wtorek jak poniedziałek

  • Mamo i jeszcze łamią mi się paznokcie, więc może podjedziemy do apteki? – zabrzęczała Łucja ROK temu.
  • Łucz, jak w końcu pójdziecie do szkoły, to wszystko będę załatwiać. Tylko mi zniknijcie z domu!

Taką miałam kumulację końca roku, że nie wiedziałam w co ręce włożyć. Na święta Bibek zeżarł COŚ. Czekoladkę w papierku? Pierwsza doba była słaba, ale po drugiej zaczęłam się niepokoić. No bo jeśli zatrucie, to powinno trwać dobę. A pies był dalej bez sił i apetytu.. Pojechałam więc do weta. I jest strasznie bezsensowne, że leczenie zwierząt przebiega tak po omacku. Zanim zdążyłam się zorientować pies miał podany antybiotyk, zmierzoną temperaturę (za wysoka) i podłączoną kroplówkę, przez którą podawano jej też leki. Dok mówi: zróbmy badanie krwi bo może od-kleszczowe i prześwietlenie, bo może to coś w przewodzie pokarmowym. Powiedziałam na to, że NIE. Może przy kolejnej wizycie. Rachunek był i tak trzycyfrowy, a pies był dalej w takim samym stanie. Na koniec dok wpadła na pomysł, ze BYĆ może to zaczyna się jej cieczka, stąd to podwyższenie temperatury i osłabienie, które nałożyło się z czymś co zeżarła… Gadałam potem na psim spacerze z jednym gościem. I on mi opowiedział, że znajomy nakarmił psa pomidorową za 3000. Pytam się z czym ta zupa była? A on mi na to, że z operacją żołądka, bo pies nie przyswajał pomidorów. Bibi jednak jest kundlem. Powinny być w niej wyselekcjonowane najmocniejsze geny! Wydaje mi się, że już jest lepiej, ale cały czas nie jest idealnie.

Byłam na rynku (miód, jabłka, ziemniaki, marchewka), byłam w piekarni, byłam w szkole Mieszka (bo jubilat zgubił kapcie i miałam dowieźć jakiekolwiek buty zmienne), do apteki NIE dotarłam, ale byłam w gminie. Nasi włodarze by zachęcić do rozliczania się na miejscu uruchomili program karty mieszkańca. I z tą kartą mamy bezpłatne lodowisko! Złożyłam wnioski i mam karty, czyli będziemy tej zimy częstymi łyżwiarzami!