Jest taki dzień! Taki dzień jest RAZ!

Aż przejrzałam sobie co też się działo we wcześniejszych PRZESTĘPNYCH! Cztery lata temu przeżywałam, że Leo dostał Oscara, a osiem lat temu myślami byłam wciąż przy operacji na uszy Liliany (która była dwa tygodnie wcześniej). A jeszcze wcześniej byłam chwilę przed narodzinami Lilki 🙂

ZA nami długi luty ciepłej zimy… Drewna nie kupiłam i kominek rozpalałam może trzykrotnie z resztek z poprzedniego sezonu. Jutro już teoretycznie wiosna, więc mogę sobie spojrzeć do tyłu na te trzy miesiące. Bardzo dużo podróżowaliśmy. Właściwie to nie przypominam sobie kiedy ostatnio mieliśmy taki okres, że w ciągu trzech miesięcy udało się zrobić aż DWIE TAKIE wyprawy (Kolonia i Berlin). Sylwester minął statecznie, ale może i dobrze, bo tak to wszystko gna, że odrobina spokoju była nam potrzebna. UDAŁY się nam, aż dwie teatralne wyprawy (z Lilką i z Łucją). Dużo czytaliśmy i odwiedziliśmy sporo wystaw. Smutnym momentem była utrata kotki dziadków, którą potrąciło auto. Rok wcześniej im ją zawiozłam, ona u dziadków się okociła, jedno z kociąt było przez auto potrącone, a pół roku później zginęła również ta kotka 😦 Ściągajmy nogę z gazu jak jedziemy przez zabudowania!!! No a ostatnie dwa tygodnie to narastająca obsesja przed wirusem. Moim zdaniem (CHOĆ może się mylę) to niepotrzebna histeria, bo z mojego zawodowego doświadczenia wiem, że to LĘKI zawsze się dobrze sprzedawało… To, że Włochy są zamknięte, bo zwykła grypa, która ma się dobrze, przez ciepłą mokrą zimę postanowiła zaatakować, to że zamyka się imprezy masowe (ostatnio Katowice), oraz to, że moskiewski urzędnik wydał rozporządzenie, by uśpić wszystkie bezdomne psy i koty, bo mogą być nosicielami, oznacza jedynie, że paranoja wymknęła się spod kontroli. Zgadzam się, że może nadejść wirus, który nas zdziesiątkuję i że będzie to mutacja czegoś co już znamy, ale czy to jest to? Nie wiem. Wiem, że warto o siebie dbać. ZAWSZE.

  • Kraj – Niemcy. Wszyscy wokół chcą te Niemcy eksplorować. Dziś rozmawiałam ze znajomą na parkrunie i ona szykuje się na 10 dniową wyprawę pociągiem do Niemiec. Genialne! Tylko, że latem. Od miasta do miasta. Zima była nieśnieżna i sporo naszych znajomych na ferie wybrało europejskie stolice. Było kilkoro z opcją większej egzotyki i najbardziej zazdroszczę znajomej, która z dziećmi pojechała na trekking po wodospadach w Wietnamie. To jakiś kosmos, że jej dwójka (13 i 10) zjeżdżała na uprzęży i w kaskach w dół takiej wodnej ściany.
  • Słowo -prokrastynacja. Dawno nie było tak długiego i trudnego SŁOWA w TAK powszechnym użyciu. Właściwie zastosowała go każda z publicznych osób, które obserwuję. Obejrzałam też wykład o tym jak z tym walczyć, bo oznacza ONO odkładanie i przekładanie czegoś na później.
  • Zagrożenia – korona może być jedna, ale pamiętajmy, że tej zimy płonęła też Australia.
  • Buty – półkozaki, glany, wyższe trapery. Chyba nie miałyśmy z dziewczynami takiego butowego monolitu nigdy wcześniej!!! Wszystkie mamy takie same, choć w różnych kolorach, buty!
  • Serial – trochę zamieszania narobił pod koniec roku „Wiedźmin”, Łucji (bo ona jest netflixowa) podobał się „Lock&Key”, a mi wyjątkowo pasuje „Outsider”. Zima to w ogóle wysyp dobrych seriali. „Genialna przyjaciółka” i „Babylon Berlin” też są doskonałe!
  • Kataklizmy – Mieszko miał raz zszywaną głowę, Łucja zalała swój telefon, a Bibson się czymś struła i miała cieczkę. I były to właściwie jedyne zakłócające porządek rzeczy wydarzenia!
  • ROZRYWKA – to nie jest nowy trend, ale taki który omijamy, chociaż trochę nam się marzy… Koncerty! Odpadają głównie ze względu na koszty, ale świat koleżanek dziewczynek bierze w tym dość czynny udział. Np. spora grupka dotarła tej zimy na koncert Disco Marka (czyli Kruszwila) do Poznania. Jest panna, która szykuje się na letni koncert BTS w Berlinie. To nie są tanie imprezy, ale powiedziałam Łucji, która mnie o to zapytała, że ogranicza ją wiek (niech ma te 16-ście) i wtedy ją puszczę. Samą. Do Berlina chętniej niż jakiś koncert u nas. Akurat odbiorcami K-popu są głównie nastolatki, a ich koncerty to wielkie multimedialne widowiska. Temat z pewnością będzie wracał.

<>

W kategorii do domu doszedł KUBEK. Wiem, że to mało, tym bardziej, że to właściwie owoc z CAŁEJ zimy, no ale jakoś tak wyszło… Kubek jest duży i jest niefunkcjonalny. Piękny jest obrazek -> ja, książka i kubek parującej herbaty, ale mam tak chłodno w domu, że herbata robi się zimna, zanim ją wypiję 😀 Niemniej jednak pamiętam go w cenie pierwotnej i jak odkryłam jak bardzo mi go przecenili to sobie kupiłam 🙂

To my z Lilką z rzeczonym kubkiem w wersji #jesieniara. Ups: #zimiara 😀

Sezon bikini już nie za górami!

instruktorka dziś rano na siłowni

Powtarzającym się MI motywem sennym jest ucieczka. Biegnę, gdzieś gonię i uciekam. Ostatnio miałam sen, że wiem, że z przodu, po lewej, jest zagrożenie. Lecz jedyna droga prowadzi tuż obok i by to niebezpieczne miejsce ominąć muszę po prostu bardzo szybko przebiec. A dziś w nocy znowu uciekałam z budynku. I udało mi się i dotarłam na rzekę, taką miejską rzekę jak Newa. I wiedziałam, że muszę wsiąść do łódki by zmylić pościg. I jakoś zadzwonić do taty, żeby odblokował mi środki na moim koncie i przelał przelał przez Western Union dolary 😀 Rozemocjonowana z walącym sercem się obudziłam, odkryłam, że w nocy przyszła do mnie Lilka i zasnęłam znowu. Btw. Lilka przyszła do mnie, bo miała koszmar, że leży bez kołdry i jest jej zimno, chociaż była przykryta, natomiast Mieszko zrzucił z siebie w nocy kołdrę i obudził się i nie mógł jej znaleźć, co mi rano opowiadał (oni są jednak empatycznie połączeni). Druga sekwencja mojego snu była DZIWNA. Śniło mi się, że miałyśmy z Łucją wspólnego chłopaka. Opowiedziałam to rano Łucji i była bardzo zdegustowana, ale tu winne jest szkolenie na którym wczoraj byłam!

Bo wpadłam wczoraj na zajęcia o młodzieżowej pop-kulturze. Jakie to strasznie dobre spotkania! Ludzie, których tam spotykam są niesamowici. To nauczyciele i bibliotekarze i to jest niezwykle budujące, że takie osoby mają styczność z młodzieżą. Tym razem zaczęliśmy temat tik-toka i próbowaliśmy zrozumieć zasady powstawania influencerów (oglądaliśmy ich dużo i pewnie stąd ta projekcja w nocy). Na koniec oczywiście były warsztaty i w podgrupach mieliśmy stworzyć kontent z określonego tematu. Moja 4-osobowa grupa wylosowała akurat fashion&beuty i zrobiłyśmy filmik na youtuba jak za pomocą jednego przedmiotu odmienić swój look na nagłą imprezę w karnawale. Dziewczyny w domu oceniły to jako najbardziej żenujący materiał EVER.

<>

Mam foteczkę z sobotniego biegania. Mam ich kilka, ale jedna jest zabawna. Oto wbieg na metę! Rozciąganie i zwycięstwo – dwa w jednym! 😀

Zawsze błyskotliwa, nawet jeśli się mylisz

Babylon Berlin, s01e04, świetny!!!!

Chciało mi się wczoraj do kina i zaczęłam namawiać dzieci. Bo Tanie Środy i ten „Zew krwi” nieźle się zapowiada! Ale Łucja chciała się uczyć do kartkówki z niemieckiego i uznała, że zostaje w domu. Spoko, miałam jeszcze dwójkę do wyciągnięcia. LECZ Lilka miała mieć sprawdzian z historii i nie mogłam pójść z SAMYM Mieszkiem, bo chciała bym się z NIĄ uczyła…

I powiem Wam, że dużo mają tego materiału. Z Łucją do historii uczyłam się w niedzielę. Panna przygotowała sobie taką kartkę z datami i osobami i musiałam ją odpytać. W jednym rozdziale miała wojnę secesyjną z nazwiskami przywódców po stronie północy i południa, podział na demokratów i republikanów, zjednoczenie Włoch i ich wojny z Prusami, nazwiska takie jak Garibaldi, Bismarck, Wilhem I; Komunę we Francji i udział Polaków w tym wydarzeniu oraz kolonializm. Musiała umieć rozróżnić komunizm od socjalizmu, wytłumaczyć nacjonalizm, anarchizm i emancypację. Miała o Karolu Marksie i o tym jakie kraje gdzie i gdzie miały kolonie. Rozdział zamykały dwa podrozdziały o rewolucji przemysłowej (Darwin, Pasteur, Curie), rozwoju nauki i kultury (jak tworzyli impresjoniści to powinien być dział na plastyce). Wścieklizna, samoloty i kanały (gdzie były i w jakim celu je przekopywano). Sporo!

Ale wczoraj zaczęłam z Lilką i chociaż oni naprawdę mają świetne podręczniki: kolorowe, dobrze i ciekawie napisane, to jest tam tych informacji ZA WIELE. Lilka też miała TYLKO jeden rozdział do nauki i RÓWNIEŻ było w nim wszystko. Fakt, extra, że są mapki co kilka stron, bo wstyd się przyznać, ja Inflanty kojarzyłam, ale nie miałam pojęcia, ani gdzie leżały, ani dlaczego tak się o nie tłukli? Ale miała w jednym temacie: dynastie szwedzkie, rosyjskie i państwa osmańskiego. Wiek XVI i ruchomą granicę polskiego państwa. Przy temacie o szlachcie było info o strojach,sejmikach, rokoszach, polowaniach i stylu życia, nazwiska i polityka ale również ramka: „współczesność” z głową prezydenta i opisem zasady weto we współczesnym sejmie. To ciekawe, ale to dodatkowa informacja, którą za moich czasów ogarniało się na Wiedzy o Społeczeństwie. Kozacy, Turkowie, Chmielnicki, Kordecki. Fragment listów Sobieskiego do Marysieńki. Wyjaśnij niewolnictwo w Polsce (Lilkę zaciekawiło JAKI był koszt wykupienia się z jasyru?), pochodzenie kozaków i podaj przykłady budowli barokowych w Polsce (bo ostatni temat w rozdziale to sztuka). Dlaczego walczyliśmy z Rosją, czym była dymitriada i co rozeźliło Szwedów tak bardzo, że wywołało to potop szwedzki? Uff… Po dwóch godzinach nauki historii i kwadransie powtarzania z Łucją niemieckiego (umiem powiedzieć MÓJ plan dnia po niemiecku :D) byłam tak zmęczona, że nawet nie chciało mi się czytać. A wtedy przypomniało mi się, że muszę JESZCZE podpisać Mieszkowi uwagę. I to AKURAT jest bardzo zabawne…

Otóż młody wrócił ze szkoły nieszczęśliwy. Przytulił się do mnie i pyta, czy podpiszę mu uwagę. Oczywiście, ale chciałam ją WPIERW zobaczyć… I okazało się, że Pani kazało mu to samemu napisać przewinienie jako część jego kary. Przeczytałam i pytam się go:

  • A komu ten palec pokazywałeś?
  • Walerce.
  • A co ona zrobiła?
  • Nie pamiętam, ale mnie zdenerwowała.

<>

Wrzucam Bibka. W necie krążą fajne galerie z pewnym różowym pluszakiem i innymi psami, no a przecież GYZIA mamy i my!!! I też możemy się pochwalić takim ujęciem! Pierwsze to oczywiście NIE -Bibi!

Masz węgiel z palemki?

zapytała mnie Lilka i ja zbaraniałam.”Jakiej palemki? Coś potrzebujesz na plastykę?” Lecz okazało się, że ona tak chciała zagaić o środzie popielcowej 😀

W szkole wprowadzono całkowity zakaz telefonów komórkowych. Dobrze! Wszystkie szkoły wokół sobie z tym poradziły, a u nas był problem. Tzn. wiadomo, że dzieciaki zakaz łamią, Łucja ma znajomych w innych szkołach i standardem są zdjęcia i relacje kręcone w łazienkach albo na przerwach. Dostaliśmy jako rodzice info meilem i nadszedł PIERWSZY poniedziałek… Lilka:

  • Mamo, wiesz jak strasznie creepy w szkole zrobiło się bez telefonów?!? Dziś widziałam jedną dziewczynkę, która na przerwie grała w jojo. JOJO!!!
  • Nieźle.
  • A wszyscy inni grają w UNO.
  • To taka gra w karty z Mac-a?
  • Nie musi być z Mac-a.

Wtorek, relacja Łucji:

  • Ponieważ nie ma telefonów to wszyscy grają w UNO. Ale dziś graliśmy, tylko się nie denerwuj, bo to TYLKO taka nazwa, w „Dziwkę”.
  • A jak w to się gra?
  • No jest policjant i dziwka, a pozostali są zwykłymi graczami. I jak dziwka mrugnie do kogoś, to ta osoba mówi: Wyr-chała mnie dziwka. Chyba, że policjant ją przyłapie i wtedy dziwka przegrywa.
  • Podobną grę znałam. To się nazywało policjanci i złodzieje.
  • A jutro Jędrek będzie nas uczył grać w pokera. Jak dobrze pójdzie to do końca roku cała szkoła już będzie grała.

🙂 I weź tu nad tym zapanuj!

<><>

Bibek sępiący. Tym razem Miaustra je, a pies próbuje się załapać na wylizywanie miski:

Spotkanie to początek rozstania

-japońskie przysłowie

Widziałam się z weekend z dziadkami i miałam burzliwą dyskusję z Krzychem o książkach. Dziadek upolował na pchlim targu ostatnią, brakującą mu książkę z serii o Tomku Szklarskim i był bardzo z tego dumny. No i okej – to jest cenne dla niego, LECZ nie są to koniecznie książki, którymi zachwyci się NOWE pokolenie (co nie znaczy, ze NIE sięgną po „Przygody Tomka” w wieku dorosłym). Pomijając język i styl niestrawialny dla dzisiejszych nastolatków, rodzaj podróżowania jakie uprawiał bohater jest w tej chwili potępiany. Nawet infantylna Nela jest mniej szkodliwa, bo nie wchodzi się w obcą kulturę z potrzebą zmieniania jej. Robi się wszystko, żeby wpływ turystyki na resztki pierwotnych cywilizacji był jak najmniejszy. Na fali różnic i tego, że kolejne pokolenie jest inne niż było dziadka, czy moje przeszliśmy do „Szatana z VII klasy”. BO dziadek nie może przeboleć, że Lila do NIE chce TEGO czytać. I też się spięliśmy, że ja uważam, że ta książką nie pokazuje niczego oprócz tego, że uczniowie zawsze czuli się bardziej cool niż nauczyciele. I że jak stara instytucja szkoły, tak stare są metody uczniowskiego prześlizgnięcia się przez naukę oraz, że film „Genialna przyjaciółka” zdecydowanie więcej mówi o latach ’50 i ’60 niż ocenzurowane książki, którymi w ramach lektur męczone jest kolejne pokolenie. W filmie pokazane jest np. że edukacja była NIE oczywista i że były dzieci, które chciały się uczyć i nie było im to dane!. Że szkołę uważano za wymysł. Ale tutaj linią obrony dziadka było to, że inteligentny Polak powinien sięgać po literaturę wcześniejszych pokoleń i próbować ją zrozumieć (w kontekście tego, że język w „Szatanie” jest dla Lilki archaiczny i niezrozumiały). Itd, itd… Dogadać się oczywiście NIE dogadaliśmy 😀

Książki na luty to naprawdę mini-porcja. Dzieci mają co czytać, za to JA na ferie, do pociągu, zabrałam kilka książek i znowu jestem na zero. W ramiach książkowej wymianki zamieniłam się z jedną biegową znajomą: „Dziewczynę w Konbini” ->na poradnik o japońskiej sztuce szczęścia (ta osoba to akurat miłośniczka kultury japońskiej). Schowek w wirtualnej księgarni mi pęka w szwach, ale zamawiać więcej będę w marcu! Na ZAJĄCZKA!

„Pobudzeni” to książka o hormonach, którą wszyscy teraz czytają, a „Fabryka Lalek” to wiktoriański thriller.

Berlin to najbardziej niebezpieczne miasto w całej Rzeszy

Babilon Berlin, s01e02. DOBRE! Stanęłam z górką prasowania i nie wiedziałam co wybrać… Miałam ochotę na „Sztokholm” o syndromie Sztokholmskim, ale tam gra Ethan Hawk, którego nie trawię, więc wzięłam kolejny film z listy.

Ruszyła szkoła! Rano musiałam przypilnować, żeby KAŻDY pamiętał zabrać buty zmienne, bo przed feriami, dzieciaki miały opróżnić szafki (wielkie szkolne porządki), a potem pognałam do piekarni, żeby dowieźć rogaliki. Przyszedł Klarens, który chyba wyczuł, że znów jest ten okres, kiedy w domu cisza i może się zaszyć w swojej miejscówce na strychu… Na spacerze rano z Bibką widziałyśmy natomiast SARNY! Najpierw jedną, a potem dostrzegłam, że obok niej stoi kolejna, tylko tak bokiem. Za długo jednak na nie patrzyłam (choć rozmytą fotkę mam), bo bałam się, że pies postanowi zapoznać się bliżej i wystraszy zwierzaki.

Koniec lutego mamy zaplanowany. Panny mają po dwa sprawdziany w tym tygodniu, a ja i Łucja mamy po szkoleniu. Powinnam podbić do gminy dowiedzieć się, czy jest już jakaś pula bezpłatnych sterylizacji dla zwierzaków, bo jeśli Bibka nie jest w ciąży (liczę, że NIE jest) to bym jej zrobiła na wiosnę zabieg. Jutro wieczorem idę pobiegać i mam nadzieję, że ktoś znalazł moją bluzę, bo zgubiłam i z wyliczeń wychodzi mi, że ostatni raz ją miałam na sobie tydzień temu we wtorek. Miałam dwie, mam jedną i to trochę mało!

<><>

Niezła akcja jest z Mieszkiem (przydałby mu się fryzjer, ale to już w marcu), który tnie w tego minecrafta na okrągło. Otóż w jego świecie pojawili się anglojęzyczni gracze. I coś do niego zagadali. I on wrzucił sobie ten txt do gugiel translatora i przetłumaczył sobie (wszystko na komórce bez karty telefonicznej podłączonej do domowego wifi). Co więcej, wykombinował co im odpowiedzieć i korzystając z tej samej ścieżki stworzył odpowiedź 🙂

Medalowy gwóźdź

Zbliża nam się do końca Karnawał, Lutka we wtorek robi ostatkowe przyjęcie dla znajomych (ziemniaki i śledzie), czas więc na skruchę i popiół… Przyznam się Wam do jednej przygody. Rok temu, na wiosnę. No bo się przydarzyła. Akcja, akcja i oto zmierzamy po schodach, w stronę mojej sypialni. Po drodze mijamy MEDALE. A to był ten typ spostrzegawczy.

  • Ile masz medali!
  • Kilka. Ja wiem czy dużo? – bo rzeczywiście w świecie moich biegowych znajomych kolekcje są zdecydowanie WIĘKSZE.
  • Nie no, jednak sporo.

I ponieważ widzę, że jakiś problem z tymi medalami to szybko dodałam:

  • Weź olej te medale! Przecież to za udział. Wszyscy dostają!

Ale było za późno. Tak się tymi medalami spiął, że było po zabawie i na tym etapie zakończyła się ta dobrze zapowiadająca znajomość…

<>

ABY więc przybić moją samotność kolejnym gwoździem, zdobyłam NASTĘPNY medal!

Bieg Miłośników Lasu, to impreza, której staram się nie przegapiać 🙂 Wcześnie rano, gdy wyszłam na spacer z Bibką był grad, lecz gdy dotarłam na miejsce startu to już nie siąpiło, a przynajmniej nie w trybie ciągłym. W lesie, mam na ogół słabe wyniki -> to wynika z ukształtowania terenu, wąskiego gardła na starcie i pierwszym kilometrze, kiedy właściwie się truchta, a nie biegnie, no ale kolejne 5 kilometrów pokonane!

Mam też dla Was life-hacka. Spadła Wam kiedyś kiełbaska do ogniska? Na pewno! A jednocześnie jak nacinacie to staracie się by jak najwięcej tych nacięć zrobić i jak najgłębiej, bo ten opieczony środek jest najlepszy, nie? No więc, pokażę Wam, jak leśnicy nacinają kiełbaski. Musicie spojrzeć na środek ogniska i tam widać jak gość to zrobił. Nacina krańce – takiego robi kwiatka, a w nienacięty środek wbija kijek. Genialne!

Gdybyś była morzem, ja byłbym plażą, a gdybyś wciąż była morzem byłbym rybą i pływał w Tobie. Gdybyś była morzem, ja byłbym solą.

Glorii Bell jakoś specjalnie nie będę Wam polecać, bo w sumie jest dość smutny film, o kobiecie, która nieustannie wierzy, że coś się zmieni i się UDA (btw. kiedyś o tym filmie pisałam). Punktem krytycznym jest moment, gdy po totalnej katastrofie dzwoni, o trzeciej w nocy, z Vegas do swojej mamy. Dodajmy, że bohaterka jest po 50, jej dorosłe dzieci mają już dzieci, a ona robi wrażenie poukładanej kobiety sukcesu. W sumie to i tak dobrze, że nie dzwoni do ex-męża… Niemniej jednak jest TAM kilka przyjemnych momentów, np. gdy jest u kosmetyczki. Dobrze się znają i podczas depilacji bikini rozmawiają o różnych rzeczach… Gloria skarży się, że ciągle przychodzi do niej kot sąsiadów. I nie wiadomo którędy wchodzi!!?! A kosmetyczka opowiada jej na to biblijną historię o kocie… Jak wiecie, wersji Biblii jest bardzo wiele, więc w którejś z pewnością TAK jest:

Noe gromadził zwierzęta na swoją Arkę… Rozmnożyły mu się myszy, które wyjadały zapasy żywności zgromadzone na podróż i Noe poszedł po poradę do Boga. Ten mu powiedział: Idź do lwa oraz uderz go 2 razy w głowę. I Noe tak zrobił. Lew wtedy kichnął, a z dziurek w nosie wypadły mu dwa koty, które pokonały myszy. W ten sposób koty ocaliły ludzkość i mogą ocalić każdego człowieka. Jak dla mnie w tej przypowieści jest jeszcze jedno dno: prawidłowa liczba kotów zaczyna się od dwóch 😀

Druga fajna scena, to gdy bohaterowie czytają sobie wiersz. To chyba jeden z ładniejszych wierszy miłosnych jakie znam. Nie znalazłam go po Polsku, co więcej wersja angielska została przetłumaczona przez SAMEGO autora z hiszpańskiego wyłącznie na potrzeby filmu. To chilijski poeta Claudio Bertoni i jego wiersz z 1946 roku – „ Dla mojej młodej przyjaciółki, która próbowała sobie odebrać życie” („Para Una Joven Amiga Que Intento Quitarse La Vida). Fragment tego wiersza wrzuciłam Wam do tytułu wpisu, a niżej wklejam wersje anglojęzyczną:

I’d like to be a nest if you were a little bird.
I’d like to be a scarf if you were a neck and were cold.
If you were music, I’d be an ear.
If you were water, I’d be a glass.
If you were light, I’d be an eye.
If you were a foot, I’d be a sock.
If you were the sea, I’d be a beach.
And if you were still the sea, I’d be a fish,
and I’d swim in you.
And if you were the sea, I’d be salt.
And if I were salt, you’d be lettuce,
an avocado or at least a fried egg.
And if you were a fried egg,
I ‚d be a piece of bread.
And if I were a piece of bread,
you’d be butter or jam.
If you were jam,
I’d be the peach in the jam.
If I were a peach,
you’d be a tree.
And if you were a tree,
I’d be your sap…
and I’d course through your arms like blood.
And if I were blood,
I’d live in your heart.

<><>

Wrzucę Wam Łucję. Czapkę Billy Eilish panna zamówiła sobie z Alika i używa jej do PRZYKLEPYWANIA włosów o poranku 🙂

Kultura cd

Jest wystawa, o której wszyscy mówili. No, ale nie miałam JAK się tam wybrać. Malunki gołych bab z uwydatnionymi cechami płciowymi, to ani z dziećmi, ani z dziadkami, nie mogły być celem wyprawy… Lecz wtem odkryłam, że WYSTAWA lada moment się kończy! Sprawdziłam co tam się będzie jeszcze działo i bingo: miało być kuratorskie oprowadzanie z ciałopozytwności! Czyli coś co lubię!

Miriam Cahn, to artystka ze Szwajcarii, która ma w tej chwili 71 lat. Pomyślcie sobie, jak bardzo szokujące były jej prace, gdy zaczęła je tworzyć. Patriarchalna i pruderyjna Szwajcaria, a tu ktoś, kto tytułuje swoje obrazy: menstruacja, owulacja a cykl tworzenia synchronizuje ze swoim cyklem biologicznym. Odpiera ataki, że to pornografia, bo przecież TAK namalowane kobiety nie mogą nikogo podniecić. Ale w sumie to w pornografii, TEŻ nie ma za bardzo twarzy i sylwetek. Są tylko narządy płciowe w dużym zbliżeniu. Zawężone spektrum widzenia twarzy to tylko oczy i usta. Dwa błyszczące elementy w górnej części ludzkiego ciała. Wystawa została zaplanowana przez samą artystkę. Po wejściu mamy się rozejrzeć „dzikim spojrzeniem” i pomyśleć co czujemy. To jest naszym lękiem i naszym postrzeganiem samych siebie…

Babka, która oprowadzała, jest z ciałopozytnownością związana zawodowo i mówiła o tym, że dla niej kluczowe jest odseksualizowanie piersi. No bo one ZAWSZE w naszej kulturze są postrzegane jako służące CZEMUŚ, lub komuś. A przecież są kultury gdzie szyja jest seksualna i ją się zakrywa, a kiedyś były to łydki. Ba, pacha jest czymś kuszącym i oprowadzająca przyznała się, że dostaje dużo arabskich wiadomości z prośbą o przesłanie zdjęcia pachy. Ach, no i film 365 dni jest zły. Pokazuje, że przemoc może prowadzić do uczucia. Że można znęcać się nad kimś tak długo, aż się go złamie i pokocha. No więc to nie jest miłość, lecz syndrom sztokholmski.

Możesz być tylko sobą, wszystkie inne role są już zamknięte

Oscar Wilde

Byłam kiedyś z dziadkami na wystawie o polskiej scenografii kulturalnej i politycznej. Jak tworzono i jak tworzy się scenę? Bardzo to było ciekawe, a w którymś momencie oprowadzający nas kurator powiedział: Proszę iść koniecznie na Dziady. Jeśli gdzieś będą wystawiane. To naprawdę doskonała sztuka!

Wróciłam do domu i zaczęłam kombinować… W sumie to z Lilką byłam na musicalu, z Mieszkiem też coś wymyślę (wymyśliłam planetarium i wystawę z klockami), ale może pójść z Łucją do teatru? Rozpoczęłam przegląd i Dziadów nie znalazłam… Znalazłam Chłopów, ale szukałam dalej. I wytypowałam kilka sztuk, z których Łucja wybrała TRZY. Wcale nie było to łatwe. Nie chciałam iść na spektakl dla dzieci, bo tak naprawdę CAŁA trójka, jest już na to za duża. A przedstawienia dla dorosłych mają limity wiekowe! Od 16 lat, rzadziej od 12-stu. Dwa odpadły, bo akurat są niewystawiane, wiec został jeden. Napisałam tylko meila, czy zostanę wpuszczona z córką, bo ona nie ma 16 lat, ale idzie za mną. Odpisano mi, że będą się pojawiać wyroby tytoniowe i będą niecenzuralne słowa, ale to wszystko.

Spektakl, który wybrałyśmy (pannę na jeden wieczór sobie pożyczyłam od taty) był WSPANIAŁY. To była opowieść o byciu sobą. O Charlim, spadkobiercu podupadającej fabryki obuwia i Loli, czyli mężczyźnie, którzy dobrze czuje się jako kobieta i pomaga mu w stworzeniu butów dla Draq Queens. Role transów wykonywali oczywiście mężczyźni przebrani za kobiety. Na gigantycznych obcasach, bez bioder, talii i pośladków 🙂 Doskonale trafiłyśmy z terminem. Lola próbowała się zapiąć w sukienkę i nie dała rady i powiedziała: JUTRO nie ZJEM ani jednego PĄCZKA!!! Było mnóstwo brokatu i konfetti strzelającego ze sceny (a tak się bałam, że kolejny karnawał przeleciał mi bez elementów połyskujących 🙂 Cudowna była też interakcja z widzami. Jest scena walki bokserskiej, bo fabryczny homofob Donek wyzywa Lolę. A Lola miała ojca boksera i kilka walk bokserskich stoczyła. Jest więc ring i walka w stylu wrestling. Lecz zanim do niej doszło, zawodnicy na ring wbiegają z widowni.

Czy będziemy gdzieś jeszcze iść? Na pewno! Bardzo nam się obu podobało, chociaż źle wymierzyłam czas dotarcia -> po zaparkowaniu biegłyśmy i byłyśmy absolutnie na styk, co Łucja bardzo przeżywała. No i podobnie jak Lilka, panna nie wiedziała, że na koniec udanej sztuki, widzowie przy klaskaniu wstają. Lilka to była tak przerażona, gdy ja wstałam, że powiedziała: Mamo, NIE. Bo bała się, że ja chcę coś odwalić 🙂 Łucja miała do mnie więcej zaufania, ale też ją trochę stresowałam :)))