Tryb: marzenie

Spośród wszystkich wykonywanych przeze mnie mechanicznych czynności najbardziej wyłączam się podczas prowadzenia samochodu. Czasem zirytuje mnie jakaś sytuacja na drodze, ale błyskawicznie wracam do przerwanego wątku myślowego.
Dziś rozmarzyłam się jak to będzie jak dziewczyny będą miały lat naście. Takie późniejsze naście. Jak będę wysyłała je z tatinem do sklepu, żeby sobie kupiły coś do ubrania. Znaczy kupować będzie Diabli, ale wybór będzie ich 🙂 No i tak to sobie wizualizowałam… On w jednych ze swoich wiecznie gubionych okularów przeciwsłonecznych (noszonych również zimą 🙂 i one. Dwie, a może nawet trzy? Bo któż to wie, czy trzecie to nie będzie ona?
Coś jak Aniołki Charliego 🙂
Tyle, że TE będą Łukiego :))

<><>
  • Jutro przechodzę na dietę Dukanapowitał mnie mąż.
  • Czy to znaczy, że będziesz tańczył Kankana?
  • Nie. To znaczy, że będę jadł tylko białka.
  • Ok.
  • Żadnych owoców.
  • Zupełnie?
  • Zupełnie. Dziś zjem po raz ostatni. Co mamy na obiad? 🙂

Dni wina w Jaśle

Spośród atrakcji w okolicy na minioną niedzielę mogliśmy wybierać w: Święcie Chleba, Dożynkach na pobliskim lotnisku dla szybowców i Dniach Wina w Jaśle. Stanęło na tym ostatnim. Rano ruszyliśmy. Mineliśmy Rzeszów z jego politechniką, potem jakiś wielki odpust w Boguwchale i dotarliśmy na miejsce. Po drodze opowiedziałam mężowi legendę o tym, że jak 1-sza dziewica opuści mury politechniki, to samolot przed nią zaparkowany odleci i że miałam koleżankę, która taką ambicję miała, ale sądząc po wieku jej dzieci (na n-k) dotrwać się nie udało.Diabli w rewanżu zaśpiewał mi piosenkę kibiców Izolatora Boguchwała (Izolator Boguchwała- ta drużyna- jest wspaniała!).

Wystawiali się polscy, słowaccy i węgierscy winiarze. Była też cała masa regionalnego jedzenia. Niestety nie do kupienia, a do spróbowania. Naszym liderem pozostanie chyba żurek z grzybami suszonymi. Rewelacja. Sama grzybowa jest taka pikantna, a ten zestaw był nie do przebicia. Niestety nie pamiętam, który to region Podkarpacia w tym się specjalizował. Łucji typem byłem bieszczadzkie serniki, a Lila rozsmakowała się w pierożkach serwowanych do barszczu. Degustacje były w wielkim namiocie. Degustujący to był oczywiście w naszym zestawie Diabli, który uważa polskie winiarstwo za bardzo romantyczne. Winnice są nieduże a wino pnie się po drewnianych tyczkach, podczas kiedy na wielkich plantacjach Europy Południowej dominują już słupki betonowe, które są po prostu dużo bardziej praktyczne. Wina są delikatne, serie limitowane (do 300 butelek), z niedużą zawartością alkoholu i takie (podobno) dość przyjemne, chociaż nie tanie.

Imprezie towarzyszył Wyszechradzki Festiwal Folklorystyczny. Były ludowe kapele, przytupy i soliści. Był też taki Roman z Ukrainy (lat 11, od 7 lat lat na scenie), który dziewczyny zaczarował. Dzieciak był niesamowity. Klaskał krzyczał do widowni: Priwiet Ukraina i porywał absolutnie wszystkich. Nawet pani burmistrz po jego występie uderzyła w nutę: Niech żyje przyjaźń polsko-ukraińska, a prowadzący przypominał chłopcu, żeby zawsze pamiętał, że w swojej karierze artystycznej był w Jaśle. Btw. na stronie imprezy, w galerii odkryłam, że pani burmistrz rok temu miała tę samą garsonkę ;))

A tu zaczarowana publiczność, która sama zaczęła potem tańczyć! 🙂

Ojedzeni, z pewnym żalem, że nie dane nam będzie w tym roku odwiedzić na jesieni żaden festiwal wina, czy to na Węgrzech czy na Słowacji, wróciliśmy… Z niedużą siatką nowych  "skorup"… Ja tradycyjnie straciłam głowę na stoiskach z ludowizną 🙂

Od słońca dzieci rosną

Odkrywa to jesienią każdy rodzic. Rok szkolny przechodzą w jednej rozmiarówce, a potem przez te dwa krótkie miesiące coś się z nimi dzieje i wszystko jest za małe 🙂
Więc tak powoli kompletuję zestaw na kolejne sezony. A z Lutką zakupy robi się trudno, bo chociaż mówi,że dopóki nie znamy płci to nie kupujemy,najchętniej zwalnia przy dziele ciuszków dla noworodków :))
<><>

Niezły mam w ręku nr WO (tekst: Strategia gołej baby, niestety jeszcze nie dostępny on-line, mam nadzieję, że wkrótce będzie). Właśnie przeczytałam ciekawy tekst dlaczego grupy społeczne wybierają partnerów pod względem określonych cech. I dlaczego wszystkim mężczyznom podobają się cycate blondy, ale dlaczego prezes banku takiej nie wybierze :))

Ja u mężczyzn zawsze najbardziej ceniłam inteligencję i poczucie humoru. I takie też stwierdzenie w tym tekście znalazłam:
"Na pierwsze miejsce wysuwają się cechy zapowiadające powodzenie na rynku pracy- na przykład poczucie humoru. […]Bijąca od niego inteligencja i poczucie humoru sygnalizują, że poradzi sobie w dowolnej branży" 🙂 Ecco! 🙂

Mix nie mysich refleksji o serze

Oglądamy czasem z Diablim kuchnię.tv. Tak masochistycznie 🙂 Ostatnio wciągnął nas program o parmezanie. Jak powstaje, wypowiedzi smakoszy i komponujących zestawienia smakowe z parmezanem, jak jest przechowywany, dlaczego nie zawiera laktozy i jest polecany małym dzieciom.
Takiego nam smaka zrobili, że mąż wyjął z lodówki i rozpakował ostatni kawałek permeggiono przywieziony jeszcze z Sycylii.
Siedzieliśmy, słuchaliśmy i jedliśmy. Koneser mówił: powinny być wyczuwalne kryształki. Świadczy to o prawidłowym procesie ścinania. Były wyczuwalne. Przekrój powinien być schodkowy. Był.

Rozmawiałam ostatnio z jednym smakoszem serów. Opowiadał mi o serze z Hajnówki. Carskim. Że podobny do cheddara, ale bardziej słodkawy. Qrcze, jakie świetne porównanie! Podobny do cheddara. Ale jak smakuje cheddar?! Moja wiedza o serach jest na etapie podsłuchanym tydzień temu w sklepie: Ja to najbardziej lubię dziurawca (dorosła córka do matki).

No i tak się nam zamarzyło z Diablim, że spróbujemy się nauczyć trochę te sery rozróżniać…
<><>
  • Mama, a kupisz mi….
  • Nie kupię. Kolejny prezent dopiero za rok na urodziny. Po drodze możesz napisać list do Mikołaja.
  • A wiesz: jak się dostaje prezenty na urodziny to cały rok się można nimi bawić…
  • Mhm… A te stare może można wyrzucić?
  • Kogo się boją psy?
  • Psy?
  • Koty się boją psów. A psy kogo?
  • Może tygrysów?
  • A może myszy?
  • Niektóre pewnie tak… Kładź się już spać.
  • Dlaczego?
  • Bo już późno.
  • A Ty?
  • Ja się położę później.
  • Kiedy?
  • O 11-stej.
  • A to już po 11-stej a Słowika nie ma! :)))

Nie da się ukryć, że znowu sobie urodę zepsułaś

-Lutka o moim brzuchu. Los obdarzył mnie matką szczerą do bólu 🙂

Jak by nie narzekać na zmiany fizyczne w okresie ciąży, jedna rzecz jest naprawdę świetna. Rzeczywiście bebol robi się na tyle wielki że trudno nałożyć buty, nie wspominając o malowaniu paznokci ;). Nogi puchną, pocisz się trochę bardziej (choć to i tak pestka przy połogu), masz wielki tyłek i ogólnie nie możesz na siebie patrzeć… Aleeee… Poprawiają się włosy. Są takie jak nigdy wcześniej. Rano myję, czeszę i one same rewelacyjnie się układają. Jakieś fale, połysk, są gęste i mocne. Zysk kończy się wraz z rosnącym łożyskiem, czyli po porodzie całość wraca niestety do normy.

Narazie jednak nie mogę się na nie napatrzeć! Lutka w ramach matczynej troski zapisała mnie do fryzjera, ale waham się czy iść. Tym bardziej, że Diabli też ostatnio robi się długowłosy:

  • Zobacz Justyna jakie mam długie włosy z tyłu!
  • No długie.
  • Nigdy nie miałem takiej firany.
  • Wygląda nieźle.
  • Też mi się podoba. 🙂

„Czuję w drogach rodnych położnicy coś zdumiewającego…”

fragment ‚Zapisków młodego lekarza’ Michaił Bułhakow. Fragment artykułu o zabobonach 🙂 No bo wiara w niezbadane jest wielka. Też w sumie uważam, że niewiele wiemy o mocach otaczającego nas świata.

Babcia Rurka dała nam lampę solną. Diabli powiedział: Postaw w pokoju dziewczyn. To jedyne miejsce gdzie pasuje 😉 No i tak z rozpędu je wieczorami jonizuję :))

Rozmawiam wieczorem z drugą babcią. Słyszę:

  • Zaniosłam sąsiadkom tego grzybka tybetańskiego od Krysi K.
  • Jakiego znowu grzybka?
  • On pomaga na wszystko.
  • To był pomysł ojca?
  • Nie to był nasz wspólny pomysł.
  • I będzie sobie tak wieczorami halucynogeny jeść?
  • Nie, to jest inny grzybek. Dodaje się do mleka i powstaje jogurt.
  • Czyli to jakiś silny probiotyk?
  • Też możesz spróbować. Zaleca się go kobietom w ciąży. Poczytaj sobie o nim.
  • Nie dziękuję. Zaczekam z eksperymentami, aż mi ten stan minie.
<><>

Byłam z Łucją u okulisty. Pediatra na bilansie powiedziała, że czterolatkowi można już takie pełne badanie oczu zrobić. Trochę się przestraszyłam bo okazało się, że ona widzi gorzej niż ja (jak na te symbole patrzyła), ale dok uspokoiła, że dzieciom wzrok się cały czas rozwija. Zakropiła jej też atro-coś tam i zdumiała się jakie panna ma czarne oczy :)) Że nie widać źrenicy 🙂 No i dyplom na koniec był, bo to w końcu I-sza TAKA wizyta była!

Jesienne smaki

  • Będziesz nam teraz smrodziła lakierem do paznokci?!
  • To nie lakier, a utwardzacz. On nie śmierdzi.
  • Zobaczymy…
  • Możesz mi go odkręcić?
  • Yyyy… Nie da się. Utwardziło się.
  • Poczekaj pójdę po kombinerki. […] Jak Ci się podoba mój nowy wzorek?
  • Ładny.
  • Nawet nie spojrzałeś.
  • Spojrzałem.
  • To w co jest?
  • Pokaż… W jabłuszka.
  • Masz ochotę na swoją szarlotkę dzisiaj?

:)) Tak żeśmy sobie pogadali z mężem wieczorem w sypialni. Rzucałam na paznokcie ostatni tego lata, już trochę jesienny wzorek w jabłka (o których mówią, że będzie ich mało bo lato było za suche).
I tak się zaczęłam się zastanawiać, czy wczesna jesień nie jest przypadkiem bardziej smakowita niż wczesna wiosna? Grzyby, orzechy, jabłka, winogrona…

<><>
  • Kiedy do nas przyjeżdżacie? Może jutro?
  • Jutro, mamuś, jeszcze nie. Mam wizytę u okulisty z Łucją i dentystę. Chciałabym to załatwić zanim zacznie się przedszkole. W środę przyjedziemy.
  • To weź mi duże słoiki jak masz. Zaczęłam robić ogórki.
  • Super. W ubiegłym roku nie było, a mi się marzy ogórkowa i sałatki z ogórkami kiszonymi. Ja to bym od Was jeszcze pomidorów na przecier sobie przywiozła.
  • Na rynku malinowe już po 2 złote. Ja już zaczęłam robić.
  • A jak wizyta Tomciów minęła?
  • Dobrze. Ucieszył się z orzechów.
  • Jakich orzechów?
  • Kupiłam mu na rynku kilogram świeżych.
  • Są już włoskie?
  • On chciał laskowe.
  • Też pyszne. A dlaczego mu kupiłaś?
  • A nie mogę kupić młodszemu bratu?
  • Możesz, możesz. A mi kupisz?
  • Kupię tylko przyjedźcie. 🙂

Lepiej obserwować niż być obserwowanym

 – "Miesiąc nad jeziorem", 1995, reż. John Irvin. Film przyjemny, szczególnie jak ktoś lubi klimaty lat ’30. Świetnie mi się przy nim prasowało 🙂 Stamtąd też: Gdy jedne drzwi się zamykają inne się otwierają.

Wygląda na to, że za nami kolejny sukces pieluchowy. Zakładałam Lili pieluchę na noc, ale zapomniałam zabrać na Podlasie pampersy. Kupiłam więc w aptece podkłady, żeby nie było awarii i położyłyśmy się spać. W nocy się obudziłam, więc ją wysikałam (taką śpiącą) i do rana był spokój. Tydzień prawie tak już działamy: 2-3 godziny po zaśnięciu sadzam ją na nocnik, a potem do tej 8 jest spokój. Na razie kładę podkłady, ale za parę miesięcy i je zlikwiduję :))
Z Łuczą było ciut inaczej: miałam ciśnienie, by zlikwidować pieluchę całkowicie. Więc miesiąc przed drugimi urodzinami pampek zniknął. I na dzień i na noc. Też zadziałało, ale tym razem chciałam bez mniejszej napinki. I voila! 🙂

<><>

Diabli przez okno sypialni do sąsiada:

  • Co rano ludzi budzisz tą kosiarką!!!?
  • Jakie rano?! Już 12!
  • Jaka 12?! Co najwyżej 10-ta!
  • Też byś skosił!
  • Dziś?! Dziś jadę na basen z córkami, żeby pomóc wyparować tej śliwowicy Twojego teścia!

I pojechali 🙂 A ja sobie poprasowałam :))

Niektóre liście są czerwone, a niektóre żółte

– Łucja
Niesamowita ta dziecięca potrzeba odkrywania, nie? Tak sobie ten mały człowieczek zmyślnie systematyzuje i porządkuje otaczający świat. Dorosły by powiedział: Po liściach widać, że już jesień. A one o kolorach liści… Nigdy nie uważałam się za jakąś wielką fankę macierzyństwa, ale jak trafiam na kogoś u kogo takie magiczne dziecięce stwierdzenia wywołują jedynie potok opowieści, nie skierowanej do dziecka, o fotosyntezie to mnie to zdumiewa. No i jakoś tą refleksją postanowiłam się podzielić z mężem:
  • Nie jestem jakąś zaślepioną własnymi dziećmi matką…
  • Ależ jesteś.
  • Wiesz, tęskniłam za Tobą.
  • Nieprawda, jeździłaś sobie po meczetach i było Ci dobrze.
  • Ale za to jak to dobrze brzmi, że tęskniłam. 🙂