Fonek odzyskany!

W czwartek, w szkole, Łucja utopiła telefon. Wszyscy zadawali to śmieszne pytanie: Ha, ha, jak Ty to zrobiłaś, że utopiłaś w kiblu telefon?!! Ale NIE odpowiem Wam na to, bo ja tego pytania NIE zadałam. W wodzie był przez chwilę, ale działać przestał. Do kilku osób mam żal. Np. pierwsza lekcja po tym incydencie to była informatyka. I chociaż cała klasa o tym mówiła, i wiedział o tym RÓWNIEŻ pan, to nie zrobił NIC, żeby jej pomóc. Kluczowa jest reakcja natychmiastowa i można było chociaż spróbować COŚ zrobić! Jakby nie było w poniedziałek doszłam do wniosku, że słuszna jest wielka prawda, iż kobieta z wiekiem staje się TYM mężczyzną, o którym zawsze marzyła i temat muszę ogarnąć JA.

Zajęło mi to cały poniedziałek. Podjechałam do autoryzowanych punktów, gdzie NIE mogli przyjąć aparatu. Do otworzenia zlecenia potrzebny był numer imei, który jest w środku urządzenia (ALE nie dało się go otworzyć bez specjalnych narzędzi) LUB na pudełku, którego przy sobie NIE miałam. Chciałam otrzymać wycenę szkody, żeby wiedzieć, czy naprawa ma sens, tym bardziej, że koszt, który mi w przybliżeniu podawano był wyższy niż wartość nowego aparatu. No więc, Wasza sprytna Graża, wymyśliła, że MUSZĘ znaleźć kogoś, kto mi telefon otworzy ->osuszy (jeśli po tylu dniach jest jeszcze potrzebne) oraz oceni szkody. Bo BYĆ może nie one są tak jawne i oczywiste i mogę go jeszcze naprawić na gwarancji? Gdyż telefon był kupowany rok temu pod koniec stycznia… Potrzebny był mi tylko KTOŚ kto to zrobi i podpowie co INNEGO mogło się stać, bo jak wiadomo gwarancja nie obejmuje zalania… I znalazłam takiego gościa! Dogadałam się z nim przez telefon, odwiozłam aparat to jego domu, oddałam jego mamie i czekałam na sygnał. Był niezły, bo gdy zadzwonił z pierwszą informacją, wiedział w jaki sposób telefon wpadł do wody (???). Coś tam trzeba było wymienić, ale obeszło się bez tego całego kombinowania. Na odbiór umówiłam się dziś rano, na bliskiej mi stacji benzynowej, bo on tamtędy jechał do pracy. O jakiejś kosmicznej godzinie, gdy dzieci jeszcze spały, choć w czwartki mają na siódmą… Btw. malowałam się po ciemku, ciesząc się, że tak doskonale znam własną twarz (moja sypialnie jest po przekątnej od ich sypialni i gdy u mnie zapalam, to i u nich robi się jaśniej).

Przez TEN czas Łucja korzystała z mojego telefonu. NIE brała go do szkoły, ale poinstalowała sobie wszystkie swoje rzeczy, a tych których nie można było zdublować (messendżera) poinstalowała wywalając moje (pozwoliłam na to). Obiecałam jej, że oczywiście NIE będę to tych pikających powiadomień zaglądać i NIE zaglądałam. I zabawna akcja. Wczoraj przyszła ze szkoły i poszła na górę. I się zaniepokoiłam DLACZEGO ona znika BEZ telefonu?? W końcu cały dzień była odłączona??? Poszłam więc za nią na górę i gdy weszłam do pokoju schowała COŚ pod kołdrę! Przytuliłam się do niej i wyjęłam KSIĄŻKĘ!?! Panna przeczytała wszystkie zaległe z ich pokoju i przystąpiła do przeglądu mojej biblioteczki! 😀 Pamiętacie, że w grudniu kupiłam Pacjentkę? Koniec końców dałam ją Lutce pod choinkę i doskonale trafiłam z książkami dla dziadków, bo oboje wzięli je na Sylwestra do Krynicy! A zaraz po Nowym Roku powiedzieli, że JUŻ przeczytali i mogą mi pożyczyć 🙂 Tak im sygnalizowałam, gdy rozpakowywali prezenty pod choinką, że chętnie POŻYCZĘ. Lecz zanim JA zaczęłam czytać, to Łucja już przeczytała!

<>

  • A możemy się umówić na Statoilu? On jest 5 minut ode mnie, jeśli Pan tamtędy będzie jechał rano, to ja tam dotrę.
  • Możemy. Tylko to będzie bardzo rano.
  • Dobrze. Poproszę więc tylko o esemesa, 5-10 minut wcześniej, żebym wiedziała o której ruszyć. A od szóstej stoję już w dokach startowych.
  • Wolę zadzwonić to będę wiedział, czy dopiero obudziłem.
  • W porządku. Czekam na telefon. Od strony paczkomatów jest kilka miejsc parkingowych. Jakie autko?
  • Lexus. Srebrny.
  • Ha, ha, ha! Tak wszyscy rozwalamy te telefony?! Ja będę niebieską Dacią!

😀 Jakby nie było, telefon, po tygodniu, JUŻ Łucja ma i w związku z tym do szkoły zapomniała wziąć śniadaniówkę…. Kontakt z rzeczywistością utracony na nowo!