
W piątek wieczorem Łucja rolując telefon wykrzyknęła: Do DZIŚ miałyśmy odebrać ze szkoły zaświadczenie o zdobytych punktach!
Boom! W sumie to jakoś się NIE przeraziłam, bo „do DZIŚ” w pandemii może być ruchome. Może akurat NIE mogłyśmy odebrać? A i tak okazało się, że na stronie była literówka, bo miało być „OD piątku” i nerw był niepotrzebny. Jakby nie było, DO czwartku 13-go, panna miała dostarczyć dokumenty do szkoły pierwszego wyboru. Wstałyśmy więc z rana, pojechałyśmy do starej szkoły po zaświadczenie, potem na moje odczulanie, które akurat TEŻ wypadało DZIŚ, a potem do TEGO nowego wybranego przez nią LO. Różnie to może być z tą jej szkołą, ALE na razie, do 22-go czekamy na wyniki rekrutacji. Wracając kupiłyśmy donuty, po drodze wszędzie do szkół średnich zmierzają „rodzic z dzieckiem” (można było meilem, ale chyba wszyscy wybrali drogę klasyczną, by przy okazji się do tego nowego MIEJSCA przejść) i CHYBA znaleźliśmy szkołę dla Lilki! Pannie średniej pomysł się spodobał, trzeba będzie pilnować dni otwartych na wiosnę i za rok będziemy myśleć.
<><>
- Dzwonię z serwisu zaprosić na przegląd samochodu – powiedział mi męski głos w telefonie, gdy siedzieliśmy na plaży.
- Dobrze, że Pan dzwoni, bo i tak miałam to zrobić. Czy możemy się umówić na poniedziałek 5-go lipca?
- Pierwszy wolny termin jest na poniedziałek 12-go lipca.
- Niech będzie.
- Jaki ma Pani przebieg?
- Nie wiem. Absolutnie nie wiem. I nie mam samochodu obok, żeby to sprawdzić.
- Rok temu miała pani 30 tysięcy. I to było dwuletnie auto.
- Dużo jeździłam. To nie rosło proporcjonalne.
- Jeśli przekroczyła pani 60 tysięcy to przegląd musi być poszerzony o świece i wymianę filtrów. Koszt jest dwukrotnie wyższy.
- Proszę wyliczyć w takim razie dwie wersje i na miejscu, jak już będę u Państwa to podam dokładny licznik.
I to TEŻ było dziś. Przebieg mam na SZCZĘŚCIE niższy, ale niewiele bo 56 tysięcy. DUŻO jeździłam w tym roku… Wracając więc z Łucją zostawiłyśmy moje auto w serwisie! Zgłosiłam wszystkie usterki, które mnie niepokoiły (olej, dyskoteka kontrolek, zacinające się tylne drzwi i nieszczelna listwa izolacyjna przy drzwiach kierowcy), przy okazji okazało się, że badanie techniczne mam do jutra (OD RAZU mi je zrobią) i po auto jadę dopiero po 16-stej. Rowerem i mam nadzieję, że będzie chłodniej, bo wracałyśmy z Łucją w TAKIM słońcu, że różowy kartonik z donutami prawie nam się rozpuścił! Liczę też, że NIC w tym moim aucie NIE wynajdą WIĘCEJ do naprawy i dostanę je umyte i gotowe na kolejny wspólny rok!
