NIE pouczę się z Tobą biologii, bo myję naczynia. Zajmie mi to jeszcze dwie godziny

-ja do Łucji, poranek ubiegłej niedzieli

Dom, który zawsze był ZE zmywarką, jest nieprzystosowany to życia BEZ niej. Naczynia myłam rano. Wieczorem i na bieżąco nie miało sensu, bo bym zużywała wodę do wieczornej kąpieli. Cały dzień powstawała więc góra garów w zlewie, a rano (dnia kolejnego) ją ogarniałam. Poza tym nie mam żadnych ociekaczy, więc naczynia suszyłam na stole… One tak obsychały i około 14-stej mogłam je rozkładać po szafkach. Wyżej macie fotkę WYSPRZĄTANEJ kuchni ze stołem w roli ociekacza… No i mycie pod kranem jest nieekonomiczne!!! Zużywa się zdecydowanie więcej wody i detergentów. Nawet przy zrobieniu takiego bajorka w zlewie, w którym myję i tak muszę to opłukać pod bieżącą wodą. A plastiki się NIE domywają. Może nie-Ludwig zmywał by skuteczniej, ale temperatura wody, w której MOGĘ zanurzyć ręce nie jest w połowie tak wysoka jak w zmywarce i na naczyniach pozostawała taka śliska warstwa. Błee.

Ale już MAM!!! Rano przyjechał serwisant, naprawa nie była skomplikowana- to wąż, którego osłonę przegryzły kiedyś gryzonie, się zagiął i zaginać się będzie, bo już jest złamany. Po dwóch tygodniach rozpaczy, poziom mojego szczęścia skoczył od razu o kilka jednostek do góry 😀

<><>

Nowy tydzień, nowe sprawy! Wrzucę Wam DZIŚ tylko JESZCZE plakat do fajnej inicjatywy. Jeśli lubicie ornitologię i rozpoznajecie kowaliki, to akurat jest tworzona mapa podziału dwóch podgatunków. Trzeba tylko zrobić fotkę z brzuszkiem i przesłać na meila!