Water party

Była i pogoda, była i zabawa. Plan zrealizowałyśmy w wersji 200% normy, czyli i nad wodą i te atrakcje co miały być w domu na wypadek niepogody. No dobra, nie dotarły na czas pływające flamingi na basen, ale będą jak znalazł za rok. Jak dojdą. Tort kupiony w cukierni okazał się być pyszny, a Łucja zdmuchnęła SPECJALNE świeczki palące się różnokolorowym ogniem 🙂

Był przejazd po trasie z poszukiwaniem kluczy, było malowanie mini-deskorolek lakierami do paznokci, było rzucanie balonami z woddą (to zawsze się podoba) i było robienie nie tonących breloczków. Największym jedzeniowym sukcesem cieszyły się żelki i czereśnie 🙂

PRZYGOTOWANIA:

Pierwsi goście i START rajdu PO klucze!

Torcik 😀

Dziewczyński zakątek, czyli część rękodzielnicza 1 🙂 Mini deskorolki do pomalowania…

Rzucanie balonami!

I część craftowa Nr 2, czyli breloczki. W specjalnym basenie było testowane, co tonie, a co się unosi. Ciekawe, bo większość uznała, że to bardzo przydatny gadżet, który będzie mógł unosi telefon w wodoodpornym etui 😉

Także zrobione! 🙂 Goście zadowoleni, ale najważniejsze, że Łucja przeszczęśliwa :D. Część już posprzątałam, ale nie chowam za głęboko, bo za dwa tygodnie powtórka…