Just go with the body

Tajemnice Laketop

Jako dziecko nie rozumiałam uporu mamy, że gdy gdzieś wyjeżdżaliśmy dom musiał być posprzątany. Ojciec się pieklił, że zaraz spóźnimy się na pociąg/autobus/samolot, utniemy w korkach/inaczej było zaplanowane, a ja zastanawiałam się czemu ONA po prostu NIE ustąpi?? Oświecenie przyszło gdy dorosłam i chociaż nie zawsze tak się udawało, lubiłam wychodząc z domu zostawiać co najwyżej kubek po herbacie w zlewie. Ale powiem Wam, że najgorzej jest, gdy wracasz z wakacji i wcale nie mieszkałeś po drodze w Ritzu, a w domu masz remont… Spałeś przez tę chwilę w czystej pościeli i wracasz do chaosu… Jeszcze wczoraj, chociaż było późno i byłam nieźle zmachana malowałam, a dziś kończyłam. Jak to w takich sytuacjach bywa, robota się nawarstwiała. W planie s) sądziłam, że zrobię typową dla mnie chałturę i po prostu pomaluję TAM gdzie JEST brudne, ale gdy to zrobiłam odkryłam, że brudne jest POMIĘDZY pomalowanym (czyli 15 lat nie malowanych ścian zwyczajnie się zabrudziło)… Musiałam więc polecić kompleksowo całość i to kilka razy. Wałki już umyte, więc wygląda na to, że jutro kończę 🙂 Auto załadowałam workami z gruzem i może nawet wieczorem sobie coś obejrzę? Cieszy mnie niezmiernie ta rychła wizja końca! Btw. Bibi rośnie na budowlanego psa, który najbardziej na świecie lubi się bawić kawałkami płyty gipsowej, ale chyba jak zwolnię jej dywanik, na którym spała pierwszej nocy to też się ucieszy 😀

<>

Fotki z Jarmarku. Nie nasze, ale za to na jednej JEST Łucja z Mieszkiem, a na dwóch widać Lilkę!