Ciasteczkowy wpadł rano w czwartek na chwilę i zaczął mnie przepytywać:
- A gdzie teraz jedziesz?
- Za chwilę mam zakończenie roku w przedszkolu. Pomożesz mi zapiąć suwak na plecach w sukience.
- A jutro rano?
- Rano mam zakończenie roku w szkole. Będę w biegu do 14-stej.
- A później?
- A później będę się szykować do imprezy Mieszka.
- To będzie w sobotę rano? Mogę przyjść? Żartuję.
- NIE 🙂 Goście będą Ci do bioder sięgać. A później, po imprezie, Łucja ma występ. Będzie grała na pianinie na „Wiankach”. U nas, nad laguną, będzie scena i ona tam zagra.
- Przyjadę posłuchać.
- NIE! Ty przyjedź w poniedziałek jak dzieci pojadą do dziadków 🙂 Za to przyjedź wtedy na dwa dni.
W sobotę, po południu, Łucja miała występ. Grała na pianinie, na takich naszych Dniach Gminy. Była scena, różne sekcje rozrywkowe się prezentowały, a Łucja zagrała. Z 20-stu swoich podopiecznych Norbert mógł wybrać dwójkę dzieci i wybrał właśnie ją. Zanim jednak wystąpiła chwilę włóczyliśmy się po całym tym festynie. Mieszko spotkał swoich kolegów, w tym ukochanego Oskara, którego tata jest strażakiem i obstawia wszystkie lokalne imprezy. Chłopaki chodziły na watę cukrową, która tego dnia była za darmo. Podobnie jak pop-corn, który co chwila kolejny odbierała Lilka 😉



Można było popływać na kajaczkach, było ognisko i DAWALI kiełbaski i był też gość, który pokazywał zdalnie sterowane łódki. To bardzo droga zabawka, ale zaczęłam z nim gadać i wyobraźcie sobie, że dał Mieszkowi pokierować jedną z takich łódek. Rzucili się na to inni chłopcy, by też chwilę się tak pobawić, ale innym dzieciom już nie dał. Mieszko rzeczywiście bardzo ostrożnie to robił, jest techniczny i opanowany. To była naprawdę niezła akcja.


I to już występ i jej nauczyciel, który dostał paczkę Raffaelo 🙂 Niedługo się nią cieszył, bo znalazła go Lilka i większość pudełka mu wyjadła 🙂


Pozostając w klimatach wianków pokażę Wam co na lato, na drzwi, przyszykowała Lilka. Dzieci właśnie zabrała Lutka i pojechały do dziadków na dwa tygodnie. Ja w czwartek rano mam pewną urzędową sprawę do załatwienia, a potem jadę do nich. Dziś za kilka godzin, zaczyna mi się randka, ale chciałabym do tego czwartku przejrzeć biurka i tornistry. I sporo wywalić. Zmieniam pościel, piorę i prasuję. Muszę też podskoczyć do sklepu po kocie jedzenie, bo skoro mnie nie będzie, to Klarens będzie pod opieką sąsiadów i muszę ich zatowarować w saszetki 🙂

