Dziewiąte – ostatnie z jedną cyfrą!

Dziewięć lat temu, przed południem, na świat przyszedł Mieszko. Mówiłam mu wtedy w szpitalu, że to nie jest prawdziwy świat. Prawdziwy będzie ten, gdy pozna swoje siostry. I są one całym jego światem. Łucja o niego dba, choć to pozornie szorstkie relacje, a z Lilką są nierozłączni. Tworzą swój świat w grach na komórce, nagrywają kolejne filmiki albo konstruują budowle z klocków… Jest, ten mój Mieszko, wrażliwy. Może nawet trochę za bardzo? Czasem się o coś rozżali, że mu Łucja dogryza, albo ktoś krzyknął. Bo ja nie krzyczę. Tak mi się przynajmniej wydaje. Jest zdolny i nauka nie jest czymś co go jakoś zaprząta, bo po prostu na razie wszystko jest dla niego za proste. No i lubi dobrze wyglądać. Gdy robiłam w tym roku zakupy wyprzedażowe (przez net) to SAM wybierał co chce. Granatową koszulę, którą miał dziś pod bluzą i majtki. Fryzjera też już ma ulubionego i o innej fryzurze nie ma mowy!

To nasze ostatnie urodziny z jedną cyfrą. Kolejne to już będą same nastoletnie… Ale z dziadkami się śmialiśmy, że bliźniaki mojego brata rozpoczną w tym roku świętowanie, czyli czeka ich kolejnych 10 lat do dziesięciu! No a my zaczynamy obchody. Dziś TURA pierwsza: z dziadkami! Tradycyjnie dostaliśmy obiad, wybyczyliśmy się, a Bibi obszczekała cały ogródek! Trochę za szybko ma te urodziny po świętach, więc właściwy prezent będzie później. 😉

Na kalendarzu w kuchni u babci jest TEŻ z telefonem!!!
Na Lilkę można zawsze liczyć przy rozstawianiu
A na Łucję można liczyć przy podganianiu…
zdmuchiwaniu….
i jedzeniu!
Torcik Nr 1 pokrojony i zjedzony! 🙂