Dieta wakacyjna!

W nocy przyjechał do mnie Mieszeczek i mam kilka za krótkich dni z moją wspaniałych trójką! W piątek jadą z tatą na wakacje, a do tego czasu mamy kilka rzeczy do załatwienia w te najbardziej upalne chwile lata…

Przede wszystkim muszę je zapakować. W środę chcemy się wybrać na jakieś termy, albo basen otwarty. Jutro mają leżenie w ogródku i plażę po południu. Chciałam dostać się z dziewczynami do dermatologa, ale pierwszy wolny termin jest na koniec sierpnia (zapisane). Musimy też podskoczyć do biblioteki po kolejne audiobooki: kolejne części „Harry Pottera” – jedna płyta to 13 godzin, więc akurat na długą podróż jaka im się szykuje i coś dla mnie. Btw. „Bajki-Grajki Przygody Króla Jegomości” są cudowne. Przepiękny język i świetne wykonanie. Słuchaliśmy tego kilka razy (to tylko 16 minut). Spodobały się nam też „Pamiętniki Cwaniaczka”. Pożyczyłam dla Mieszka na naszą podróż do Lublina, ale odsłuchały też dziewczyny i kolejne części z pewnością będą.

<><><>

Wakacyjne menu

Tegorocznym hitem są lemoniady i galaretki. Odkryliśmy przezroczystą i zatapiamy w niej różne letnie owoce. Borówki, poziomki i porzeczki. Jutro w foremce ROBOT zatopimy maliny  🙂

Grillowane banany. Wszyscy tego lata grillują banany. Po modzie na wege szaszłyczki i pieczarki, na ruszty wrzucane są banany. Tutaj dwie wersje: z czekoladą i śmietanką i odrobina likieru kokosowego (alkohol wyparował) oraz z imbirem i wanilią. Kiełbaski symbolicznie, ale więcej mi nie zjedzą (właściwie to tylko Lilka z Mieszkiem jedzą).

No i koktajle. Ten wymyśliła moja trenerka i rano go zrobiliśmy. W sumie to taki sobie, ale jednorazowo możecie wypróbować. Arbuz (wyjąć pestki), banan i limonka. Wypić wypiły, ale kolejny chcą już inny!

Lekcja wrotek (1-sza)

  • Zaskoczyło Was, że matka zna TAKIE miejsca?
  • Tak. Szkoda, że nie wiedzieliśmy, że jest basen, to wzięłybyśmy kostiumy.
  • Ja wiedziałam. Ale wzięłyśmy już rolki.
  • A Ty wrotki. Ale na tygodniu basen też jest z wodą?
  • Tak. Tylko, że wtedy są imprezy dla dorosłych. Dorośli też wskakują do basenu.
  • A co wtedy robią dzieci?
  • Dzieci wtedy nie ma. I to jest w tym najlepsze 🙂

Przyszło mi do głowy wczoraj wieczorem, że skoro mam SAME panny, to pojadę z nimi na rolki! Tzn.one na rolki, a ja na wrotki. Dziewczyny jeżdżą nieźle, lecz ja to był… dramat. Najpierw przejechałam 20 metrów i musiałam je zdjąć, bo TAK się bałam. Drugi raz, jak po godzinie nałożyłam to już było lepiej. Po prostu nie mogę się bać, to wtedy jadę. Ale skoro już się wyrwałyśmy z domu to podeszłyśmy na taki zlot kuchni azjatyckiej do jednego klubu 🙂 I baaardzo się dziewczynom podobało!

„I proszę mi szybko zrobić zdjęcie, żeby był dowód, że się UCZĘ!” 🙂

Wyglądasz jak szynszyla. To komplement.

– Liliana

Mam moje królewny! Dziś było uroczyste zakończenie kolonii, występ dla rodziców, spacer po galerii z pracami, które wykonały dzieci i poczęstunek. Miało być ognisko, ale drewno zmokło i skończyło się na ciastach. Też dobrze 🙂 A potem można było już zabrać dzieci i wrócić do domu. Dziewczyny z kolonii zadowolone. Stałym problemem jest jedzenie. Ile bym nie pisała w formularzach, że NIE zmuszać, zawsze się znajdzie jakaś nadgorliwa pani kucharka, która uważa, że MUSZĄ coś zjeść. A jak się taka Lilka uprze, to nie zje 🙂 Poza tym dziewczynki zachwycone. To były takie specjalne dziewczyńskie kolonie! Tańczyły, spacerowały, były w jakiejś stadninie i miały całą masę zajęć plastycznych i kulinarnych (jedzą pierogi!!!). Sceneria wypoczynkowa była leśna z niedużym akwenem wodnym w pobliżu. Bardzo fajnie!



ze Sztukmistrzami!

Najlepsza impreza lata odbywa się w Lublinie. I to jest bardzo niesprawiedliwe, że to jest dokładnie w ten weekend co Festiwal w Człuchowie i że jest to środek lata, kiedy czasu nie ma na nic. Ale warto tam być, więc jeśli nie macie planów na weekend, to pakować się do aut i jechać!

Karnawał Sztukmistrzów w Lublinie to wydarzenie unikatowe w skali Europy. Przez cztery dni miasto jest opanowane przez ekipy performerów, kuglarzy, cyrkowców i akrobatów. Nad głowami łażą Ci na linach, co 10 metrów występuje ktoś kolejny i zjeżdżają się tam ludzie z całego świata. Jakby tego było mało, ZAWSZE jest wtedy DOSKONAŁA pogoda, a Lublin od ubiegłego roku dołożył cudownych fontann, po których można biegać. Nie udał mi się ubiegłoroczny plan, że będziemy z Mieszkiem jeździli na rowerach miejskich, ale po prostu nam zabrakło czasu. Lublin uwielbiam. Powiedziałabym nawet, że znam go doskonale, ale ma urok jednego z tych miast, gdzie większość ulic jest jednokierunkowa, a większość zakazów jest zakazami zawracania, więc regularnie wywalało mnie na obwodnicę (w drugą stronę było dokładanie tak samo: wyjazd na autostradę to wycieczka krajoznawcza przez samo centrum). Najlepiej więc postawić auto i łazić, tym bardziej, że odległości nieduże. Mieszko jest zachwycony. On zupełnie nie pamięta, że byliśmy tam cztery lata temu, ale za rok też chce tam być!

Jak przystało na weteranów imprezy odwiedziliśmy najpierw jeden z licznych namiotów informacyjnych i zaopatrzyliśmy się w tatuaże wodne, mapki z atrakcjami i program:

Te papierowe meduzy chcę mieć:

W tym roku nad głowami unoszą się balony. W każdym balonie „siedzi” postać z innego kraju z flagą 🙂 Btw. Mieszko niżej jest w majtkach, bo gacie zmoczył na fontannach 🙂

Gościom na linach zrobiłam dziesiątki zdjęć. Wiem co czują jak spadają 🙂 Miałam tego lata przygodę z wysokością więc ich rozumiem 🙂 Można na nich patrzeć godzinami:

Widzicie kremowe parasole na wprost? To żydowska knajpa. Wybitna. Tam siedliśmy by zjeść lunch 🙂 Ja wybrałam wątróbkę na słodko.

I pokazy. Równolegle, tych dużych, odbywa się ich kilka. A razem z mniejszymi performerami to nie mam pojęcia ile. Po prostu przechodziliśmy od jednych do drugich:

Ten koleś niżej był szalony. Jeździł na monocyklu i żonglował maczetami. I miał przepiękne tatuaże. W jakieś liście i księżyce.

A tu pijemy najlepszą mrożoną kawę na świecie. Bez żadnych śmietanek i lodów. I wiórków czekoladowych. Tam jestem zawsze!

Tu czekamy na pizzę i nieźle widać natężenie atrakcji na ulicy. Naprzeciwko nas mamy mistrza w spinningu, kawałek dalej gość czaruje z gumową kulką. Potem nie widać, ale było dwóch gości ze szklaną kulą, a potem są goście na linach…

A tu widać z jakim wstrętem Mieszko przytrzymuje mojego cebularza 🙂 Popijany lemoniadą był pyszny 🙂

Tu połykacze ognia:

A tu bardzo zabawna rzecz… Dzieciaki były tak zakręcone atmosferą cyrku, że wszystkie turlały się z górki:

I to właściwie tyle 🙂 Jeszcze nasze dzisiejsze śniadanie i ruszyliśmy w drogę do domu. Mieszko jest teraz w drodze nad morze z tatą, a ja jutro rano jadę po dziewczyny!



wypełnianie

Lutka mawia, że jednym z jej największych błędów jako matki jest to, że pewnego lata wysłała nas OSOBNO na kolonie. I najpierw ja dzwoniłam do niej naście, albo dzieścia razy dziennie, że się nudzę, a po dwóch tygodniach to samo robił mój brat. Justysiu, może podlej kwiatki? Już podlałam i dalej się nudzę

Mieszko bez dziewczyn jest nie do życia 🙂 Zabrałam więc znowu jego kolegę i pojechaliśmy na lekcje muzealną o konserwatorach zabytków. Bardzo lubię takie zajęcia, bo sama się dużo dowiaduję i podoba mi się to, że dzieci wykazują aktywność w takich miejscach. Mieszko np. wiedział na czym kiedyś malowano obrazy i miał pewne pomysły jak powstawały farby. No a kumplem to w ogóle zabawa była przednia! 🙂

Dziś młody idzie jeszcze na basen, a ja zapisałam się w tym czasie taki wykład o modzie lat ’40 :0 Za to jutro rano jedziemy na wycieczkę. Wracamy w piątek i WTEDY relacja. Mam jeszcze dla Was deser. Taka sytuacja: dziewczynki, przysyłajcie mi TEŻ jakieś ZDJĘCIA, żebym wiedziała jak tam u Was. I po trzech dniach dostałam PIERWSZE 🙂 Normalnie wszystko jasne. I wiem jaki widok z okna i co robią 🙂

Trala-la

W ramach jednego programu lojalnościowego dostałam dwa bilety do kina. Dwa na lipiec i dwa na sierpień. Do dowolnego kina, na dowolny film… No i w planie a)chciałam zabrać Ciasteczkowego. Aale sezon jest astronomicznie ogórkowy. No bo: Transformersi? Volta? Baby Driver? Więc postanowiłam, że wybiorę się z Mieszkiem, bo w sekcji dziecięcej wybór spory. Tylko, że zabraliśmy kolegę Mieszka, a ja zastosowałam mój ulubiony patent, czyli wysłałam chłopaków samych. Napisałam mu na ręce dużymi literami MÓJ numer telefonu, kupiłam pop-corn i posadziłam na sali. Pogadałam z bileterem i poszłam na kawę i pączka. A potem siadłam na fotelach pod salą kinową. Obaj byli baardzo zadowoleni a Kapitan Majtas okazał się być dla nich filmem roku 🙂 Zapytałam tylko Mieszka jaki był najlepszy tekst w filmie i odpowiedział mi: Trala-la :))

<><>

  • A co to takiego?
  • Nachos-y. Spróbuj.
  • Ja nie jem po 20-stej.
  • Ale jechałeś na rowerze i będziesz za chwilę znowu jechał.
  • Dobrze się teraz jechało. Rano było gorąco i jechałem bez koszulki.
  • Tak właśnie się zastanawiałam czy jesteś jednym z tych rowerzystów bez koszulek. Nachosy są słodkawe, ale to bez cukru, to ta mąka kukurydziana taka słodka.
  • Dobre. Z tym zielonym? [guacamole]
  • Z tym zielonym.
  • A to, co to jest?
  • A to jest pojemnik do zapiekania.
  • Taki malutki? Kolejna rzecz dla krasnoludków?
  • Muszę wymyślić co w nim będę robić… Coś extra. Zobaczysz.
  • Lubisz gotować, nie?
  • Lubię. Ale nie lubię sprzątać.
  • Zamiast kupować tyle bzdur mogłabyś sobie raz w tygodniu przywozić babkę do sprzątania. Pod mleczarnią stoją.
  • Podoba mi się, że tak uważasz, ale ten pojemnik to nie jest bzdura!

Projekt dom na lipiec jest naprawdę mini. Ale szłam i zobaczyłam wyprzedaż wyprzedaży i takie mniejsze żaroodporne pojemniki w pastelowych kolorach. Nie wiem co w nim będę robić. Beef Bourgoin, czyli wołowinę po burgundzku? Myślałam też o jakiejś mini zapiekance, ale ser lubi być przepieczony, czyli pokrywka się nie przyda. Więc może fondue?

poniedziałek

Esemesy z dziewczynami:

  • Kiedy będziesz?
  • Właśnie wyszliśmy z Mieszkiem od fotografa. Będę u Was za jakieś 30-40 minut.
  • Super ale my wtedy będziemy mieć zajęcia sportowe czyli taneczne.
  • To ja pójdę do Waszego pokoju i położę Wam na łóżku te kostiumy.
  • My mamy pokój nr 10.
  • OK
  • A i nie rób dużego HALO

:)) Ależ one mnie znają 🙂 I tak JAK je znalazłam to zrobiłam to moje HELOŁ!!!! 🙂 Łucja tylko mi machnęła głową, że mam się NATYCHMIAST zmyć 🙂

A Mieszkowi fotka zrobiona. Wniosek o paszport będzie złożony dziś, a nadwyżka fotek przyda się do szkolnej legitymacji 🙂  Po minie tego nie widać, ale procedura mu się podobała 🙂 Gość miał wczoraj wieczorem łzawego dołka, że jest BEZ sióstr…

Tura kolejna (kolonijna)

Pojechały. Na wspólne kolonie. Obie dziewczyny 🙂 Kolonie są ze szkoły tańca i są caaałkiem blisko, więc skoro WŁAŚNIE zorientowałam się, że NIE dałam im strojów do pływania, to JUTRO im je DOWIOZĘ… 🙂

Mam trochę planów co będę robić przez ten czas  z Mieszkiem, ale czasu wcale nie mamy wiele… Chciałam z nim pójść na kettle, bo tam gdzie chodzę, można przychodzić z dziećmi. One dostają specjalne kilogramowe ciężarki i robią to co dorośli. Aaale, akurat w tym tygodniu trener jest na wakacjach. Lecz i tak zaplanowanych atrakcji mamy dużo. Chciałam mu wyrobić paszport, bo mu się za chwilę kończy, idzie do kina z kolegą i jedziemy na wycieczkę. W piątek zabiera go Diabli, bo jedzie z nim nad morze. A w sobotę ja jadę PO dziewczyny. Bo układ jest taki, że dzieci będą odebrane przez rodziców, gdyż na zakończenie obozu odbędzie się pokaz taneczny, do którego będą się uczyć cały tydzień.

Mieszko bardzo im zazdrości tych kolonii i za rok też chce jechać. Zobaczymy 🙂

Btw. upiekłam porzeczkowego pleśniaka i jeśli jeszcze tego lata nie robiłyście to polecam. Ja zrobiłam z czerwoną porzeczką, jest kwaskowate i bardzo letnie. Ach, i zrobiłam taki patent jaki mi kiedyś babka na rynku podpowiedziała przy szarlotce: przed położeniem owoców posypałam ciasto bułką tartą, to najniższa warstwa nie rozmiękła.

Act like a boy, look like a girl!

Podobnie jak roku temu, udało mi się wkręcić na letnie treningi dla kobiet. Dziś poćwiczyłam, wyrolowałam się i dostałam w prezencie zestaw CHYBA do kąpieli (nie wiem bo w to celofanie i marek, których nie znam 🙂 Aaale by rano zdążyć musiałam WCZEŚNIEJ wyrzucić Ciasteczkowego. To nie problem, mieszka blisko, więc można go zawsze o dowolnej porze wezwać i wyprosić, lecz co lepsze również jego dom rodzinny i miejsce gdzie dorastał, jest kilometr po przekątnej od mojego domu :0

I co za tym idzie, KAŻDA przejażdżka autem kończy się wycieczką szlakiem wspomnień:

  • Wiesz, że tu jest fajne lodowisko w zimie? Jest na świeżym powietrzu, jest muzyka, wieczorem jest całkiem romantycznie.
  • …Tu był kiedyś stolarz, który zrobił mi kij do hokeja…
  • Możemy się kiedyś przejść tu w zimie. To sobie pojeździmy.
  • Ale gdzie?

Derby

Pamiętacie, że rozpadły mi się rolki?

No i teraz tak siedziałyśmy w środę wieczorem w retro-pubie i rozmowa zeszła nam na wrotki. Że akurat w Stonce są fajne. I bardzo vintage. A ponieważ mam zaproszenie na Roller Derby to powinnam się na nich utrzymywać 🙂 No dobra, na zawody się nie piszę, bo jednak jestem człowiek-brzoskwinia i siniaki nie dość, że powstają łatwo, to mam je potem przez TRZY tygodnie… :/ Ale może będzie inna okazja by wspólnie pojeździć

Jakby nie było jak już kidsy pojadą mi na wakacje jadę na lekcję jeżdżenia na WROTKACH!

I dżem z truskawek robię. Wcale nie są tanie truskawki w tym roku, ale zaraz ich już nie będzie… Czyli robię!