LATO 2019

Pierze się mi i suszy ostatnia porcja odzieży z wakacji, więc zrobię w międzyczasie podsumowanie! 🙂

LATO 2019– jakie było? Przede wszystkim GORĄCE. I to we wszystkich tego słowa aspektach. Płonęły lasy Syberii, Alaski i Amazonii. W Polsce ogłoszono katastrofę hydrogeologiczną, bo wody rzeczywiście mamy coraz mniej. Bardzo dobrze, że świat to widzi i reaguje. Nie tylko zielone freaki, ale problem widzą władze różnych państw i samorządy. Przestajemy kosić trawę, sadzimy łąki i zbieramy deszczówkę.

PSIE (i kocie). Całkiem sporo znanych mi osób TEGO lata przygarnęło zwierzę. Głównie były to pieski, ale zdarzyło się też sporo kotków. Rozdaliśmy kotki dziadków i do dziadków cały czas podchodzą ludzie z ulicy, którzy się pytają, czy nie mają jakichś kotków. Ludzie chcą brać zwierzęta – coraz częściej bezrasowe- i zajmować się nimi. Kundelki są modne i hipsterskie, a jak spotykaliśmy kogoś na wakacjach z psem, to najczęściej był to TEŻ tzw MIX.

Moje wakacje mogę podzielić na DWIE wyraźne, choć zahaczające o siebie części. Lipiec był czysty i kulturalny. Przeczytałam morze wspaniałych książek i wysłuchałam ocean wspaniałych debat. Chodziłam na wystawy i wyżywałam się kulturalnie. Robiłam co tydzień nowe paznokcie u nóg i foot-spa… Sierpień to remont. Brud, chaos i brak czasu. Dziś chcę ZNOWU posprzątać, ale kupki wakacyjnych brudów trochę mnie ograniczają. Jeszcze sąsiad, który się wyprowadza przypiął mi rower do balustrady rzucając: Justynka, ja to zostawię tak na tydzień, LECZ PRZYSIĘGAM, że jeżeli NIE odbierze do połowy września tego klamotu, który MU się nie zmieścił do samochodu, przetnę łańcuch i wywiozę na gabaryty.

PONADTO:

Muzyka: Łucja obsługuje radio w aucie i ona najczęściej zapodaje polską muzę. Z rzeczy, które KOJARZĘ, hitem była Acapella. To zresztą ciekawe, że taki blondas śpiewa po hiszpańsku.

Wzór: tęcza. Na wszystkim, całe lato. Przez tą zadymę z torbami Ikei, nagle wszyscy zaczęli tę tęczę lansować, takiej tęczowej torby dorobiliśmy się też (jeszcze w Sopocie) my. Tęcza była na klapkach i na lampkach solarnych ze Stony.

OWOCE: Mało było truskawek i malin. Na rynku straszą, że będzie mało jabłek, a dużo gruszek. Pyszne maliny jedliśmy w Bieszczadach. W tej aroturystyce naszej były krzewy z malinami, które próbowaliśmy ogołocić, ale ich było za DUŻO! 🙂

Książki. Było ich dużo i były naprawdę dobre. Dawno tyle świetnych książek nie przeczytałam. Takim ważnym tematem było chodzenie i eseje w „Zew Włóczęgi”. Przemyśleniami po każdym rozdziale katowałam dziadków i dzieci.

Sposób na wypoczynek: wakacje pod namiotem i podróżowanie pociągiem! To był HIT. Nawet ci, co nie lubią takiego urlopu tego lata próbowali jednego albo drugiego. My do pociągów będziemy wracać na pewno

Nurt ekologiczny: łąki. Nie jest to tajemnicą, że ogrody brytyjskie wolę niż francuskie i bardzo mi się to podoba!

Plener: stogi siana. Co chwila kolejny znajomy się pojawiał na fotce z rolką siana.

Odzież: krótkie spodenki. To był nasz główny wyprzedażowy zakup i coś co nosiliśmy najczęściej. Przy Bibi to stało się koniecznością. Ona co chwila na nas wskakuje, a tak brudziła TYLKO skórę nóg…

Kosmetyk: peelingi. Złuszczaliśmy się po każdej wakacyjnej turze, a peeling do skóry głowy to nasz nowy ulubieniec.

Knajpa: odkryciem lata była knajpa obsługujaca wesela i tir-owców. Zatrzymaliśmy się tam w drodze z Bieszczad i to chyba będzie nasza nowa ulubiona knajpa. Wielkie zaplecze kuchenne, wszystko robią na miejscu, porcje gigant i smak też zupełnie w górnej normie!. To, że gdy weszłam w tych KRÓTKICH spodenkach, owiały mnie spojrzenia, to mogę przeboleć :))

Kolor: błękitny i turkusy. Dużo odzieży w tych kolorach nam doszło, prawie błękitny jest rower Łucji, i nowy telefon o jakim marzy Liliana jest też niebiesko-podobny

Festiwale: Woodstock. Koncerty latem są od lat strzałem w dziesiątkę, ale ten Woodstock to jakiś fenomen. Wszędzie gdzie pojawiał się ktoś w czarnej koszulce w Festiwalu było go widać.

Kierunek: Bułgaria. Jeśli wziąć statystycznie, gdzie dotarło najwięcej moich znajomych, to wygrywa!

Przyprawa: czosnek niedźwiedzi. Co któraś potrawa, w tych Bieszczadach była tym czosnkiem doprawiana… Gdy byliśmy w karczmie w skansenie to było masło do proziaków właśnie z tym czosnkiem. Pytam tę babkę, skąd oni go biorą, bo w sklepach go nie ma. A ona na to, że szefostwo ma plantację! W przyszłym roku sadzę i ja!

Obraz: Zobaczyłam go latem na jednej wystawie. Lato i kobieta. Opalona pupa i sznurek od tamponu 🙂 Ładne.

Zdjęcie. Widziałam je w Muzeum Bojków w Bieszczadach i wklejam, żeby mi nie uciekło! Było tam kiedyś uzdrowisko i są wspaniałe zdjęcia, gdzie widać „tarasy do kąpieli słonecznych”. Zobaczcie jak cudownie oni pozowali! Właściwie tak samo jak teraz. Jest ktoś z przodu, jest ekipa siedząco-komentująca, widać kto jest outsiderem a kto trend setterem 🙂

Instalacja: powiem Wam, że potrafimy 😀 Scena z Bogumiłem i Barbarą jest literacko niezła. To zrywanie nenufarów w białym gajerze na zawsze wbija się w pamięć. Ale jeśli bym ujrzała taką instalację jadąc w nocy to pewnie bym się nieźle wystraszyła :DDD

<><>

Btw. Teoretycznie mamy jeszcze jeden dzień tego lata, więc korzystajmy! 😀