Lenistwo

Zaczepiła mnie znajoma (poszłyśmy razem na spacer: ja z Bibs, ona bo robi „kroki”) i mówi, że jakiś mam fajny kolor włosów.

  • Nie, nie jest fajny. Nie farbuję od dwóch lat i tak naprawdę to może nie jest zły, ale nie podoba mi się. Jakoś tak słabo zmotywowana jestem. I staro w nim wyglądam.
  • Ale przecież pracujesz w szkole.
  • Tak, ale to nie wystarczający bodziec. Ogólnie mam wrażenie, że NIC się nie dzieje.
  • Co, chłopów nie ma żadnych?

😀 No i mnie tym zastrzeliła. Fakt, w edukacji NIE ma za bardzo mężczyzn, chociaż mam np. sporo ojców po rozwodzie, którzy BARDZO przejmują się swoimi dziećmi. Czy rozwód się na nich nie odbije, czy dają sobie radę, albo jak mogą pomóc? I to są naprawdę bardzo fajni (i przystojni) goście. Nawet opowiadałam o tym dzieciom, że ci najfajniejsi rodzice (bo kobiety też tak reagują), to właśnie ci co im się związki nie udały. Być może w niepublicznych placówkach takich egzemplarzy jest nieproporcjonalnie dużo, ale wniosek mam taki, że TO są naprawdę bardzo przejęci dzieckiem i wyjątkowo pozytywni ludzie. Mam taki osąd w głowie, że kiedyś tych rozwodników postrzegano jak totalnych nieudaczników, natomiast im więcej ich widzę, tym częściej mam myśl, że to są osoby, które w którymś momencie chciały więcej i priorytetem ich życia (po rozwodzie) jest dziecko.

<>

Towarzystwo ma być pod wieczór, robię powitalne serniczki (dla Mieszka BEZ sera, czyli galaretka z owocami), w domu cisza i spokój, drzwi wejściowe mam otwarte na oścież i letni wiatr przelewa się bez problemu. Przed chwilą była listonoszka, która przyniosła ulotki i wypis Łucji ze szpitala (wiedziałam, że go NIE MAM w domu) i w ostatniej chwili złapałam PSĘ za ogon, żeby jej nie WITAŁA.

Lilka stoi, a reszta się do niej skrada… WIEJE