Wydało się wczoraj, że Klarens ma drugi dom. Właściwie nawet nie drugi, bo chodził już do moich sąsiadów, którzy nazywali go Justynian i do jednej pani, która ma dwa jamniczki, bo dogadywał się z jej kotem. A wczoraj Liliana przydybała go idąc rano do do szkoły… Szedł i miauczał. Ona do niego odmiauknęła, on jej odmiauknął, lecz uchyliły się jedne drzwi w domu obok, gdzie na niego CZEKANO. I on tam wszedł!!!!???! Do mnie dotarł ok 14-stej. Zapomnijcie, że jest coś takiego jak nadpopulacja kotów 🙂 JEDEN gruby biało-czarny kocur obstawia co najmniej cztery domy… I jak go tam nazywają?? Może zawiesić mu obróżkę, że to KLARENS? Gdy wrócił wzięłam go na ręce i zawołam Łucję:
- Sprawdź czy ciągle ma jajka!
- Ale ja nie wiem jak one mają wyglądać!
- Takie kuleczki!!
- To ma!
On nie znaczy terenu, nigdy tego nie robił, nie czuje się zagrożony, ale wolałam się upewnić… Czipa ma w końcu na mnie! Fotka z netu 🙂

<>><<>
Ortopeda z Łucją odfajkowany! Kolejna wizyta w kwietniu, a sanatorium zaplanowane tak jak chcieliśmy, czyli na lato! Zadowolone, że wszystko szybko załatwiłyśmy wpadłyśmy na zakupy do sklepu spożywczego na A, w którym nigdy nie byłyśmy.
- Zobacz mamo, jakie to jest ciekawe! Kawa z malinami!
- Super. Weźmy! Też tak masz, że jak jesteś w nieznanym sklepie, to czujesz się jak na wakacjach za granicą?
- Tak. Dokładnie! 🙂
