie to co te france. Ale, że fajna dziewczyna jestem, to wiem, więc przechodzić przez klimaty "Psów" nie muszę.
Zadzwonił dnia kolejnego.

  • Co robisz? Możesz rozmawiać?
  • Odwiozłam właśnie dziecko do przedszkola i jadę sobie.
  • Co tak piszczy?
  • Pas. Nie zapięłam. Zaraz przestanie.
  • Zadzwonię później.

Odsłona III na placu zabaw. Kilka dni później. Dzwoni i słyszę:

  • Antonio!
  • No witam, witam 🙂
  • Co słychać?
  • Jestem na placu zabaw. Korzystamy z ładnej pogody.
  • Co porabiasz?
  • Ogólnie to u mnie nic się nie dzieje. To Ty żyjesz w wielkim świecie.
  • No żyję, żyję. Miesiąc temu podpisałem kontrakt na kolejne dwa lata.
  • Czyli dalej jesteś królem czekolady.
  • Tak. Tylko już mnie męczy ta Rosja. Myślę o jakiejś ciepłej posadce generalnego w Polsce. Tu się za szybko żyje.
  • Ale możliwości też większe.
  • No, większe. Wiesz, dużo podróżuję… […] Dzieci i żony ciągle nie mam.
  • Czas przestać wybrzydzać. Zresztą tych dzieci jesteś pewien? Może jakieś gdzieś po drodze jakieś zostawiłeś?
  • Nie. Dobrze po sobie sprzątałem… A jak tam z Łukaszem?
  • Standardowo. Polska rodzina. Kłócimy się o dzieci, pieniądze i oto kto ma robić zakupy.
  • Nie rozwodzisz się przypadkiem?
  • No nie planowałam 🙂
  • To daj mi znać jakbyś się rozwodziła.
  • Ale co bierzesz mnie z całym tym przybytkiem?
  • Oswoiłem się z myślą, że kobiety mają pewien bagaż. Oksana z którą mieszkam też ma dziecko.

Referuję później rozmowę Diablowi:

  • I wyobraź sobie, że mi złożył propozycję małżeńską!
  • Mhm.
  • Powiedziałam mu, że wyjeżdżasz na dwa miesiące, a on na to, że może się spotkamy.
  • Czy ja mam mu wklepać?
  • No nie!!! 🙂 Bądź trochę zazdrosny. Taki pas cnoty mi założyłeś, że ja przecież się z domu nie ruszę! 🙂
Wasza kula :))

Dieta bogata w żelazo

Ponieważ spadło, a lada moment będą mnie, jak to w ciąży, znowu kłuć (buu… i to tym razem podwójnie, bo z obciążeniem glukozą) postanowiłam sprawdzić czy dietą da się to unormować?. Poczytałam trochę, włączył się Diabli, którego temat diet fascynuje i mam ułożone menu. Pomija rzeczy trudno osiągalne  (truskawki) i nie lubiane (papryka). Nowe elementy mają stymulować wytwarzanie żelaza w organizmie. Oto one:

  1. Wywalam białe pieczywo. Miałam ostatnio fazę na grzanki i pochłaniałam go dużo. Były grzaneczki z pieczarkami, z kozim serem i smażone na maśle do zupy. Likwidujemy. Jak będę miała ochotę na grzankę użyję ciemnego chleba.
  2. Odstawiam słodycze, które są zmorą tej ciąży. Podobno dobre są suszone owoce. Kupiłam żurawinę, ananasa, morele i kandyzowany imbir. Na głód cukrowy będę jeść suszonego owoca.
  3. Zamiast ukochanej herbaty będzie pokrzywa z plasterkiem cytryny. Bo wchłanianie żelaza zwiększa witamina C.
  4. Szpinak – i mrożony i surowy. Raz w tygodniu.
  5. Więcej jajek. Jajka na miękko 3x w tygodniu. W żółtku moc.
  6. Ryż i makaron zastępuję kaszą.
  7. Popijam sokiem porzeczkowym.
  8. Mam problem z jedzeniem mięsa ostatnio, więc będę piec takie mini-pieczenie i jeść je do chleba. Nie to, że ideologicznie mam coś do mięsa, ale nie mam na nie smaka. Pieczeń za to robię z użyciem powideł porzeczkowych 🙂
  9. Przerobię te dwa kilo buraków, co mi zalega w koszyku z warzywami. Buraczki z jabłkami, buraczki na ciepło, itp.
  10. Do chrupania kupiłam słonecznik i prażone pestki dyni.
  11. Dojem do końca złoża grochu, soczewicy i fasoli z zakamarków kuchennej szafki.
<><>

Z mężem:

  • Dzwoniłeś do rodziców dzisiaj?
  • Tak.
  • I co tam u nich słychać?
  • Pytali się czy zapraszamy w niedzielę na obiad 🙂
  • Oj, nie 🙂 Ja jestem zupełnie nie w nastroju. Ale bardzo chętnie pójdę z nimi na spacer. Może w niedzielę się wybierzemy?
  • To zadzwonię i zapytam.
  • A jak się tata czuje?
  • Odkąd skończyły się upały to lepiej. Pytał się jak Ty się czujesz.
  • Dobrze.
  • Tak też powiedziałem, ale jak w ogóle się czujesz?
  • Czuję się… duża.
  • Fakt. Taka duża jeszcze nie byłaś.
  • No nie byłam. Czy wiesz, że na połówkowym Lila ważyła 340 gram? Jest taka teoria, że przy porodzie waga dziecka jest dziesięciokrotnością połówkowego.
  • Czyli będzie 4,100 kg?
  • No nie, mam nadzieję, że wyjmą wcześniej, ale czuję się wielka. I też się cieszę, że się skończyły upały. Z Łucją tak strasznie puchłam w ciąży, a to był przecież ostatni miesiąc. A tym razem to już się zaczynało.

Słabość do polnych kwiatów zawdzięczam genom chłopskim ;)

  • Jak Wam idzie remont, mamuś?
  • Na razie jest ruina.
  • Czyli idzie.
  • Tak. Jutro jedziemy do Rzeszowa odwieźć cyklinarkę.
  • A ojciec sam nie może odwieźć?
  • Nie. Bo chcemy też farby dokupić.
  • Ale to już chyba wybrane?
  • W sumie tak, tylko trzeba dobrać coś do tego niebieskiego do kuchni, żeby nie był taki niebieski.
  • To najlepiej białą. Jak zmieszasz to wyjdzie taki jasno-niebieski. A na pewno jaśniejszy. Ojciec sobie poradzi sam.
  • Łatwo Ci tak mówić, bo masz męża kolorystę.
  • 🙂 A jak koty znoszą remont?
  • Kulka dziś już siedziała majstrowi na kolanach.
  • Bo on swój człowiek z Zamojszczyzny…
  • Tylko małżeństwo mamy w stanie kryzysu.
  • A co się stało?
  • Nie mamy teraz telewizora. Chcieliśmy wstawić do sypialni, ale nie ma anteny przeciągać…
  • To rozumiem. My też mamy kryzys, bo nam się seriale pokończyły do oglądania.
  • Więc mnie rozumiesz.
  • Pewno. Wczoraj oglądaliśmy jakiś program o tym jak powstają podeszwy do butów.
  • Fascynujące.
  • Dokładnie.
<><>
Na polu obok nas rosną żółte kwiaty. Latem są to krwawniki, a teraz jakieś inne. Może to zresztą cały czas te krwawniki tylko w jesiennej wersji? Zrywamy je na spacerach z Lilą. Stoją prawie tydzień, a potem wymieniamy na nowe! 🙂

Klub młodego czytelnika

Jest na gazecie forum o książkach dla dzieci. Mam je w ulubionych i czasem na nie zaglądam. Ostatnio zaciekawił mnie topik o książkach o dojrzewaniu dla dziewczynek :)) Mój ojciec uważał je za istotne i oboje z bratem takie mieliśmy. Ja nawet dwie różne. Nie wiem jak Mały, ale ja moją znałam na pamięć, choć była mocno nieaktualna i wiele rzeczy pozostało dla mnie zagadką.

Natomiast jeśli chodzi o książkę o tym skąd się biorą dzieci rodzice zdecydowanie dali ciała. Gdzieś tak na wysokości 7 klasy, czyli lat 14-stu, otrzymaliśmy ilustrowaną książeczkę, o tym, że tatuś przytula mamusię i pojawiają się dzieci. To zresztą chyba pożyczone było. Byliśmy tym naprawdę zażenowani. Brat zdaje się powiedział coś dyplomatycznego w stylu: Udajmy, że czytamy, żeby nie było im przykro.
Jakby nie było czytelnicy forum polecają dwie książki. Jedna już dla 6-latek, druga dla 12-latek. Fajnie, że ta tematyka się rozwija, bo to będą ważne książki dla dziewczyn! 🙂

<><>

Tatin czyta z Lilą książeczkę. To taka rysunkowo-wyklejankowo-zagadkowa. Jest pytanie i są narysowane odpowiedzi:

  • A jakie zwierzątko daje nam mleko?
  • Krówka! Muuuu!!!
  • A skąd mamy jajka? Jakie zwierzę znosi jajka?
  • Kuurka!!
  • A skąd bierzemy wełnę? Skąd bierzemy swetry? Jakie zwierzątko ma takie miękkie futerko, że robi się z niego swetry?
  • Kotek! Miau! 🙂