post-urodzinowa biblioteczka

Trudne są prace ogrodowe z Bibi 😀 Ja wyrywam tę poziomkę, a ona wyrywa ją mi… A jak się jakieś pnącze trafi, to siłujemy się obie, która przeciągnie bardziej! Tymczasowo na opustoszałe miejsce wysiałam trawę, ale w wolnej chwili podbiję do ogrodniczego. Zamówiłam też podręczniki do religii, które są jedynymi, na które nie ma dofinansowania. Lilka ma po Łucji, więc potrzebowali Łucja i Mieszko. A przy okazji panna najstarsza dostanie książki! Umówiłyśmy się, że po jej urodzinach sama mi powie co chce. We wrześniu idzie do sanatorium, tam dużo czyta i chciała mieć CO czytać. Ja miałam coś tam w schowku – to było jakąś tam bazą, no i ona sama coś tam chciała. Wybrała więc upatrzone na Festiwalu Języka Polskiego: CIAŁO, czyli taką encyklopedię o ludzkim ciele. Wydawało mi się, że mają dużo takich rzeczy, ale była tą książką zachwycona. Syn Wiedźmy to coś co mi polecano na Targach Książki, podobnie jak Rok, w którym nauczyłam się kłamać (obie książki z opisu ją zaciekawiły). Natomiast Mam na imię Jutro to historia o psie. I to jest dla mnie 😀

I przyjechał urodzinowy rower Łucji. Zrzutkowy prezent! Wybrany w szczegółach też przez samą jubilatkę. Polskiej marki, która stylizuje swoje produkty na holenderskie. Panna wybrała pistacjowy kolor i metalowy koszyk (nie wiem dlaczego, ale wolała taki niż wiklinowy). I jest! Btw. zakładam, że to jest jej ostatni rower. Rozmiar kółek jest już dorosły, a sam pojazd jest na tyle duży, że gdyby urosła do 180, to będę na nim jeździć JA! 😀