Ze słomy, drewna i bibuły!

Wypadł nam w tym roku Karnawał Sztukmistrzów, ale ochota na Lublin pozostała… Sprawdziłam co tam jeszcze słychać latem i okazało się, że załapujemy się na Jarmark Jagielloński! I bardzo polecam Wam tę imprezę! Obiektywnie muszę przyznać, że dociera tam ZA dużo ludzi. W weekendy jest tam taki tłum, że przez stare miasto nie idziesz, a przelewasz się po centymetrze w falującym tłumie. Jak dla mnie to za dużo. Dlatego też na lubelskie imprezy staramy się dotrzeć na tygodniu. Czyli tym razem piątek i początek soboty.

Co tam się działo? Przede wszystkim był gigantyczny jarmark z dziesiątkami zespołów muzycznych grających co naście metrów. Było morze straganów z rękodziełem i tu uwaga: większość była z Ukrainy i Białorusi i były to rzeczy cudowne. Lubię ludowiznę, ale nasza już mi się trochę opatrzyła. No bo ile można patrzeć na te same wycinanki, frywolitki i fajansowe wzory. A to było inne. Jak się ogarnę, pokaże Wam co doszło 😉 Symbolem jarmarku jest kura, która w wersji ogromnej metalowej rzeźby raz po raz przemierzała Stare Miasto (pamiętacie, że kura to moje totemiczne zwierzę?), a tematem tegorocznej edycji były pszczoły. Ogromny pająk zdobiący wejście na Stare Miasto to były właśnie słomiane ule zawieszone na dużym kole.

Lublin jest bardzo fajny do łażenia. Po tylu latach jeżdżenia tam nareszcie znaleźliśmy przyzwoitą bazę noclegową. Tanią, czystą, no i w centrum. Ba… Zupełnie jak nie u nas, mieliśmy łazienkę W POKOJU 😀 Same miasto znamy już bardzo dobrze i czujemy się tam jak u siebie.

Były bezpłatne warsztaty rękodzieła, na które zapisałam dzieci. Jeśli kiedyś będę tam bez nich, zapiszę się SAMA, na takie dla dorosłych. Tym razem Mieszko uczył się robić litewskie wycinanki, Lila uczyła się strugać z drewna u litewskiego artysty (indywidualnie), a Łucja zrobiła mi pająka ze słomy (marzyłam o nim od dawna) 🙂 W sobotę rano cała trójka robiła hotele dla owadów. Też planowałam nowe do ogródka i mam AŻ trzy. Btw. zastanawiałam się czemu mój domek nie zwabia w tym roku owadów, a okazuje się, że owady lubią czysto i tę treść (wióry, słomki) trzeba wymieniać.

A to warsztaty:

TO ja z kwasem i książeczką jarmarkową c:)
Lekkie znużenie i smutek, że NIE idziemy na pizzę (poszliśmy w końcu 😉