Mrożona

Powrót z nad morza był dość emocjonujący… Odjechałam kawałek od wybrzeża, a na desce rozdzielczej zrobiła mi się dyskoteka z kontrolek. I to nie tylko z żółtych, które można olać, lecz zapaliła się również czerwona, o których wiadomo, że jak płoną, tzn. wysiądź z auta bo dalsza podróż zagraża Twojemu bezpieczeństwu… Zjechałam na mop-a i wyłączyłam silnik licząc, że może jak włączę ponownie to nie będą się palić, a w międzyczasie sprawdziłam co oznaczają. Żółte był związane w ciśnieniem w oponach, więc czerwone musiały być tego konsekwencją. Obejrzałam opony (całe) i włączyłam silnik. Ruszyłam dalej zastanawiając się co zrobić (godzina 19-sta i kilka godzin jazdy). Kontrolki oczywiście DALEJ płonęły… Zjechałam więc znowu, tym razem na Orlena, gdzie poprosiłam pracowników stacji o sprawdzenie ciśnienia w oponach. Sprawdzili, dopompowali i kontrolki zgasły na pięć minut… Jechałam więc dalej do domu, tyle, że wolno…. W domu dowiedziałam się, że to być może czujki ciśnienia w oponach, które są słabym elementem Dacii i uszkadzane są często przy wymianie opon i TRZEBA zresetować komputer. Btw. Zrobiłam to i znowu zgasły na kilka minut. No cóż, w przyszłym tygodniu mam przegląd, może coś zaradzą!

ALE historia: wracając w nocy, wzięłam od dziadków Bibi. I jechałyśmy razem dalej. Do domu. I na trasie trafił nam się dół z wodą. Taki na drodze, ale tuż przy torach, więc nie było jak go objechać. Po środku stało auto na awaryjnych i stało już długo, bo awaryjne zaczynały siadać, a w środku były koleś, który dzwonił do ŻONY. Pozostałe auta kombinowały jak by tu ten lej ominąć jadąc chodnikiem, choć tam były znaki, czyniąc ścieżkę nieprzejezdną. I też się stresowałam, że tymi „pobudzonymi” oponami będę jechać po nieprzewidywalnej nawierzchni… LECZ wróćmy do tego gościa… Jest taki film na HBO: Everest. Obejrzyjcie go bo jest świetny! Bałam się, że znowu będzie o jakiejś górze, wyprawie, śniegu i wszystkim co już było, ale naprawdę jest niezły. I jest tam gość z Teksasu, który jest bardzo bogaty i ważny. I on nie zszedł. I zadzwonili do jego żony. A 12 godzin później okazało się, że jakoś przetrwał. I znowu do niej zadzwonili mówiąc, że żyje, LECZ nie ma jak go ściągnąć, bo jest śnieżyca. I ona (Claire Undrewood) mówi: JA się tym zajmę. I uruchamia prezydenta, ambasadora i siły powietrzne Chin i Nepalu. A na górę wlatuje helikopter (wirniki nie działają, bo powietrze jest za rzadkie) i go ściąga. Instytucja: ŻONA -> najpotężniejsza organizacja świata! No więc tak mi się przypomniało gdy zobaczyłam tego gościa w wodzie, dzwoniącego do żony, żeby mu ściągnęła pomoc drogową, która go z tego wyciągnie! 😀

<><>

Około wyjazdowo odkryłam sklep z płazem w nazwie. Wpierw weszłam po chrupaki, ale razem ze mną wszedł gość, który elektrycznym meleksem woził ludzi po półwyspie. I razem staliśmy przy kanapkach. I się go pytam, czy oni je podgrzewają. On powiedział, że tak i że najlepsze są z cheddarem, ale dziś ich nie ma. A przy kasie wszyscy brali KUBEK z lodem, wykupywali kawę i robili sobie Ice- Coffee! ALE JAKI, słuchajcie, SYSTEM! -> Podstawiali ten kubek z lodem pod ekspres i zalewali od razu WRZĄCĄ kawą. Wow. No więc to był nasz ulubiony wyjazdowy napój!

Mieszanie kawy i rozpijanie pierwszych siorbów było jeszcze POD sklepem
Scenka rodzajowa z kupowania LEMONIADY