Czuję się jakbym wyszła z więzienia. I nie było mnie TU kilka miesięcy…

-Lilka po wyjściu ze szpitala

Panna już w domu! Czekałyśmy do 14-stej, aż zleci ostatnia kroplówka, badania są w sumie ok, mam ją nawadniać i podawać probiotyk. Najbardziej za siostrą zatęsknił Mieszko. Sporo rzeczy przez tą akcję nam się przesuwa na przyszły tydzień i na dodatek przegapiłam moje badanie krwi, które miało być dziś rano (pewna byłam, że to jutro). Czyli fryzjer, szczepienie, odbiór paszportu i wizyta w serwisie (jakąś tam uszczelkę wynaleźli na przeglądzie, którą wymienią mi w ramach gwarancji). Zdołałam za to skosić trawę i NIE nabałaganić.

<>

Projekt DOM na lato będzie mizerny. Nie dam rady wymienić drzwi tarasowych i na niekreślony kolejny rok przechodzi cyklinowanie. Nie wiem czy będę miała okres BEZ dzieci, ale bardzo chciałabym tradycyjnie podmalować ściany i mam nawet przebiegły plan jak zdobyć numer farby, którą kiedyś użyłam. Drzwi wejściowych CHYBA nie podmaluję, podobnie jak nie uszczelnię pianką strychu… Zrobiłam za to coś, co zmieniło duży pokój! Oddałam do pralni dywan, który po 25 latach odzyskał blask 😉 Bałam się, że zadzwonią do mnie z pralni gdy go rozwiną, żeby zrobić mi awanturę, że TAKIE dywany, to można TYLKO wywalić, ale NIE zadzwonili i Łucja ze zdumieniem odkryła: Ooo, to on ma kolor? Lubię go, dużo się na nim wydarzyło (dzieci raczkowały, kotki rodziły, domy się mu zmieniały). W trio niżej macie też pościel w kwiatki, która doszła (doszła też letnia kołdra, bo trafiłam na wyprzedaży i kupiłam Mieszkowi) oraz poduchy w kamienie, które są naszymi poduchami kempingowymi (i leżą już na strychu, na workach ze śpiworami).